Cysorz Donald, część I – czyli hołd amerykański
30 lipca 2017

Roger Waters: „Trump jest świnią”

W 1977 roku, kiedy żyliśmy oddzieleni żelazną kurtyną od płynącego coca-colą i Johnny Walkerem raju, wielkim polskim przebojem była piosenka zespołu 2 plus 1: „California mon amour”. Z tęsknoty za nim, bo raczej nie dlatego, że na tamtejszych uniwersytetach uczono, iż raj znajduje się po naszej stronie kurtyny. Chociaż w nauki te wierzyli przede wszystkim artyści, to jednak zdarzali się tam też tacy, którzy dostrzegali rajskie błędy i wypaczenia. W tym właśnie roku ukazała się płyta „Animals” grupy Pink Floyd, która była gorzką satyrą na rajskich prominentów. Politycy i bankierzy byli tam świniami, grube ryby z korporacji psami, a reszta społeczeństwa, jak to już jest od czasów biblijnych, owcami. Po czterdziestu latach utwory z tej płyty przypomniał ich autor Rogers Waters,- podczas tegorocznego tournee. Najwyższej klasy muzyka, która stała się już klasyką i efektowna scenografia to wizytówka koncertów członków tego zespołu, niestety występujących już osobno. Jednak tym razem z pewnością wszyscy zapamiętali olbrzymi napis, który ukazał się na zakończenie utworu „Pigs”: „Trump is a pig” czyli „Trump jest świnią”. Nazwanie kogoś świnią jest dość jednoznaczne, czyżby więc obrażono, prawie wszechmogącego prezydenta USA? Odwaga artysty czy amerykańska wolność słowa? Chyba ani jedno, ani drugie, raczej tylko ilustracja do utworu, bo Trump po wyborach przecież przeszedł z grupy psów do świń. Awans, o którym tak naprawdę marzą wszyscy. Wzajemne przenikanie się obu grup miało miejsce oczywiście dużo wcześniej, zanim zauważył to Waters. Jednak w okresie powojennym, świnie zwane czerwonymi, skutecznie zmuszały te zachodnie do udawania, że nie są aż takimi świniami jak tamte. Kiedy żelazna kurtyna zardzewiała, obie strony już razem zabrały się do strzyżenia owiec na niespotykaną dotychczas skalę. Na marginesie trzeba wspomnieć, że tym polskim pragnącym zobaczyć niezmiennie ukochaną Kalifornię, kurtynę wizową jednak pozostawiono. W dość krótkim okresie świńskie przekręty spowodowały, że nie tylko w Kalifornii skończył się American dream. W Polsce tym, którzy jeszcze śnili o własnym mieszkaniu, zaoferowano oszukańczą pożyczkę. Bo czy to Goldman, czy Morawiecki, zrobią oni wszystko, aby owce były dobrze przystrzyżone. Ten drugi, wyznający teraz prawo i sprawiedliwość, nawet palcem nie kiwnął, aby pomóc owcom „frankowiczom”, które franków nigdy nie widziały, ale zostały za ich pomocą zrobione w konia. Zamiast tego elektryzuje je fantazjami o samochodach na prąd i sprowadza kolejnych „fryzjerów”, jak amerykański JPMorgan. Niegdyś podstawą propagandy czerwonych świń była równość, czyli „każdemu według potrzeb” lub jednakowe mundurki, jak to było w chińskiej wersji komunizmu. Teraz prezes byle banku zarabia często miesięcznie tyle, ile pracujący w nim kasjer, przez całe życie, przy podobnych przecież potrzebach, więc takie farmazony już nie przejdą. Jednak wymyślono coś, co też daje poczucie równości. Tak zwani „influenci  modowi”, wylansowali podarte ciuchy, za które prezes płaci grube pieniądze, a jego pracownik może sobie takie same pozyskać za darmo ze śmietnika. Niemniej na ulicy obaj wyglądają identycznie, czyli są równi. Świnie wszystkich krajów, jak kiedyś proletariusze łączą się dla osiągnięcia jak najlepszych wyników w strzyżeniu owiec. Te amerykańskie, którym tak drogie są prawa człowieka, z tymi afrykańskimi, które prawa człowieka mają za nic. Także po to, aby dobrać się do minerałów niezbędnych by tłum hipsterów przebranych za obdartusów mógł sobie kupić co roku nową wersję iPhona. Czy tak naprawdę można się dziwić afrykańskim górnikom wydobywającym gołymi rękami toksyczne kopaliny, że decydują się na „bilet” na ponton do Europy? To jest dla nich niewielka, ale jednak szansa na lepsze życie, bo w swojej kopalni nie mają żadnej szansy na przeżycie. Przecież wystarczyłoby zapewnić tylko lepsze warunki pracy, a Europa miałaby spokój, a oni szczęście w swojej ojczyźnie. Lecz pazerność świń oraz psów, tak jak nie zna, tak i nie ma granic i aby osiągnąć swoje cele gotowi są poświęcić bardzo wiele owiec ufających, że to wszystko dla ich dobra. Trzeba być naiwną owcą, wręcz baranem, aby uwierzyć, że mały zacofany kraj jest zdolny do wyprodukowania najnowocześniejszej broni, a banda pustynnych zbirów zdolna do terroryzowania świata. Dlatego, kiedy miliony są pozbawione nawet wody, amerykańskie, chińskie i, o dziwo, arabskie świnie otwierają szampana. Udał im się bowiem się kolejny przekręt, w którym – przy taniejącej ropie płacimy za benzynę tyle samo, a czasami i więcej. Różnica jak zwykle idzie do koryta. Chociaż ani do świń, ani psów owce nie maja już zaufania, to jednak system, w którym psy finansują tylko te świnie, które dają im gwarancję jeszcze większych zysków, nie stwarza szans na dobrą zmianę. Coraz częściej dokonujemy wyboru pomiędzy przysłowiową dżumą a cholerą. Rządowi polskiemu  można dużo zarzucić, ale konkurencja to nie żadna totalna opozycja tylko zbiorowisko totalnych kretynów. Podobny wybór, a raczej jego brak mieli wyborcy amerykańscy i niemieccy. W Toronto wstydzimy się za premierów zarówno kraju jak i prowincji, ale wystarczy posłuchać lidera opozycj, aby zamiast do lokalu wyborczego wybrać się na piwo w pubie.  Płytę „Animals” rozpoczyna i kończy krótki utwór „Pigs on the wings” nawiązujący do angielskiego przysłowia „dobrze, że świnie nie potrafią fruwać”, bo jakby potrafiły to ludzie na dole żyliby w nieczystościach. Może w 1977 roku jeszcze nie potrafiły, ale teraz najwyraźniej oderwały się od rzeczywistości. Kalifornijskie psy już coś czują i szykują sobie nowe budy w Nowej Zelandii,- z nadzieją, że smród pozostawiony przez świnie tam nie dotrze.

 

1 Komentarz

  1. Zbyszek napisał(a):

    To dobrze że artystom więcej wolno, ale żeby ich głos dotarł w najbiedniejsze miejsca na kuli ziemskiej i mógł choc trochę wzruszyć tamtejsze świnie i psy, artysta musi być popularny, a za popularnością idą olbrzymie pieniądze, więc swoje protesty wyśpiewują z pozycji sytych owiec.
    Gdy R.Waters pisał protest songi na płytę Animals, wcześniej wraz z kolegami stworzyli genialną i ponadczasową płytę Dark Side Of The Moon i tylko
    trochę mniej wspaniałą Wish You Were Here, za co zgarnęli niewyobrażalną dla normalnych owiec kasę, więc tym samym zmienili swoją przynależność kastową, co nie musi oznaczać, że przestali być wrażliwi i wiarygodni, ale czy syty może naprawdę zrozumieć głodnego?
    Trójstanowy czy jak woli Waters trójzwierzęcy podział społeczny istnieje od tysięcy lat i nie zmienili tego ani Chrystus z Mahometem, ani rewolucje francuska i bolszewicka, ani dwie wojny światowe. Od zawsze rządzili i będą rządzić świnki z pozoru dobre ( Trudeau, Macron), świnie bezczelne
    ( Trump, Kaczyński) i wieprze paskudne ( Kim Dzong Un, al-Assad). Pośród psów ras jest dużo więcej, więc i odcieni dobrych i złych biznesowych krwiopijców cała gama stąd między innymi dlatego afrykański górnik zarabia marne centy, dużo mniej od górnika chińskiego czy polskiego, a ci płacowo są daleko w tyle za górnikami australijskimi. Nadzieja że może być inaczej, czyli jednakowo dobrze dla wszystkich umarła wraz z Marksem, a na polskim podwórku definitywnie pogrzebał ją Wałęsa obiecując stoczniowcom gruszki na wierzbie, samemu spijając śmietankę ze świńskiego koryta… Ten mój wigilijny komentarz to oczywiście bardzo prymitywne i uproszczone widzenie świata, ale z pozycji bardzo chudego barana tak to mniej więcej wygląda. Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich owieczek!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to friend