Biskupienie
15 grudnia 2016
Prezes
23 grudnia 2016

Prawda o wizycie prezydenta Dudy w Kanadzie

Dzięki tygodnikowi „W Sieci” dowiedzieliśmy się, skąd wzięły się kanadyjskie barwy. W numerze 21 na stronie 44 zamieszczono relację z otwarcia nowego kościoła w Toruniu, gdzie pielgrzymi z Hamilton przybyli tam (cytat) „ w białych chustach ozdobionych liściem klonowym, który był w kolorze czerwonym, podkreślającym polskość”. Niewdzięczna Kanada pomimo, że używa polskich barw narodowych, przestała się jednak nami interesować, bo oto w tym samym czasopiśmie (nr 32, str 31) w artykule o majowej wizycie prezydenta Andrzeja Dudy czytamy, że premier Kanady, która (cyt.) „leży daleko od Europy i żyje innymi problemami”  okazał się wyjątkowo trudnym partnerem i za cholerę nie mógł zrozumieć, dlaczego polscy goście naciskają na wzmocnienie bezpieczeństwa na wschodzie. No, jaki ten nasz Justynek jest, to jest, ale jakoś się wierzyć nie chce, aby nie wiedział gdzie leży problem, tym bardziej że tacie Moskwa była bliższa niż Waszyngton. Jednak jak wynika z dalszej treści, polski prezydent przekonał go i ten „na szczycie NATO był już pełen troski o bezpieczeństwo wschodniej flanki”. Sukces godny podkreślenia bo to co inni osiągają po długich negocjacjach, on załatwił w kilkunastominutowej rozmowie. Zresztą cała ta wizyta była wyjątkowa. Prezydent znany z dobrych manier, wylądował dyskretnie w Toronto wieczorem, aby uniknąć całej tej, trochę krępującej ceremonii powitalnej. Może sam Andrzej Duda ze względu na wrodzoną skromność nie dba o te ceremonie, ale nam Polakom było trochę przykro, że nie było ich na cześć polskiego prezydenta. Następnie pod opieką ambasadora Bosackiego, który może jeszcze liczył że uratuje swój stołek, udał się do hotelu, by następnego dnia rozpocząć objazd polonijnych pomników. Wszystkie z nich, dostąpiły po raz pierwszy wizytacji prezydenta, chociaż z całym szacunkiem, to nie są miejsca dla urzędującego prezydenta. Czasu było sporo bo spotkanie z kanadyjskim premierem miało się odbyć dopiero na zakończenie wizyty, co też było dobrą zmianą w organizacji zagranicznych podróży, bo pozwalało na aklimatyzację w tym dalekim kraju przed ważną rozmową. Najważniejszym chyba momentem, była wizyta w największej polskiej parafii i przy parafialnym polskim domu kultury na przedmieściach Toronto. To tu parę lat temu proboszcz wezwał policję aby usunęła polską młodzież kwestującą dla WOŚP. Mimo że Duda zaszczycił to miejsce jako pierwszy z polskich prezydentów, to raczej nikt mu nie powiedział, że obecny proboszcz mocno przyczynił się do tego, że nie mamy pierwszego polskiego radnego w pobliskim ratuszu. Prezeska polonijnej organizacji zapragnęła zabrać prezydentową na ciuchowe zakupy, chociaż, porównując obie, to ona raczej powinna się wprosić na takie w Warszawie. Sam prezydent ani nie potrzebujący interpretatora, ani nie cierpiący na żadną filipińską chorobę, z ujmującym uśmiechem  przypominającym trochę ten, którym czarował nas niezapomniany  Maliniak z „Czterdziestolatka”, zdobył sobie sympatię szczególnie wielu pań, do tej pory raczej mu niechętnych. Szkoda tylko, że czasu było mało, a rejsowy samolot do Ottawy nie był lotowskim Dreamlinerem, więc nie można było liczyć na opóźnienie. Jak wiemy, cel wizyty został osiągnięty i armia kanadyjska też będzie bronić rotacyjnie polskich granic. Jeszcze nie wiadomo do końca przed kim, ale będzie. Trochę później w Rzymie prezydent już się nie wymigał od należnego mu  powitania, ale na Monte Cassino kiedy wychwalał zasługi polskiego oręża dla Europy, jedynym zagranicznym słuchaczem był burmistrz miasteczka Cassino. Jak do tego wszystkiego dodamy pęknięta oponę i wypiętą pupę Dody, to jest więcej niż pewne, że w otoczeniu prezydenta działa jakaś piata kolumna. Nie pomoże tu nowy polski lek bo ten jest na piątą klepkę. Dlatego tą kolumnę, prezydent IV Rzeczpospolitej po prostu powinien  wyp…..lić. Jemu samemu jednak dla poprawy wizerunku na pewno pomogłoby, jakby czasami odważył się pokazać, niby niechcący, samo opakowanie leku prezesowi.

1 Komentarz

  1. Zbyszek napisał(a):

    Z Nowym Rokiem mamy nową Prawdę , czy lepszą? – nie mnie, facetowi z poprzedniej epoki to oceniać, ale jest inaczej, na ekranie śnieg leniwie popaduje, choć za oknem deszcz, Redaktor stara się iść z duchem czasu , więc my czytelnicy musimy za nim podążać i tylko szkoda, że nas nie można odnowić…
    A teraz o prezydencie Dudzie. W trakcie polskiej kampanii prezydenckiej, rozczarowany jakością kandydatów, pozwoliłem sobie na tym forum zażartować, że z grona ubiegających się, najlepszym prezydentem byłby J.Palikot , politycznie szalony, ale z milionowymi osiągnięciami w biznesie., co by świadczyło, że potrafi zarządzać i podejmować trafne decyzje. Jako że my Polacy z natury jesteśmy zgorzkniałymi smutasami, a już do polityki podchodzimy tak poważnie, że aż zęby bolą, wybraliśmy tyleż zaskakująco co obiecująco. Polityczne i życiowe CV A.Dudy to idealna przepustka do politycznej kariery, ale jak się okazało nie gwarantująca prezydenckiej jakości. Niestety prezydent Duda, to polityk bez jaj, bez osobowości, bez odwagi, bez wizji, będący jedynie marionetką w rękach Prezesa, a przecież, chciałoby się wykrzyczeć Wyspiańskim – A.Dodo! – dostałeś od narodu złoty róg…
    Najsmutniejsze jest to, że tą prezydencką marność akceptuje sondażowa większość wyborców i tego za cholerę zrozumieć nie jestem w stanie…
    I żebym się całkiem nie załamał, pokrzepienie otrzymałem od wyborców amerykańskich, którym jak widać spodobał się mój żart z Palikotem i wybrali na prezydenta Palikota do n-tej potęgi, jeszcze bardziej szalonego politycznie i z miliardowymi trofeami w biznesie, no ale jakie mocarstwo,taki Palikot…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to friend