ROCK KLASYCZNY czy geriatryczny?
21 maja 2007
Highway to Stryków czyli nie kumam
16 września 2007

Skutki uboczne sztandaru z narzędziami

(„Gazeta” nr 111 –  8 czerwca 2007)

Nie spodziewałem się, że na mój artykuł pt. „Sztandar z narzędziami” wydrukowany w parę tygodni temu w „Gazecie” ktoś zareaguje w Polsce i to w dodatku w rodzinnym Gorzowie. Autora listu Zbyszka Siepietowskiego oczywiście dobrze znam, jednak z treścią jego listu nie zgadzam się prawie całkowicie.
Pozwolę sobie najpierw udzielić odpowiedzi na zawarte w nim pytania. Drogi kolego absolutnie nie uważam, że mój punkt widzenia powinni podzielać wszyszcy, ale 100 milionów ofiar komunizmu w co wątpisz, to nie jest mój wymysł (www.wikipedia.org) a szukanie okoliczności łagodzących dla systemu który wyniszczył nie tylko gospdarczo ale i moralnie nasz kraj jest dla mnie niezrozumiałe. Pułkownik Kukliński a major Pawłowski? Różne postacie i różne motywacje ale gdy mam już odpowiedzieć na zawarte w liście pytanie krótko: tak czy nie, to uważam, że Pawłowski nie zasługuje na potępienie bo jednak działał na szkodę okupanta. Co do Jaruzelskiego mamy wspólne zdanie, że żaden z niego polityk. Jego wizerunek był  wyidealizowany aż do granic karykatury ale sprawą najważniejszą był fakt, że jako generał polskiego wojska był tylko wykonawcą rozkazów z Moskwy. Oczywiście argumentami dzisiejszej opozycji jest to, że teraz przychodzą one z Waszyngtonu lub Brukseli. Mają rację, jesteśmy teraz w NATO i musimy się podporządkować polityce paktu. Różnica jest naprawdę „drobna” bo jednak o tym zdecydowali sami Polacy i w każdej chwili możemy się z tego paktu „wypisać”. Co do wypowiedzi Olbrychskiego dla rosyjskej gazety, oczywiście nikt mu nie ujmuje jego zasług jako aktora, nawet można zrozumieć jego sympatie bo  największym splendorem cieszył się właśnie za czasów PRL-u. Lecz stawianie człowieka, który brał udział w komunizacji Polski ponad tych, którzy z tym komunizmem walczyli nie świadczy dobrze o nim, jako Polaku.

Oczywiście wiedliśmy w PRL-u jak to określa słusznie Zbyszek szare życie. Władza ludowa zadbała abyśmy całą naszą energię wykorzystali do zdobycia pożywienia. Pamiętam jak mama wstawała w środku nocy by stanąć w kolejce do mięsnego sklepu. Minęło kolejne 20 lat i ciągle byliśmy w tym samym miejscu. „Najbardziej postępowy” system świata nie potrafił wychodować wystarczającej ilości świń. Prawda, że dziwne? Bo w swoich partyjnych szeregach mieli ich przecież co nie miara. Talon na Trabanta, tylko dla partyjnej nomenklatury, wydaje się dziś śmieszny, ale wtedy dla zwykłego obywatela było to nieosiągalne marzenie. W dorosłe życie wchodzilśmy w latach 70-tych kiedy komunistyczny terrror trochę złagodniał.  Oczywiście nikt nas nie aresztował bo większość nie wychylała się a inni mieli może trochę szczęścia. Ale aresztowano wielu naszych kolegów, którym zrujnowano życie za „obalanie ustroju”. Jakiż wątły musiał być ten ustrój jeśli obalić go mogły odbite na powielaczu ulotki, których treścią  najczęściej była zwykła satyra i powszechnie znane fakty.

Oczywiście powinniśmy być wdzięczni, że pozwalano nam słuchać czegoś zupełnie rewelacjnego wtedy jakim był program 3 Polskiego Radia. Dzięki profesjonalnym pasjonatom z „trójki” mieliśmy kontakt z tym co tworzono  po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”. Mając na dodatek taśmę z gorzowkiego „Stilonu” mogliśmy sobie nawet nagrać w całości płyty tam prezentowane. Lecz może jednak wolelibyśmy kupić taką płytę w sklepie lub zobaczyć jakiś koncert na żywo. Niestety płyty można  było dostać sporadycznie w komisie ale był to wydatek często przekraczający miesięczną wypłatę.

Oczywiście powinniśmy być wdzięczni, że pozwalano nam czasami wyjechać za granicę, ale jednocześnie może byłoby jednak lepiej gdybyśmy mogli poznawać świat nie z poziomu bazarów, bo na prawdziwą turystykę nie było nas stać, a każdy wyjazd musiał się „zwrócić”. Mówimy tu tylko o wyjazdach „wewnątrz obozowych”, lub do Turcji czy Grecji, bo te na zachód to osobna kategoria.

Oczywiście powinniśmy być wdzięczni, że dano nam ten honor i zaszczyt jakim była praca będąca jednocześnie i obowiązkem każdego obywatela, ale powiedzmy sobie szczerze, że bardzo często nie miała ona jakiegokolwiek sensu. Zbyszek jako zaoptrzeniowiec jeździł „żukiem” przez całą Polskę by „załatwić” jakieś części, które można byłoby w normalnych warunkach zamówić telefonicznie. Mnie też skutecznie wyleczono z pracy w wyuczonym zawodzie bo pracując w biurze konstrukcyjnym „Stilonu” większość naszej pracy polegała na wykonywaniu rysunków technicznych części włoskich maszym aktualne remontowanych. Nie wiem czy oni kupowali te maszyny na czarnym rynku i bez dokumentacji? Upolityczniona gospodarka zarządzana przez ignorantów rozłożyła całkowicie rolnictwo i przemysł. Pod koniec XX wieku w kraju, który sam się określał dziesiątą potęgą gospodarczą świata wyprodukowanie papieru toaletowego było problemem nie do przezwyciążenia.  Stworzono nam nie tylko polityczną ale i ekonomiczną schizofrenię dzięki, której nawet Polak z wyższym wykształceniem czuł się za granicą jak analfabeta i nadawał się przeważnie tylko do najprostrzych prac za które zresztą i tak więcej dostawał niż w ojczyźnie na ważnym stanowisku.

Zbigniew Siepietowski pisze dalej: „w 1989 roku wybrał on ( czyli ja) na życiową przystań – Zachód – tą piękniejszą stronę świata” Prawie poezja, lecz jak to bywa w poezji, oderwana od prawdy. Tu można zdiagnozować ten komunistyczny wirus, który ciągle siedzi w Polakach. Oczywiście ćwierć wieku temu nie traktowaliśmy tego jako choroby.Byliśmy zauroczeni, kolorowymi opakowaniami, nieznanymi u nas produktami z tej „piękniejszej strony świata”, którą przeważnie znaliśmy z kina i opowieści tych co tam byli. Prosty farmer, który ze swej zabitej dechami wioski gdzieś w Oregonie, nosa nie wytknął, w Polsce traktowany był jak VIP, bo przywiózł w prezencie trochę „reklamówk”. A Polski inżynier, który przypadkiem uzyskał wizę mógł u niego najwyżej zbierać ogórki. My nie mieliśmy czasu ani chyba ochoty zauważyć, że żyjemy też w pięknym kraju. Dlatego też wszyszcy chcieliśmy żyć na zachodzie bo niestety głupota komunistycznych kacyków nie pozwalała nam stworzyć sobie tego „zachodu” na wschodzie. Marzeniem każdego był wyjazd do pracy na tym zachodzie.

Po roku można było się już nieźle urządzić. I ja też nie „wybrałem” jak pisze Zbyszek tej strony świata, tylko po prostu udało sie mi wyjechać z zamiarem polepszenia swojej sytuacji
materialnej. Miałem trochę pecha bo nie dość, że nie wszystko tu okazało się takie proste, to na dodatek zmieniły się realia w Polsce. Z podobnych też powodów wyjechała większość tzw. postsolidarnościowej emigracji. Ludzi, którzy dostali paszport w jedną stronę było niewielu,
bo mniej znaczących opozycjonistów traktowano pałką i zakazem wyjazdu z kraju. Reszta emigratów skorzystała z pewnej liberalizacji w 1980/81 roku i zasiedliła obozy w Grecji, Włoszech czy Niemczech. Niektórzy czasami dla dodania spobie splendoru wymyślili sobie dodatki do życiorysów. Nie było to takie trudne bo niby skąd ktoś z Gorzowa mógł wiedzieć czy koleś z Moniek działał tam w opozycji czy też w ZOMO?

I nie dręczą mnie jak pisze Zbyszek „komunistyczne upiory” ja po prostu czuję się cały czas Polakiem. I może wolałbym mieszkać i pracować w Polsce a do Ameryki przyjeżdzać sobie na wakacje. To, że było to wtedy niemożliwe winę ponoszą ci którzy narzucili Polsce ten idiotyczny, przede wszystkim ekonomicznie, system. Przede wszystkim, bo jednak prawie wszystkie protesty jakie miały miejsce w obozie komunistycznym miały podłoże ekonomiczne. I gdyby potrafiono wychodować więcej świń (takich do jedzenia) i respektowano choć trochę prawa obywateli, prawdopodobnie nie byłoby Solidarności, a w  zakładach produkujących teraz np. komputery możliwe, że do dziś by wisiały portrety „pana z bródką” . Niestety a właściwie na szczęście nie potrafiono.

Tyle historii. A teraźniejszość?  Teraz kiedy znormalniały już relacje między złotym a dolarem ten wspomiany farmer z Oregonu już nie szpanuje w Polsce i nie czyje się tam jak w kraju trzeciego świata. I to jest chyba ważniejsze niż to, że automatycznie i nas nie stać by od nowa zaczynać życie w ojczyźnie. Możemy spotkać tu wielu młodych ludzi z Polski. Oczywiście niektórzy ciągle pracują jak niegdyś, za minimalną płacę ale jednocześnie coraz więcej młodzieży przyjeżdża by studiować lub pracować w wyuczonych zawodach, coraz więcej pojawia się polskich turystów (bez towaru na handel). Ci ludzie nie mają już kompleksu zachodu i nie są wcale komunistycznymi kacykami lub ich rodziną. Tak własnie rodzi się nowa Polska. Demokracja spadła  na naszych rodaków znienacka i do dziś nie potrafią oni zrozumieć, że jeżeli świadomie czy nie wybiorą „myślącego inaczej” to zrobili to oni i tylko oni mogą to zmienić w następnych wyborach. Lecz oni potrafią potrafią go wybrać często ponownie. Pomijając już Wałęsę, którego wybieraliśmy w dobrej wierze, a który nie dorósł do swoich wyborców, podwójny wybór Kwaśniewskiego to już wydarzenie całkowicie niezrozumiałe. Nie potrafię zrozumieć zachowania narodu rozkochanego w swoim papierzu, który na swojego prezydenta wybiera człowieka w niewybredny sposób kpiącego sobie z niego. Na dodatek kolesia, który mu w tym towarzyszył uchonorowano fuchą europosła. Minęło niewiele czasu a według sondaży 30 procent Polaków gotowa byłoby głosować na partię Kwaśniewskiego i to znając już treść „taśm Gudzowatego”. Gdzie tu sens i logika? Oczywiście sprawiedliwie trzeba przyznać, że prawica wniosła niewiele do życia politycznego oprócz wzajemnego wyniszczania się a postępowanie niektórych niestety niewiele odbiega od komunistów. Lecz nawet Lepper i Giertych nie zostali przywiezieni w teczkach z Moskwy czy raczej teraz z Brukseli lecz zostali wybrani w demokratycznych wyborach. Kto na nich głosował? Nikt teraz się nie przyznaje? Czy naprawdę w takim kraju jak Polska zawsze musimy wybierać mniejsze zło? Sympatycy komunizmu są co prawda aktywni ale jest ich niewielu. Reszta jest rozczarowana nieudolnością czy może niedoświadczeniem, prawicowych polityków. Na pewno ten stan jest jeną z przyczyn frustracji większości Polaków. Ale jest i druga przyczyna, chyba jeszcze ważniejsza. Najbardziej aktywnym i wpływowym obecnie pokoleniem jest to, które dorastało w czasach „późniego Gomółki i wczesnego Gierka”. Nie było już takiego terroru jak za Bieruta, pojawiła się Coca–Cola, o pracę nie trzeba było się martwić bo nadal była równocześnie i zaszczytem i honorem i jednocześnie obowiązkiem, a najważniejszy był ten wiek. Miało się po dwadzieścia parę lat. A  dwudziestolatek nawet w Korei Płn. może być czasem szczęśliwszy niż amerykański 90 latek. I tu chyba znajduje się odpowiedź na to dlaczego część Polaków z sentymentem wraca nie tylko do tamtych czasów ale i ludzi będących ich symbolem. Czyżby mieli nadzieję, że wróci im się młodość? Chyba tylko o to chodzi bo nie spotkałem jeszcze w Polsce nikogo kto pragnąłby powrotu PRL-u, obojętnie w jakiej sytuacji materialnej znajduje się dzisiaj. Po rozum do głowy idą po kilku lub kilkunastu latach lecz niestety są to już lata stracone. Jeśli dodamy do tego różnych ludzi pozujących na patriotów a specjalizujących się głównie w teoriach spiskowych jak np. goszczący nie tak dawno w Toronto publicysta Stanisław Michalkiewicz, lub pseudo-artystów takich jak reżyser Marek Koterski, produkujących „ku pokrzepieniu serc” paszkwile na Polskę i Polaków, nic dziwnego, że duch w narodzie słaby co jednak daje się wyczuć z treści listu gorzowskiego czytelnika „Gazety”. A wszystko to są niestety skutki uboczne długotrwałego zaćmienia naszego kraju przez sztandar z narzędziami.

Krzysztof Sapinski
Toronto

1 Komentarz

  1. andrzej napisał(a):

    Nic dodać nic ując.Trzeba tylko bacznie obserwować ,żeby nas nie zalała neokomuna z Brukseli. Trzymać tradycje,swoja kulturę i basta.!A Pan Zbyszek jak tak tęskni za komuną Jaruzela,Gierka czy Gomółki to przecież może poprosić o azył na Kubie lub w plc Korei lub komunistycznym Wietnamie.Ta edukacja mu się przyda napewno.!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to friend