Spirale: zwycięstwa i szaleństwa
10 lutego 2022

Od inteligentnego osiołka, do inteligencji dla osłów

W wyniku protestu aktywistów broniących praw zwierząt, cyrk w którym były zatrudnione musiał je zwolnić. Te egzotyczne zapewnie znalazły miejsce w jakimś  ogrodzie zoologicznym, ale kto by tam chciał oglądać zwykłego osła. Tak więc bezrobotnemu, chociaż całkiem inteligentnemu osiołkowi o imieniu IO pozostała tylko włóczęga. Koleżanka z pracy dogoniła go, aby mu wręczyć urodzinowy prezent, ale póżniej dopadli go futbolowi kibole z bejsbolowymi pałami. Jak już zrosły mu się połamane kości i wrócił do swej wędrówki, to wplątał się w tłum bydła pędzonego do rzeźni. Tak można streścić film, który dostał nominację do tegorocznego Oskara. Przekaz filmu wydaje się całkiem jasny, że jakby nie ci aktywiści chroniący osiołka przed ludźmi, to żyłby sobie szczęśliwie pracując w tym cyrku, otoczony ludzką przyjaźnią. Jednak dla aktywistów jasna jest tylko pomroczność, w stanie której się ciągle znajdują. Dla nich oczywistym jest, że jakby ludzie nie jedli mięsa to osiołek do tej rzeźni by nie trafił i zwiedzał sobie świat. Nie ma znaczenia, że w tej wędrówce osiołek z pewnością spotka „towarzysza zwierzaka”, który może nie pobije go jak kibole, ale po prostu go zje. Czy twórca tego filmu Jerzy Skolimowski chciał się tym aktywistom przypodobać, czy przed nimi ostrzec, oto jest pytanie. Jego twórczość sugeruje raczej to pierwsze, bo w jego dorobku filmowym trudno znaleźć dzieło, nie mówąc już wybitne, ale nawet niezłe. Chyba sam to zauważył i przez pewien czas zajął się malarstwem. Na szczęście artystycznym, a nie pokojowym. Jego ambicją było stać się polskim Pollockiem, a Pollock to wcale nie Polak po angielsku, ale amerykański malarz, który ochlapywał farbą płótno rozpostarte na podłodze. Wyobrażmy więc sobie, że komuś w ten sposób pomalowałby pokój. Jednak współczesne galerie wystawiają wszystko, jak tylko stoi za tym możny sponsor. Skolimowski zrobił już z siebie kiedyś osła, przyjmując rolę, w aż ochydnym włosko-antypolskim filmie ”Bitwa pod Wiedniem”. Może to właśnie wtedy jacyś sponsorzy uznali, że nadaje się do zrobienie filmu o osiołku.

Obserwując obecną propagandę obyczajowo-klimatyczną  można zauważyć, że w nonsensy tam propagowane wierzą tylko społeczeństwa uznawane za najbadziej  wyedukowane. Bo to w większości  absolwenci, ciagle jeszcze zwanych wyższymi, uczelni, uważają, że można sobie dowolnie zmienić płeć, podarte ciuchy są piękne, brudna szmata na twarzy chroni zdrowie, a elektryczny samochód zmieni klimat. Jeżeli ci, którzy wymyślili te idiotyzmy przeprowadzają  w ten sposób test na inteligencję, to udowodnili, że ta ludzka zanika. Może jest więc dobry czas na zastąpienie jej sztuczną. Oczywiście zachwycona pomysłem wytatuowana generacja nie zauważa, że ta przetwarza to czym jest „nakarmiona”. W uproszczeniu można byłoby porównać to do konsomolca cytującego na każdy temat leninowskie wersety, bo nic innego do jego „hard drive” nie wprowadzono. Niewielki zespół specjalistów IT pod nadzorem komitetu centralnego są w stanie zlikwidować edukację jaką znamy, bo wystarczy nauczyć się nawet nie pisania ale stukania w klawiaturę, aby udawać geniusza, nawet nie czytając tego co SI (ang. AI) przysłała, bo to będzie za trudne dla zleceniodawcy. Ale za to w bezwietrzne dni jak zabraknie prądu, będzie mógł on wyjechać rowerem na dozwolony przez gminny komitet dystans, od miejsca zamieszkania.

Nie tak dawno osoby, które uważały  się za „Napoleona”, otaczano opieką psychiatryczną. Teraz ci mający podobne objawy są „Napoleonami” w wielu krajach. Tym, którzy uważają, że płeć można sobie wybrać samemu organizuje się parady dumy. Tych, którzy uważają, że jest to nie dumne lecz durne, otacza się opieką kryminalistyczną. Murzynek Bambo, który w Afryce mieszka, również nie wierzy w te bzdury. Dlatego zadbano też o to, że nazwanie Bambo murzynkiem, jest również grzechem w tej religii, w której kropidło zastąpiła strzykawka. Po części to niestety wina rodziców. Jakby taki profesor  z warszawskiego uniwersytetu dziesięć lat temu zapoznał swojego synka z muzyką Ten Years After, to ten po dziesięciu latach nie wyrósłby na tzw. rapera, przekonanego, że aby być „artystą” wystarczy kolorowa opaska, dziurawe dresy i bluzganie do mikrofonu. Może nawróciłby się do muzyki, będąc na koncercie Rogera Watersa w Krakowie. Niestety grono debili uniemożliwiło mu to, zakazując tam występu jednego z najwybitniejszych artystów naszych czasów. Dlaczego? Bo ośmielił się obiektywnie wypowiedzieć na temat ukraińsko-rosyjskiego konfliktu. Jego niedawne wystąpienie na forum ONZ może było jednym z najlepszych tam wygłoszonych. A przecież powiedział tylko oczywistą prawdę, że aby coś sprawiedliwie ocenić, należy wysłuchać argumentów obu stron.

Wrócmy jednak do kina. W 2006 roku powstał  film ”Idiocracy”. Nie zdobył popularności bo wtedy uważano, że jest po prostu głupi. Przedstawiał on świat, jaki zastał wybudzony z hibernacji amerykański żołnierz. Teraz ten film uważa się, za przepowiednię nadchodzących czasów, w których coraz bardziej rozwijające się przecież społeczeństwa, grupa aktywistów pędzi jak tego osiołka IO do rzeźni. Może nawet dobrze, że osiołek nie został oskarowym laureatem bo wpisałby się do najgłupszej w historii hollywoodzkiej gali. Zwycięstwo czegoś takiego jak film „Everything, Everywhere all at Once” czyli „Wszystko, wszędzie, na raz”, to nic innego jak ogłupienie, wszystkich, wszystkim na raz. Może jednak, jesteśmy w lepszej sytuacji niż nasi przodkowie, którzy w obronie przed rządami debili na tronach musieli sięgać po kosy czy bagnety. Teraz możemy sporo zmienić kasująć z naszych telefonów, coraz bardziej nas ogłupiające i dzielące, różne tiktokii, twittery czy fejzbuki. Czy te zombi, wchodzące na zebry pochylone nad ekranem, zdobędą się by za pomocą tej sztucznej inteligencji sprawdzić ile czasu spędzają na podglądanie i małpowanie sobie podobnych? Niepokojące jest to, że politycy w coraz większym stopniu starają się dotrzeć do nich za pomocą tych współczesnych narkotyków, stając się tym samym ich dilerami. Wróćmy do pracy z kanap do biur i poznawajmy się, nie tylko w sieci, ale przy piwie jak to proponuje jeden kandydat na polskiego posła. Taki reset, a nie ten szwabski potrzebny jest nam abyśmy wrócili do całkiem fajnego świata jaki mieliśmy jeszcze kilka lat temu. Aby zbliżające się wybory, w jeszcze najważniejszym mocarstwie świata, nie były jak zwykle wyborem mniejszego zła, może Amerykanie powinni postawić na florydzkiego wojewodę, a Trumpowi i Bidenowi, zafundować zasłużone wczasy „all inclusive”, na kalifornijskiej wyspie Alcatraz. Polacy mogliby tam wysłać też Tuska i Kaczyńskiego. Dobrze byłoby aby znalazło się też miejsce dla obu Bushów, bo kiedy to poszli w krzaki z aktywistami, chyba z miasteczka Davos, zamienili w piekło wiele krajów, a świat zaczął się psuć. Może wtedy wreszcie radosna tęcza znów pojawi się na niebie, bo odkąd zawisły na masztach jej podróbki, ukazuje się na nim jakby coraz rzadziej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *