Bieguni na 102, czyli konsularne obchodzenie obchodów
21 grudnia 2020

Od dystansu do socjalizmu, do social dystansu

Wtedy do socjalizmu mieliśmy dość zdrowy dystans, teraz socjal dystans ma utrzymać nas przy zdrowiu. Wtedy tamten ustrój był zarazą, teraz ta zaraza coraz bardziej go przypomina. Polacy 50+ pamiętający  film „Miś” mogą się poczuć aktorami jego drugiej części. W Ontario zaraz na początku zarazy „I sekretarz” rządzącej partii, misia zresztą trochę przypominający, zrugał mieszkańców kilku bloków w Toronto, którzy po mroźnych miesiącach domowej izolacji, w niespodziewanie upalny weekend wyszli do osiedlowego parku. Za tydzień park był już pusty, za co media go chwaliły, chociaż była to raczej zasługa klimatolożoki Grety, która tamto ocieplenie bardzo oziębiła. Na pewno w nowym filmie powinna się znaleźć scena z przybyłymi za potrzebą do publicznej toalety. Urzędowa plansza zakazuje im wejścia, jeżeli na któreś z długiej listy pytań odpowiedzą pozytywnie. Brak tam jednak instrukcji co mają wtedy z tą potrzebą zrobić. Ponieważ aktorzy w „Miś 2” będą oczywiście zamaskowani pozwoli to znacznie obniżyć koszty produkcji, bo nie trzeba będzie przepłacać tylko dlatego, że czyjaś twarz wygląda znajomo. Wpływ, czyli jak to się teraz mówi „influencja”,  na społeczeństwo,  tych wyglądających  znajomo był zawsze spory i ich naśladowcy, czyli teraz „followersi” chcą być do nich podobni. Dopóki dotyczyło to małpowania podartych ciuchów czy tatuaży było to nawet zabawne, chociaż świadczyło, że bliżej im do naszych przodków w ewolucji. Jednak celebryci zaczęli tworzyć nową modę. Maseczki w kropeczki, pasujące do czapeczki, prawdopodobnie od tych samych „krawców” szyjących pieluszki, które często były tak toksyczne, że wycofywano je ze sprzedaży. Teraz rządy prawie wszystkich krajów zmuszają obywateli do noszenia farbowanych tkanin, bynajmniej nie w tym samym miejscu co pieluszki. Początkowo dość rozsądnie zalecano dystans albo maskę i to tylko w większych skupiskach ludzi, ale po wylądowaniu na Okęciu antonowa uznano, że to za mało.  Niestety, ale jeżeli ktoś używający przed nazwiskiem skrótu „dr” twierdzi, że ciągłe noszenie, szczególnie na zewnątrz, nasączonej farbą szmatki, nie jest szkodliwe dla zdrowia, to skrót ten trzeba rozumieć jako: dureń lub drań. Polityk w czarnej, celebryci często w tęczowej, jak tylko wyłączą kamerę udają się do baru, lub Zanzibaru, a ci ich małpujący, nie chcą ale muszą nosić je przez cały dzień. Jedni eksperci ostrzegają, że noszenie masek raczej nie chroni, ale może szkodzić, co tak naprawdę wie każdy kto ma troche oleju w  głowie, lecz inni  zalecają aby prawie ich nie zdejmować. Czyżby ten olej sami sobie spuścili aby zrobić miejsce na szmal?  Bo tego szmalu, o dziwo nie brakuje. Jeszcze niedawno wszystkie kraje nie miały go na podstawowe potrzeby, a teraz mają nawet na przemianę pełnych stadionów na puste szpitale. Ponieważ są to iście astronomiczne sumy jedynym wytłumaczeniem może być tylko to, że pochodzą od kosmitów.

Często obecną sytuację porównuje się z epidemią grypy hiszpanki. Tylko, że wtedy aparat fotograficzny był rzadkością, a mamy sporo zdjęć pokazujących ogrom tamtej zarazy. Teraz kiedy kamerę nosi w kieszeni każdy, w mediach widzimy tylko zdjęcia jakby tych kosmitów. Może to ze względu na sięgającą czasami absurdu ochronę prywatności, ale jak wytłumaczyć cenzurowanie zdjęć pustych szpitali. Celebryci, którzy często zasmarkani latali do Kataru, a teraz z byle katarem lecą na test, wykonując go czasami aż do pozytywnego skutku.  Potem po zrobieniu „selfie” w makijażu i rurkami w nosie, po przeliczeniu lajków na „fejszbuku”, szybko ozdrowiewają, chorobę mając już w nosie. A ich małpujący, przy wiarygodności testu ocenianej na około 50%, mocno „krzywą” zakrzywiają. Tak samo działają media, szczególnie te internetowe, które dla zwiększenia liczby kliknięć gotowe są publikować najwieksze bzdury. Wtedy nazywano ich „pożytecznymi idiotami”, teraz jakby powrócili, by znów pomagać władzy w walce z „wrogami narodu”, którzy tak jak wtedy uważali, że warto rozmawiać o absurdach komunizmu, tak teraz chcą tego samego w odniesieniu do tej pandemii. Tylko tak wtedy jak i teraz rozmawiać nie wolno. W Toronto posła, który wykazał, że pacjentów z ciężkimi przypadkami covidu jest średnio jeden na szpital wyrzucono z partii, a w Warszawie dziennikarza za podobne dociekania wyrzucono z państwowej telewizji. Oczywiście, wirus jest wśród nas, tak jak był zawsze. Tylko ten pozbawia nas pamięci o tym, jak ciężko przechodziliśmy czasami grypę, która zawsze była może bardzo zaraźliwa. Ale z powodu jednego kichnięcia nie zamykano szkół,  zakładów czy nawet krajów, jak to sie dzieje podobno w Australii. Podobno, bo media stały się niewiarygodne. Wtedy dlatego, że je cenzurowano, teraz, że to one cenzurują, nawet ex-prezydenta ojczyzny wolności słowa.  Wtedy ingwiligacją ludzi zajmowało się SB,  teraz FB. Zuckenberg wcale nie ukrywa, że absurdalnie wysoka cena jego portalu wynika z tego, że informacje o każdym z użytkowników wyceniono na około sto dolarów. A kupcami nie są przecież nasi sąsiedzi. Niedawno on chciał kupić prawa autorskie do utworu „Another brick in the wall” Pink Floyd. Całe szczęście, że Roger Waters kazał mu iść do diabła. Pomysł był tak trafny jak bezczelny, bo mur nie łączy lecz dzieli ludzi, tak jak to robi FB.

Tych, którzy próbują jakoś to wszystko zrozumieć, nazywa się wyznawcami teorii spiskowych. Jednak teorie te powstały w Światowym Forum Ekonomicznym, które naprawdę istnieje. Obecna zaraza jest pierwszą w historii świata przewidzianą na długo przed jej wybuchem. I to nie przez wróżbitów ale właśnie przez osoby powiązane z tą organizacją. Jej przywódca Klaus Schwab już parę lat temu obiecywał zaczipowanie ludzkości i reformę ekonomiczną, po której ludzie nie posiadając nic bedą szczęśliwi, a umożliwi to wielki reset, który on wymyślił. W sumie nic nowego, bo przypomina to ekonomię, którą wtedy ogłosiła salwa z pancernika Aurora. Mieli się wtedy połączyć  proletriusze nie tylko rosyjscy, ale wszystkich krajów świata i już wtedy planowano utworzenia rządu światowego. Teraz kiedy media okazały się bronią potężniejszą od armat, plany te można wreszcie zrealizować. Możnaby powiedzieć, że kiedyś kilka szwabskich armii nie pokonało Europy, a teraz jeden Schwab może zawładnąć światem. To, że pewna niewielka ale bardzo wpływowa grupa uważa innych ludzi za „bydło” też nie jest żadną teorią. Niestety, ale patrząc na zamaskowanych ludzi, spacerujących w upale po pustym parku nie sposób nie przyznać im racji. Jednak każdy farmer wie, że podczas przebudowy obory może zostać przez bydło ubodzony,  chyba że się je porządnie przestraszy.

Dawno temu w cesarstwie rzymskim zaczęto stosować w branży spożywczej ołów. Kiedy pojawiły się oznaki dziwnych zachowań ludzi, a cesarz zamierzał konia mianować senatorem, „antyołowiowców”, którzy podejrzewali wpływ tego metalu na psychikę oskarżano o rozpowszechnianie  teorii spikowych. Teraz wiemy, że jednak mieli wtedy rację, ale zauważamy też, że teraz wśród posłów jest coraz więcej osłów, a tiktokowe pokolenie wpatrzone w ekrany smartfonów  staje sie coraz mniej „smart”. Może przyczyniają się do tego otaczające nas fale o coraz większej częstotliwości? Na pewno warto byłoby o tym porozmawić, ale tak jak w przypadku wirusa, nie wolno bo FB i przyjaciele cenzurują wypowiedzi niezgodne z tymi oficjalnymi. Czy zwiększanie mocy anten ma na celu uszczęśliwienie tylko tiktokowych debili czy raczej realizację „szwabskich” idei?. Jednak spróbujmy spojrzeć na to inaczej. Może ten Schwab aby okupić grzechy Hitlera chce naprawdę uszczęśliwić ludzkość? Przecież kiedy pojawiły się maszyny na parę, też się buntowano, że zabierają pracę ludziom i koniom. Wyobraźmy sobie, że teraz państwo daje nam mieszkanie i smartfona. Nie musimy zatruwać środowiska dojazdami do pracy,  bo wykonuja ją za nas sztucznie inteligentne roboty, które zapier….ją  nawet nie za miskę ryżu, ale parę amperów. Dokonując corocznego szczepienia, mamy dostęp do kontrolowanego przez państwo FB i różnych tiktoków.  Wprawdzie za słuchanie rozgłośni polskiej Radia Wolny Madagaskar mogą nas pozbawić nie tylko smartfona, ale to tylko dla naszego dobra. Przydziały kartorfli, kapusty i soku z buraka dowożą nam do domu. Nie musimy wychodzić do kina czy teatru bo wszystko mamy w sieci. Nie musimy dźwigać walizek aby wyjechać na wycieczkę, bo dzięki może już G19, cuda świata możemy obejrzeć w smartfonie, bez kolejek i kaprysów pogody. Wizja takiego świata już była. Wszysko od państwa, wszystkim po równo i legitymacja partyjna otwierająca dostęp do wszystkiego. Może niepotrzebnie ja odrzuciliśmy. Jest taka stara przepowiednia,  która mówi: „przyjdą takie czasy,  że ludzie będą szaleni i gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, powstaną przeciwko niemu mówiąc:  jesteś szalony bo nie jesteś podobny do nas”.  Obserwując naszych sąsiadów czy znajomych, niezależnie od punktu widzenia,  raczej nie unikniemy refleksji czy one już nie przyszły. Jednak może urodził się już jakiś Lech, który jak wtedy niesiony wiatrem odnowy przeskoczy płot absurdu  i znów się będzie wolno śmiać, lub raczej widzieć czy ktoś się do nas uśmiecha.

1 Comment

  1. Zbyszek pisze:

    Po przeczytaniu felietonu odniosłem wrażenie, że od wiosny ubiegłego roku autor przebywał w hibernacji i przespał dramatyczną walkę całej ludzkości z Covidem, pandemicznym siewcom śmierci, a teraz się wybudził i dziwi się dlaczego ludzie chodzą w maseczkach. Może zamiast obśmiewać farbowane szmatki (swoją drogą czy prezydent USA nosiłby kolorową maseczkę bez medycznego atestu?) Redaktor zaapelowałby do czytających o jak najszybsze zaszczepienie się o ile dotąd tego nie zrobili, a wtedy obowiązek noszenia maseczek sam się rozwiąże…
    Przyznaję, że gdy wirus pojawił się w Europie też powątpiewałem w jego siłę rażenia i byłem przekonany, że w XXI wieku nie może być nam straszny żaden mutant grypy, ale z każdym kolejnym tygodniem, gdy codziennymi newsami stały się komunikaty o ilościach śmiertelnych przypadków we Włoszech, w Hiszpanii czy w Nowym Jorku, gdy nagle zaczęli umierać moi sąsiedzi i znajomi, skończyły się wątpliwości, a pojawił strach o najbliższych no i o siebie też. Dlatego z wielką ulgą przyjąłem rejestrację szczepionek i z niecierpliwością czekałem na możliwość zaszczepienia się. Zaszczepiliśmy się całą rodziną, od 14-letniego wnuka do 93-letniego teścia, niestety z jednym wyjątkiem, nie potrafiłem przekonać do szczepionki młodszej córki, od ponad 20-lat mieszkającej w USA pod Bostonem, czyli w stanie od zawsze politycznie niebieskim, co uważam za swoją największą rodzicielską porażkę. Na moje co rusz ponawiane rozpaczliwe pytania o powody antyszczepionkowej postawy za każdym razem lakonicznie odpowiada tak jak prezydent Duda – nie bo nie i nawet nie przekonuje ją argument, że przez takich jak ona niezaszczepionych Amerykanów, czyli ok. 50 % populacji, jej matka z lotniczym biletem w portfelu od półtora roku nie może jej odwiedzić, gdyż ciągle zamknięta jest amerykańska przestrzeń powietrzna. Aż się boję myśleć, że z jakichś względów wcale nie oczekuje matczynej wizyty….I dzisiaj gdy cały świat z trwogą szykuje się do jesiennego pandemicznego przesilenia, gdy już wiemy, że do szpitali trafiają prawie wyłącznie chorzy niezaszczepieni nie ma co się czepiać maseczek, w przypadku których nie farba jest problemem, a bardziej częstotliwość ich zmieniania, tylko stawać na głowie żeby przekonać nieprzekonanych, że szczepionka jest jedynym skutecznym orężem w walce z Covidem!!! Tak więc Redaktorze zapraszam do najbliższego punktu szczepień…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Send this to a friend