Celebryci na Zuckerbergu
3 kwietnia 2017
Making Poland Great Again czyli Człowiek Wolności w akcji
3 kwietnia 2017

Antypolski film o tragedii Polaków

W piątkowy wieczór w małym kinie na przedmieściach Toronto prawie komplet widzów. Z ekranu słychać przeważnie wulgarne przekrzykiwanie się, naraz w języku ukraińskim, rosyjskim i polskim. Od czasu do czasu słuchać też hebrajski i niemiecki. Aby to wszystko zrozumieć wyświetlane są napisy po angielsku. Widzowie, na pewno sami Polacy, w starszym wieku mogą mieć trudności w zrozumieniu dialogów. Bardziej rozumieją obraz, bo jak pojawia się w pewnym momencie czołg z napisem 1939, to wiemy o co chodzi. Ale tylko my, bo nawet Rosjanie i Ukraińcy pamiętaja inną datę rozpoczęcia wojny. Trzeba byłoby sobie zadać pytanie, dla kogo tak naprawdę ten film powstał. Wątpliwe aby ci, którzy przeżyli tę potworną zbrodnię, mieli ochotę na powrót do przeszłości, w tak do bólu realistycznym obrazie, zrealizowanym przez najgorszego chyba polskiego reżysera. Jego dorobek najlepiej można by porównać do twórczości niejakiego Piero Manzoniego, „artysty” nowoczesnego, który napełnił puszki własnymi fekaliami i sprzedawał w cenie złota. Podobnie robi Smarzowski, którego żadnego filmu nie da się obejrzeć bez obrzydzenia, a za które otrzymuje złote orły i lwy od salonowców na przeróżnych festiwalach. Dziwić się można polskiej policji, że nie oskarżyła go o zniesławienie, bo jaka ona jest, to jest, ale za to, jak przedstawił ją w „Drogówce”, powinien jednak posiedzieć. Recydywą jest działanie na szkodę kraju filmem „Wołyń”. W jednej z recenzji ktoś stwierdził, że Smarzowski miał prawo zrobić ten film po swojemu. Chyba nic bardziej błędnego, bo jest to zbyt poważny i ważny dla Polski temat, aby powierzać go byle komu, tak jak się to stało choćby w przypadku „Westerplatte” (czyt. prawda marzec 2013). Ludobójstwa Polaków czy Ormian to teraz zadanie dla dyplomacji. Z cywilizowanych krajów właściwie tylko Turcja i Ukraina z maniakalnym uporem bronią się przed rozliczeniem krzywd wyrządzonym innym narodom. Rzeź Ormian odbyła się przy dużym udziale Kurdów, którzy jakby za to teraz sami są przez Turków mordowani.  Na Wołyniu nie było wojny między państwami, bo Ukraina jeszcze nie istniała, a Polska już nie istniała. To była rzeź dokonana przez sprowokowanych, zdziczałych wieśniaków przy udziale podziemia ukraińskiego. UPA walczyła o niepodległość, a armia niemiecka o lepsze Niemcy. Jednak zbrodnie na cywilnej ludności nie usprawiedliwiają niczego. Trudno byłoby wyobrazić sobie stawianie w dzisiejszym Berlinie pomnika Hitlera. Niestety tylko w Rosji i na Ukrainie czci się ludzi, którzy walcząc o swój kraj, dopuścili się potwornych zbrodni. W 1991 roku, kiedy Ukraina zabiegała o uznanie jej państwowości, Polska spisała się jako sąsiad bardzo dobrze, uznając ją jako pierwsza. Wtedy właśnie te sprawy można było dyplomatycznie załatwić raz na zawsze. Że tak się nie stało, przyczyną mogło być to, że ówczesny prezydent wolał mieć przy sobie kogoś, kto mu wkładał kapcie, zamiast kogoś, kto by wlał chociaż trochę oleju do głowy. Teraz, mamy wprawdzie prezydenta z głową pełną oleju, ale niestety używa go bardziej jako napędowego do szusowania po stokach. A naród musi sobie jakoś, jak zwykle, poradzić. Pracodawca polski po obejrzeniu tego filmu może inaczej patrzeć na swoich ukraińskich pracowników. Nie będziemy długo czekać, aż Ukraińcy nakręcą podobny chłam, bo naszych grzechów przeciwko ukraińskim sąsiadom też można się doszukać. Polak pracuje u Niemca, którego dziadek z Wermachcie być może zamordował kogoś z jego rodziny. Polak zatrudnia Ukraińca, którego dziadek niekoniecznie z UPA może też zamordował kogoś bliskiego. Tamtych czasów pokolenie, dla którego największą tragedią jest gdy na Facebooku, ktoś nie „zalajkuje” kretyńskiego wpisu, nie jest w stanie zrozumieć. Tamto pokolenie rozumie, ale nie chce do tego wracać. Z Niemcami jakoś sobie poradziliśmy już 25 lat po wojnie, dlatego, że przykro to przyznać, ale dyplomacja PRL-u była bardziej skuteczna niż obecna. Od wołyńskiego ludobójstwa mija ponad 75 lat, a ponad 25 lat od kiedy przestało być tematem tabu. I co? I nic! Jest tylko coraz gorzej. Dlaczego więc pozwala się, aby tacy „artyści” jak Smarzowski czy „politycy” jak Maciarewicz dążyli do tego, aby pokój był tylko przerwą między wojnami.

1 Komentarz

  1. Zbyszek napisał(a):

    Zanim zawarliśmy z Niemcami powojenny pokój i staliśmy się narodami przyjaznymi, powstało dziesiątki filmów o wojennym okrucieństwie i niemieckiej staranności w dążeniu do unicestwienia Żydów w pierwszej kolejności, ale Polaków też. Tak więc zarówno pamięć o straszliwych przeżyciach ciągle żyjących świadków niemieckiej hektakomby, jak i obowiązkowe szkolne wyjścia do kina na filmy o wojnie nie przeszkodziły
    w polsko-niemieckim pojednaniu. Dlaczego film „Wołyń” miałby przeszkodzić w w dobrosąsiedzkich stosunkach polsko-ukraińskich?
    Czy dlatego że jest zbyt realistycznie okrutny? Pokazane w filmie bestialstwo ukraińskich siepaczy porusza do głębi, ale nie mniejszym wstrząsem jest prawda, że to ukraiński sąsiad mordował sąsiada Polaka, z którym się znał od lat, a nawet poprzez małżeństwo dzieci, współtworzył jedną rodzinę! Dzisiaj w Polsce czasowo przebywa i pracuje około miliona Ukraińców, czyli tylko trochę mniej niż Polaków pracujących w Niemczech. Nikt ich nie prześladuje za historyczne zbrodnie, a wręcz przeciwnie, zewsząd zbierają pochlebne opinie za pracowitość, solidność i uczciwość. Czy w razie współczesnej wojny ( oby nigdy! ) przyjacielscy Niemcy i uczciwi Ukraińcy znowu zamienią się w polakożerczych drapieżników tego nie wie nikt – ani Redaktor, ani Smarzowski, a nawet sam Bóg…

    ów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to friend