sty 28 2016

25, 100, 200 czyli jubileusze teatru, parafii i zakonu

25 lat teatru bez granic

1salonWarszawiacy  lubią się chwalić, że mają najwyżej położony, bo aż na szóstym piętrze (Pałacu Kultury) teatr. Jednak dyrekcja tego naszego mieści się dużo wyżej, bo na jedenastym piętrze torontońskiego High Parku. Sceny natomiast ma on w różnych krajach. Jest to bowiem taki teatr bez granic, który pojawia się wszędzie tam gdzie mieszkają Polacy. Występował już w blisko 90 miastach od Vancouver do Wilna i od Sztokholmu do Sao Paulo. Podczas gdy inne polskie teatry najczęściej wystawiają sztuki obcokrajowców, ten teatr przypomina wybitnych rodaków. Od Chopina do Niemena, od Curie-Skłodowskiej do Poli Negri. Zwykle spektakle teatralne powstają na podstawie książek, teraz to działalność tego teatru była inspiracją do napisania książki. Pojawi się ona w księgarniach 25 lat po tym, jak krakowska aktorka Maria Nowotarska wraz z mężem Jerzym Pilitowskim Polski Teatr w Toronto założyli. Teatr, dzięki któremu niektórzy w wielu miejscach na świecie dowiadują się, że Maria Curie czy Fryderyk Chopin to nie Francuzi ale Polacy. Warto o tym pamiętać i pomagać, choćby kupując sobie a może i komuś w prezencie tą książkę zatytułowaną  właśnie „Teatr bez granic”. Całe szczęście, że w czasach kiedy większość dzieci, o wnukach nie mówiąc, działaczy patriotycznych organizacji nie mówi po polsku, są jeszcze tacy, których działalności nie można wytłumaczyć niczym innym jak patriotyzmem.

 100-lecie najstarszej, polskiej parafii w Toronto

1davenTak naprawdę to tego jubileuszu miało nie być. Na niespełna osiem lat przed tą rocznicą, decyzję o likwidacji historycznej, polskiej parafii podjęli niestety ale polscy duszpasterze. Dziwne, bo sto lat chrześcijaństwa w Kanadzie to prawie jak siedemset w Europie. Dla Polaków to nie tylko kościół, bo mamy tu ich sporo, ale przede wszystkim pomnik naszych pierwszych emigrantów w Kanadzie. Chociaż w ostatnich kilkudziesięciu latach Polonia przeniosła się w inne rejony, to przyjeżdżano tu z dość odległych miejsc. Nawet pomimo tego, że ostatni proboszczowie nie bardzo przykładali się do rozwoju tej parafii. Wpłynęło to jednak na jej finanse i kiedy dochody spadły, nad historią wzięła górę ekonomia i zarządzający parafią zakon Oblatów postanowił się jej pozbyć. Paradoksalnie pozostała ona do tej pory polską dzięki temu kto chciał ją zlikwidować, czyli ówczesnemu prowincjałowi Błażejakowi. Jakby wtedy, w 2008 roku, jak dobry pasterz utulił owieczki w ich smutku dziś w tym miejscu może stałyby townhousy. Na nasze szczęście potraktował parafian jak stado baranów, odmawiając im jakiegokolwiek dialogu. Więc barany jak to one, pokazały rogi. Rozpoczął się wtedy ciężki czas dla tych, którzy postanowili bronić tego polskiego dziedzictwa. Otuchy im dodawali i modlitwy obiecywali biskupi i z Krakowa i z Rzymu. Ze strony polonijnych organizacji i mediów, na których pomoc liczono nie było nawet otuchy, a największą obojętność okazywały te nazywające się patriotycznymi. W torontońskiej diecezji po prostu kłamano mówiąc, że nie sposób jest znaleźć polskiego księdza. Jednocześnie w ciągu tygodnia sprowadzili gdzieś z dalekich Indii kapłana dla kilkunastoosobowej grupki hinduskich chrześcijan, którym postanowiono ten polski zabytkowy kościół przekazać. Wtedy właśnie pojawiła się ona, Oleńka Wojciechowska – wnuczka pani z chóru, studiująca w Ottawie. Widząc smutek swojej babci nie  protestowała, tylko zadzwoniła do gazety Toronto Star. 11kwietnia 2009 w Wielką Sobotę ukazał sie tam artykuł Leslie Ferenca “Poles pray God will save their church”, który był początkiem zwycięstwa. Oto ludzie, którzy Boga się nie bojąc, pogardzali dziećmi Jego, przestraszyli się tej, powszechnie uważanej za żydowską, gazety. Szybko znalazł sie polski ksiądz, zesłano na wyspę (PEI) nadgorliwego biskupa i dzięki temu 8 listopada ubiegłego roku mogło dojść do tego jubileuszu. Wtedy, po tym zwycięstwie parafianie tworzyli jedną wielką rodzinę. Bo taka jest już ta nasza polska natura, że potrafimy się jednoczyć tylko w zagrożeniu. Chociaż wielka w tym też zasługa, niestety już świętej pamięci, księdza Stanisława Moszczkowicza, któremu diecezja powierzyła tą parafię. Jego następca, ksiądz Kazimierz Brzozowski jak się okazało ma inną wizję „rodziny”. Kiedy trochę okrzepł na parafii, krytyków często mocno dyskusyjnych pomysłów po cichu się pozbył, ignorując nawet komisję finansową. Broń Boże, nikt nie miał o to pretensji, bo uwolnienie od pracy społecznej to raczej nagroda, niesmak pozostał tylko po stylu w jakim to zrobił. Podczas uroczystości jubileuszu różne farmazony wygłaszali prezesi polonijnych kongresów i związków, którzy palcem nie kiwnęli aby pomóc wtedy zdesperowanym parafianom. Nikt nie wspomniał o tej, która ma największe zasługi w ocaleniu tego kościoła, lecz której niestety nie ma już wśród nas. Oleńka zginęła tragicznie pięć lat temu w Ottawie (czyt. prawda z 11.11.2011). Teraz, kiedy dymy kadzideł opadły pamiątką po jubileuszu jest sztubacko wydana broszurka, w której proboszcz dziękuje sam sobie, oraz anonimowy artykuł w prasie. A mogło być inaczej. Jedna z parafianek, pani Elżbieta Podolska zamówiła u polskiej artystki obraz: Matki Boskiej Nieustającej Pomocy Imigrantom. Artystka spisała się świetnie, a dla kościoła Matki Boskiej wybudowanego przez imigrantów chyba lepszego symbolu takiego jubileuszu nie mogło być. Sama ten obraz ufundowała i pragnęła aby go poświęcić i umieścić w kościele na pamiątkę 100-lecia. Nie wiadomo jaki to duch wstąpił w proboszcza Kazimierza, który odmówił tej prośbie. Przykro było patrzeć jak ktoś, kto wtedy chował głowę w piasek z nienawiścią odtrąca miniaturkę tego obrazu ofiarowanego mu przez Anetę Woźnowską, która była wtedy na pierwszej linii „frontu”. Oczywiście każdy nowy, czy to proboszcz czy prezydent ma swoją wizję, którą trzeba uszanować. Jednak prezydenta sami obywatele wybierają i starają się jak najwięcej o nim dowiedzieć. Proboszcz zostaje parafianom „przywieziony w teczce” bez przedstawiania swojego programu. Ksiądz Kazimierz został wysłany do Kanady z dalekiego Gietrzwałdu, chociaż ludzie stamtąd twierdzą, że raczej zesłany. Nieważne, to jest jego przeszłość, każdy może czasami pobłądzić. Jednak jeżeli parafianom zależy na przyszłości tego kościoła, powinni oprócz czytania świętych ksiąg zaglądać czasami do tych finansowych, oraz pamiętać o przeszłości, bo ten jubileusz wcale nie świadczy, że tamte doświadczenia już się nie przydadzą.

dla Prawda.ca

Krzysztof Sapiński

 Po co były te wybory?

1dudaW najważniejszych sprawach właściwie nic się nie zmieniło. Mamy premier, która tak jak poprzedniczka nie wydaje poleceń, ale je wykonuje i prezydenta, który nawet nie ukrywa tego, że znajduje się pod pantoflem prezesa. Miny jakie robiła prezydentowa gdy jej mąż składał mu hołd wskazują, że chyba byłoby lepiej jakby był pod jej pantoflem. Czy warto było więc odrywać się od telewizora czy facebooka i fatygować się do urn? Raczej tak, bo dalsze rządy poprzedniej ekipy zagrażały nie tylko rozwojowi ale bezpieczeństwu kraju. Powierzanie spraw zagranicznych lub wewnętrzynych tylko dlatego, że Kopacz kogoś się bała, a z kimś plotkowała świadczyło o całkowitym lekceważeniu interesów państwa, które i tak jak twierdzili szczerze, bo podsłuchiwani prominenci z PO, istniało tylko teoretycznie. Chociaż zwycięska partia w przeszłości popełniła wiele błędów i powinna się sporo przez to nauczyć, na razie jednak widać, że nauka na własnych błędach to ciągle rzadki przypadek. Dwa stanowiska w nowym rządzie budzą szczególne kontrowersje. Ziobry prezes może się nie boi, ale Polacy owszem i to nie bez powodu. Macierewicza, gdyby nie daj Boże zaszła taka konieczność, może łatwiej byłoby sobie wyobrazić na czele wojska, z szabelką oczywiście, niż jego poprzednika, to jednak zachodzi obawa, że od nowa zacznie po swojemu wyjaśniać katastrofę smoleńską.  A tego nie da się zrobić bez zrozumienia czegoś najważnieszego, że prezydent, który wybiera się do obcego i w dodatku nieprzyjaznego kraju, bez należnego mu tam przyjęcia ośmiesza nie tylko swój urząd ale i kraj. Do tego jednak nikt nie nakłaniał go bardziej niż własny brat, czego Antoni Jarosławowi raczej nie powie. Nocne posiedzenia, zaprzysiężenia i naloty na biura, to już Polacy znają i to było przyczyną porażki PiS sprzed lat. Jeżeli prezes Jarosław się nie opamięta to zwycięzcą może się okazać nowoczesna wersja  Palikota, a PiS trzeciej szansy już na pewno nie otrzyma. A może warto przypomnieć sobie jednak o Magdalenie Ogórek?

 Po co komu ten Trybunał?

 1tkKonstytucja nie jest przecież opasłą księgą, której nie sposób przeczytać, ani umową prawną, której nie sposób zrozumieć. Czyżby wybrańcy narodu byli do tego stopnia głupi by nie zrozumieć tych kilkudziesięciu paragrafów i potrzebna była im do tego specjalna rada jeszcze „mądrzejszych” od nich. Cała obecna heca z tymTrybunałem Konstytucyjnym jest dowodem na to, że jest on stronniczym organem używanym do blokowania niewygodnego komuś ustawodawstwa. Coś w rodzaju interpretowania Koranu przez imamów. Tam można to zrozumieć, bo w szkołach koranicznych uczą się tej świętej księgi na pamięć, gdyż napisana jest w języku dla większości uczniów obcym. W Polsce konstytucję jak i ustawy mamy w języku polskim. Może więc lepiej byłoby dodać do konstytucji poprawkę, że warunkiem sprawowania funkcji publicznej jest uczciwość oraz rozumienie czytanego tekstu? Czy orzeczenie takiego trubunału kompletowanego siłą i bezczelnością, przełoży się na prawo i sprawiedliwość? Trybunał trubunałem a racja musi i tak być po stronie urzędników, którzy kpią sobie z konstytucji.  Bo jak inaczej można nazwać sprawę, o której sporo pisaliśmy, a dotyczącą polskiego obywatelstwa. Konstytucja mówi wyraźnie, że nie można go stracić. Więc żądanie przez wojewodów i konsuli od Polaków by przy odnawianiu paszportów udowadnili, że są oni ciągle obywatelami Polski było dowodem albo na nierozumienie tekstu konstytucji, albo jej lekceważenie? W obu przypadkach dyskwalifikuje ich to do pełnienia ich funkcji. Po prostu brali udział w okradaniu obywateli, bo skompletowanie wielu idiotycznych dokumentów tych sporo kosztowało. Jeżeli potrafimy w sprawach ważnych dla kraju upoważnić do reprezentowania nas czeskiego premiera, może lepszym rozwiązaniem byłoby zlecenie spornych spraw sędziom czeskim. W najgorszym przypadku wyjdzie z tego czeski film, ale przynajmniej oryginalny, a nie podróbka zrobiona w Warszawie. Poza tym na pewno sporo tańszy, co pozwoli prędzej wypłacić po te 500 złotych.

 Merkel czyli szydło wyszło z worka

1merkMężczyzna, któremu się udało uciec z paryskiego klubu zaatakowanego przez dzikie bestie miał pretensje do ochrony, że nie przeszukali go dokładnie przy wejściu. Jeszcze kilkanaście lat temu nie do pomyślenia było aby ktoś nas obmacywał i zaglądał do torebek. Dlaczego pozwalamy na to aby garstka chorych na nienawiść bandytów tak zmieniła naszą mentalność? Gdzie leży przyczyna tej paranoi? Podobno przyczyną upadku Cesarstwa Rzymskiego było zidiocenie władców, spowodowane używaniem ołowianych naczyń. Teraz najczęściej kontakt z ołowiem mamy wdychając spaliny. Dlaczego jednak największe objawy obłędu można zaobserwować w krajach zachodniej Europy gdzie od dawna używa sie benzyny bezołowiowej. Czyżby w jej produkcji pomagali ci z Volkswagena?  Inną przyczyną może być nie przeprowadzona dekomunizacja, co umożliwiło kariery byłym komunistom. Czy można sobie wyobrazić aby gdzieś w 1955 roku kanclerzem RFN został SS-man? Raczej nie, ale w Rosji dziesięć lat po upadku komunizmu prezydentem zostaje agent KGB. Działał on w NRD, której obywatelka została kanclerzem zjednoczonych Niemiec. Właściwie nigdy nie miała swojego zdania, lecz w czasach spokojnych wystarczyło być „mamuśką”. Jak wreszcie powiedziała coś od siebie, to zatrzeszczała w szwach europejska jedność, a ona zdobyła tytuł człowieka roku amerykańskiego TIME. Chociaż nie jest to zaszczyt przyznawany tylko za dobre uczynki, ona otrzymała go z pewnością za działania na szkodę jedności europejskej, co byłoby całkiem korzystne dla Ameryki, którą tamtejsza finansjera doprowadziła na skraj przepaści. Niepokoje w Europie mogą stać się nawet przyczyną wojny i to takiej polityczno-religijnej czyli jak te w Azji, nie mającej końca. Ile to pomocy można by wtedy udzielić, oczywiście nie za darmo. Może kiedyś wyjdzie szydło z worka, jak ktoś opublikuje podsłuchaną Merkel, mówiącą gdzieś na Manhattanie: melduję wykonanie zadania. Ale w Europie będą ją i tak czcić. We wszytkich meczetach, bo kościołów już nie będzie.

 KOD czyli Komitet Obrony Koryta

1kodKażdy chłop wie, że trzoda odrywana od koryta robi najwięcej chałasu. Ten wyjatkowo głośny protest obecnego stadka wynika z tego, że z powodu dość długiego korzystania z  koryta zapomniano jak się do niego dopchano. Oczywiście nie bardzo wypada rozpaczać nad demokratycznie utraconą władzą, więc odwrócono kota ogonem i ludowi wciśnięto, że traci on demokrację. Mało tego, lud nawet dał się namówić aby w tej sprawie podskakiwać. Jest to całkowicie nowoczesne podejście do sprawy, bo do tej pory zwykle podskakiwało się z radości. Ponieważ ustaw tego rządu nie sposób demokratycznie przegłosować, poskarżono się towarzyszom spod brukselskiego koryta. Jakby tu chodziło tylko o jakiś trybunał czy media, tamci raczej by się nie wychylali bo zdają sobie sprawę, że w porównaniu z Niemcami czy Francją, media w Polsce są w całkiem dobrym stanie. Prawdziwą przyczyną tej nagonki jest tu raczej to, że zaistniała realna możliwość dobrania się do nie płacących w Polsce podatków banków i hipermarketów, które należą głównie do niemieckich firm. Lecz tu także nie wypada aby się przyznać do okradania unijnych przyjaciół, ale troszczyć się o ich demokrację to co innego, tym bardziej, że sami o bratnią pomoc proszą. Bo w pluciu na własne gniazdo jesteśmy chyba jedyni. To nie tylko ci skaczący, bo nie tak dawno w Anglii ostrzegał Polaków przed powrotem do ojczyzny nie kto inny jak prezydent elekt Duda. Oczywiście Polsce potrzebne są zmiany, szkoda tylko, że pod kierownictwem trochę oderwanego od rzeczywistości samotnika. Oby nie skończyło to się osamotnieniem Polski, co zawsze było przyczyną tragedii. Same bratanki do szabli i szklanki tu nie wystarczą, a na Anglików którzy teraz trochę nas popierają dobrze wiemy, że liczyć nie można. Chyba najwięcej zależy teraz od solidarności Polaków. Tylko czy to jednak w ogóle możliwe? A wszyskto to dlatego, że ci z tamtej Solidarności dopadli do ustawionego pod okrągłym stołem koryta, w którym komuniści pozostawili im paszę, po której zapomnieli co to znaczy solidarność.

 200 lat Oblatów czyli cud w Brampton

1mazenKościoł pod wezwaniem świętego Eugeniusza de Mazenod w Brampton oraz wieżowce zwane imieniem na pewno nie świętej Marylin w Mississaudze, zaczęto budować mniej więcej w tym samym czasie. Od 17 czerwca 2009 w prawda.ca zamieszczane były informacje o współzawodnictwie pomiędzy obiema budowami. Dziś oba obiekty są już gotowe chociaż nie do końca zagospodarowane. W Marylin niewielka część handlowa jest jeszcze pusta, może przez kiepski zarząd. U Eugeniusza jest to całe piętro handlowej galerii. Jednak nie można tu mówić o problemie, bo jest to żywym dowodem na to, że biblijny przekaz o przepędzaniu kupców sprzed świątyni spełnił się właśnie tu. Lecz nie tylko dlatego zwycięzcą współzawodnictwa postanowiliśmy ogłosić budowniczych z Brampton. Wprawdzie Marylin jest sporo wyższa i mieszka tam więcej ludzi niż kościół w Brampton ma parafian, to szalę absolutnego zwycięstwa przeważył cud, który mógł się zdarzyć za wstawiennictwem patrona tej parafii, który 200 lat temu założył zakon Oblatów, dziś ją obsługujacy. Dowodem na to jest opublikowany 6 listopada 2015  w tygodniku Goniec tekst napisany przez Kaję Cyganik, polonijną poetkę i dziennikarkę. Dla wszystkich, którzy ją znają jest oczywistym, że do napisania tych słów musiała natchnąć ją jakaś siła wyższa. Tylko, że teraz kiedy mamy już zwycięzcę, nie ma komu wręczyć dyplomu, bo budowniczy i proboszcz w jednej osobie został już stamtąd odwołany. Dziwne też, że na uroczystościach z okazji tego pięknego jubileuszu ani się tam nie pojawił, ani o nim nawet nie wspomniano. Szkoda, bo obojętnie czy ktoś ma o księdzu Adamie Filasie zdanie takie jakie miała Kaja kiedyś czy takie jakie ma dziś, to jednak on swoim góralskim uporem postawił w Kanadzie największy pomnik założycielowi Oblatów, chrzcząc wybudowany całkowicie przez Polaków kościół imieniem tego francuskiego świętego.

 

2 komentarzy

paź 17 2015

Aby Polonia nie rosła w siłę czyli grzech na wyborach

Aby Polonia nie rosła w siłę

porzelPod czerwonym(!) orłem na plakacie reklamującym wrześniową, polonijną imprezę umieszczono napis: „dla każdego coś fajnego w sercu polskiej Mississaugi”. Fajnie, tylko że zarówno tego orła jak i miasta trudno nazwać polskimi. Bo jakaż to polska Mississauga, w której nie ma ani jednego radnego polskiego pochodzenia. W tym roku we wiosennych wyborach pojawiła się szansa aby Antoni Kantor został pierwszym. Nawet spora bo w jego okręgu wyborczym mieszka nie tylko wiele polskich rodzin ale znajduje się tu też największa polska parafia św.Maxymiliana. A w Polonii podobnie jak w Polsce, najskuteczniejszą metodą aby ludzie poszli na głosowanie jest napomnienie z ambony. Nasz kandydat, katolik oraz członek tej parafii bardzo liczył na taką pomoc i proboszcza o nią oczywiście poprosił . Nawet nie chodziło tu o żadne agitowanie jego osoby, tylko przypomnienie wiernym o tej obywatelskiej powinności. Bo w multikulturowych krajach głosuje się zawsze na swojego. Zresztą słusznie bo wszelkie wyborcze obietnice są i tak nic nie  warte, a rodaka we władzach miasta warto mieć. Niestety tej drobnej przysługi od swojej parafii się nie doczekał. Czyżby powodem była ortodoksyjna pobożność ? Raczej mało prawdopodobne, choćby ze względu na dość barbarzyńskie hobby tutejszego proboszcza ( czyt. Opowieść wigiljna 14.01.2014). Jednak już za tydzień, przed wyborami prezydenckimi w Polsce z tamtejszej ambony nie przypominano lecz grożono, że nieuczestniczenie w wyborach jest grzechem. Wtedy już jednak było wiadomo, że Kantor przegrał 80 głosami. Jak widać pojęcie grzechu zależy tam od widzimisię księdza co jest chyba jednak grzechem największym.  Proboszcz jest też kapelanem Kongresu Polonii Kanadyjskiej, ale czy organizacja ta podejmie jakieś działania w tej sprawie? Bo przecież to co się stało w jego parafii było niestety działaniem na szkodę Polonii. Może nic nie wiedzieli, bo polonijne media o tym ani mru mru. Tygodniku „Goniec” napisał , że jeden z kandydatów w tych wyborach otrzymał propozycje intratnych kontraktów od miasta jeżeli zrezygnuje z kandydowania. Nie napisano oczywiście o kogo chodzi, pozwalając czytelnikom tylko się domyślać. Jeżeli konkurenci Kantora załatwili jakoś publikację fałszywych informacji o naszym kandydacie w lokalnej prasie, to równie mogli złożyć w parafii ofertę, aby coś zrobiła, czyli w tym przypadku nic nie robiła. Po tym popisie braku polonijnej solidarności mało prawdopodobnym jest aby w najbliższym czasie znalazł sie następny kandytat. O sile danej grupy etnicznej stanowi ilość jej przedstawicieli wygrywających wybory. Od federalnych po miejskie. Chyba nie będzie przesady w szacunku, że ilość radnych włoskiego pochodzenia w Toronto może być proporcjonalna nie tylko do ilości zatrudnionych tam ich rodaków, ale też włoskich firm wykonujących zlecenia z ratusza. Dlaczego więc kiedy jakaś okazja zdarza się nam, znajdują się wśród nas tacy, którzy robią wszystko czyli w tym przypadku nic, aby nasza Polonia nie rosła w siłę?

 Aby Polonia była polską

pfestivalPrzy wejściu na salę, w której odbywał się tegoroczny Festiwal Piosenki Dziecięcej „Radosne Nutki” widniało hasło „Aby Polonia była polską”. Czy naprawdę aby tak się stało potrzebne są festiwale?  Nie wystarczy przekazać dzieciom język, tradycje i kulturę? Jak to wygląda w praktyce najlepiej wiedzą babcie zmuszone rozmawiać z wnukami przy pomocy tłumacza. Mamy wprawdzie polskie szkoły, ale dzieci nie lubią dodatkowych, często nudnych zajęć. Lubią za to bawić się, śpiewać i rywalizować. A wszystko to mogły znaleźć biorąc udział w  tym festiwalu, który był nie tylko takim polonijnym „mam talent”, ale też stanowił doskonałą motywację do nauki języka polskiego. Oczywiście każdy festiwal musi mieć swoją gwiazdę. Chociaż menadżerowie  polskich gwiazd czasami żądają sum, które mogą zjeżyć włosy na głowie, tu wybór Majki Jeżowskiej był bardzo trafny. Jest ona jednak niezastąpiona w imprezach dla dzieci. Dzieci polubiły ją od razu, a ona widocznie zauroczona tą bardzo udaną imprezą obiecała przyjechać na przyszłoroczny festiwal. Mamy nadzieję, że impreza ta wejdzie na stałe do polonijnego kalendarza. Organizacja takiej imprezy jest dość kosztowna, ale przy tylu bogatych polonijnych organizacjach liczono na ich pomoc. Jednak się przeliczono. Czasami można odnieść wrażenie, że ludzie kierujący nimi robią wszystko aby na nich żywot tych ponad stuletnich często związków czy kongresów się zakończył, a Polonia trafiła do muzeum. Zresztą Kongres Polonii Kanadyjskiej przymierzał się do tego przez dwa lata (czyt. 6.01.2013 i 5.04.2014). Polskie Centrum Kultury, często krytkowane za błędy i wypaczenia ciągle nie potrafi rozróżnić dochodowych występów artystów z Polski od imprez, które mają wpływ na polską kulturę i przyszłość Polonii. Może dlatego, że jak zauważył kiedyś Kabaret pod Bańką, jest to Polskie Centrum Kultury a nie Centrum Polskiej Kultury. Organizatorem festiwalu była najmłodsza polonijna organizacja Polsko-Kanadyjskie Centrum Edukacji. Ponieważ zbliża się kolejny festiwal pamiętajmy, że warto ich wspomagać  właśnie dlatego aby Polonia była polską.

  „Anielska” Angela

pmerkelTak naprawdę gościny powinni udzielić im na swoim ranczu w Teksasie Bushowie. Bo to oni jako przywódcy mocarstwa światowego wywołali ten światowy chaos. Kanclerzyca Merkel jakby chciała pokazać, że jako przywódczyni mocarstwa europejskiego też potrafi wywołać chaos w Europie? Trzeba przyznać, że jest bardziej skuteczna bo tamtym były potrzebne tysiące żołnierzy,a jej wystarczyło parę nieodpowiedzialnych słów. A może zapragnęła aby zamiast wąsika dorysowywano na jej zdjęciach anielską aureolę? Przy okazji przydały jej się tu doświadczenia z NRD, bo takiej cenzury i fałszownia faktów aby ukryć głupotę polityka, od czasów komuny w Europie chyba nie było. Teraz, kiedy do niemieckiej „bufetowej” dotarło jakiego bigosu narobiła próbuje na siłę podzielić się nim z innymi. Jak był to problem tylko włoski czy grecki nic ją to nie obchodziło. Wstyd za polski rząd to nic nowego, ale ta zdrada swoich południowych sojuszników trochę jednak kojarzy się z 1938 rokiem. Zaproszeni do Niemiec goście forsujący europejskie granice są inni niż dotychczas. Ludzie szukający z różnych powodów schronienia za granicą swojego kraju dzieli się na takich,którzy wracali gdy już mogli, lub jeżeli zdecydowali się pozostać starali się zasymilować. Ci są inni bo ani nie zamierzają wracać ani się asymilować. Mało tego, narzucają swoją zgoła średniowieczną mentalność wszędzie gdzie się pojawią. I o dziwo z powodzeniem. W tym naszym niby cywilizowanym świecie prawo wymaga, aby tożsamość identyfikować na podstawie dokumentu ze zdjęciem. Teraz ponad naszym prawem są postacie owinięte szczelnie tkaniną. W Kanadzie sprawa oparła się o sąd, który o zgrozo przyznał im prawo do „prywatności” nawet podczas składania obywatelskiej przysięgi. Więc zdaniem tego sądu inni obywatele Kanady nie mają prawa widzieć kogo do swojego grona przyjmują?  Przecież otrzymanie obywatelstwa nie jest obowiązkiem i aby je otrzymać kandydat musi przyjąć warunki państwa, a nie państwo kandydata. Jeżeli dzieje się inaczej świadczy to tylko o upadku państwa. Czyjeś plemienne, bo nawet nie religijne zabobony stają się ważniejsze od prawa i dziedzictwa kraju. Strój tych osób może być skutkiem braku witaminy D, ale co jednak jest przyczyną ogłupienia sędziów? Znajdują się tacy, którzy uważają, że ci immigraci są niezbędni ze względu na niski przyrost naturalny w krajach zachodnich. Jednak nie tak trudno zauważyć tego przyczyny. W naszej kulturze rodzice chcą zapewnić dziecku jak najlepsze warunki, a jak nie są tego pewni to się nie decydują. Trudno mieć taką pewność kiedy ich miejsca pracy przeniesiono do Azji. Niektórzy pracują w korporacjach przypominających raczej obozy niż zakłady pracy, w których paru cwaniaków z politycznego rozdania zarabia tyle co wszyscy inni razem wzięci. Przeważnie na śmieciowych umowach i niepewni jutra. W dodatku łupieni przez perfidnych banksterów. Dochodzą do tego jeszcze tak zwane media społecznościowe, które nie tylko uzależniają jak narkotyk ale sprawiają, że gdzieś się podziały tamte prywatki. Oczywiście przybysze z innego świata szybko ten niż demograficzny zlikwidują, a razem z nim nasz świat. Aureolą Angela długo się nie nacieszyła bo nie tylko Niemcy już dorysowują jej diabelskie rogi.

 Tricketmaster

pticketNiedawno podano, że w Kanadzie działalność tak zwanych koników jest legalna jeżeli zagwarantują oni kupującemu, że sprzedawany przez nich bilet jest autentyczny. Wyglądało to na kolejny wytwór urzędniczej głupoty bo niby jak taki konik ma to zrobić. O tym, że to wcale nie głupota a bezczelność można było się przekonać przy próbie zakupu biletu na koncert Paula McCartneya w Toronto. Parę minut po rozpoczęciu sprzedaży korzystając z oficjalnego kanadyjskiego serwisu Ticketmaster dowiadujemy się, że bilety już są wyprzedane. Oczywiście całkiem „przypadkowo” otrzymujemy niedługo emaila od jakiegoś VividSeats. A tam biletów na koncert ile dusza zapragnie. Cena kilkadziesiąt dolarów wyższa, ale to nie wszystko bo przy następnym kliknięciu aplikują nam opłatę za serwis prawie $80 od biletu. Dla tych, którzy klikają dalej, kolejna niespodzianka: cena jest w dolarach nie kanadyjskich ale amerykańskich. A te akurat teraz są bardzo nierówne, więc cena jaką Kanadyjczyk musi zapłacić za bilet jest około trzykrotnie wyższa od oficialej. Ale za to legalna bo ten robiący nas w konia konik wystawi rachunek. Czy to nie jest skandal, żeby kanadyjski obywatel bilet na imprezy w Air Canada Centre musiał kupować w obcej walucie po spekulacyjnych cenach?

 Darz bór? Dam! czyli co po PO?

pdudaOgórek Polski jednak nie odchwaści. Zawinił stary komuch Miller, który udowodnił sam sobie, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Teraz nastąpi najprawdopodobniej dożynanie watahy. Niestety na rozliczenie tych co okantowali Polaków przy okrągłym stole jest już za póżno więc jak to już było nie tak dawno, komandosi w kominiarkach będa robić show propagandowy . Kiedy za cztery lata dożynająca wataha będzie budzić strach a nie nadzieję, broń do ręki dostanie ta opozycyjna.  Czasami można odnieść wrażenie, że ci tak zwani postkomuniści, za wyjątkiem oczywiście zwykłych zbrodniarzy,  byli w PRL może większymi polskimi patriotami niż dzisiejsi politycy. Działając pod sowiecką okupacją, starali się zrobić ile mogli dla Polski, może ludowej ale na szczęście ciągle Polski. Ci teraz starają sie nie zrobić ale zarobić ile się da, przede wszystkim dla siebie. I dopóki będzie trwała ta POPiSowa wojna na górze, nic się nie zmieni na dole. PO zostawia po sobie nie tylko afery gospdarcze i zwykłe przekręty. Także współodpowiedzialność za powstawanie takich paszkwili jak „Pokłosie” czy „Ida”, czy bzdury plecione przez Komorowskiego, które przyczyniły się do szkalowania Polski. Może to dzięki temu Gross doznał objawienia, że Polacy podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców. Już blisko do tego kiedy podobne mu kanalie odkryją, że to Polska napadła na miłujący pokój i Żydów nazistowski naród. Odszkodowaniem mogą być choćby polskie lasy? Może to tylko anegnota, jak nowojorski rabin pozdrowił Komorowskiego myśliwskim „darz bór” a ten ochoczo odpowiedział: dam. Zasłużenie przegrał, ale to strach przed Jarosławem sprawił, że Duda wygrał tylko dzięki młodym gniewnym głosujących na Kukiza.  Miejmy nadzieję, że nie będzie się on odurzał kadzidłem i postawi sobie na biurku jak kiedyś Clinton tabliczkę „gospodarka głupcze”. I namówi do tego też prezesa. To jedyny sposób by mógł w Londynie oznajmić rodakom, że już można wracać.

 Kupujmy u Dolce & Gabbana

pelton Tego jeszcze nie było! „Postępowe” elity i celebryty potępiły wypowiedź homoseksualistów. Będący w związku seksualno-biznesowym Domenico Dolce i Stefano Gabbana wypowiedzieli się krytycznie o homoseksualnych parach fundujących sobie dzieci. Falę nagonki rozpoczął Elton John, który wraz ze swoim mężem(?) załatwili sobie już ich dwójkę. Zaraz przyłączło się niego spore grono tak zwanych pożytecznych idiotów, a wśród nich niestety polska premier, nierozróżniających in vitro stosowanego z konieczności w normalej rodzinie, a zapłaceniem komuś za urodzenie dziecka gejom. A chodzi tu raczej o modę niż jakąś potrzebę, ale czego – macieżyństwa? Nikt im nie odmawia prawa do związków, ale niech się raczej nie zabierają za majstrowanie przy sprawach, na które jak rozsądnie powiedzieli Dolce z Gabbaną nawet psychiatrzy nie są przygotowani. W którymś momencie społeczeństwo powie dość i czas sympatii dla gejów może się skończyć. A jest przecież wesoło, choćby jak podczas tegorocznej parady  w Toronto, kiedy wreszcie spełniły się modły o deszcz, ale oni sprytnie i z humorem odpowiedzieli, że bez deszczu nie ma tęczy. Tacy terroryści jak Elton John psują tylko im opinię, tak jak ci islamscy islamowi. Wspólnie powinniśmy ich zwalczać. Kupujmy więc u Dolce & Gabbana i  nie kupujmy płyt ojca Eltona.

 Wyborcze porady, dorady

pwybory Przed nami wybory do obu naszych parlamentów kanadyjskiego i polskiego.  W Polsce obywatele dokonają wyboru pomiędzy mafią a sektą bo tak nie bez powodu określane są dwie największe partie. Oczywiście mafię trzeba zwalczać nawet przy pomocy sekty, tylko potem pilnować aby ta nie przekształciła się w mafię. W Kanadzie główna walka rozegra się pomiędzy konserwatystami a liberałami. W sondażach na zachodzie zdecydowanie prowadzą konserwatyści a na wschodzie liberałowie. Oczywiście w Ontario, gdzie mieszka najwięcej immigrantów liberałowie próbując się im podchlebiać, obiecując bzdury jak niemiecka „bufetowa”. Ich przywódca Trudeau, nawet zamierza pozwolić na składanie przysięgi obywatelskiej anonimowym postaciom. Jeżeli nie będzie jej mogła składać kobieta w topless to znaczy, że Trudeau zamierza wprowadzić dyskryminację. Jeżeli będzie mogła to znaczy, że Trudeau robi sobie jaja z Kanady. Tak więc jedno jest pewne, że nie wolno głosować na kogoś kto nie szanuje tradycji i kultury własnego kraju. Nie padło tu zresztą jabłko zbyt  daleko od jabłoni bo tacie zawsze było bardziej po drodze z komunistami i z różnymi pożytecznymi dla nich idiotami. Dla Polonii najważniejszą sprawą jest  reelekcja naszych posłów Władysława Lizonia i Teda Opitza. Uprzedzając polonijnych duszpasterzy, bo z nimi jak się przekonaliśmy to różnie bywa, ostrzegamy więc że: grzechem i to ciężkim, jest dla obywatela nieuczestnictwo w wyborach. Tak więc Władek i Tadek powinni wygrać. Jednak na pewno mało kto wie, że jest spora szansa aby do naszej poselskiej dwójki dołaczył trzeci. Jest nim znany w Polonii twórca programów telewizyjnych „Living Wild” Marek Król. Wierny swoim pasjom został kandydatem z ramienia partii konserwatywnej tam gdzie jest naprawdę dziko, czyli w Nowej Funlandii. Jak ktoś ma tam znajomych może warto ich do jego kandydatury przekonać.

 

 

 

 

 

 

2 komentarzy

mar 08 2015

Magdalena, Ida i Mary czyli Prawda na Dzień Kobiet

Recepta na odchwaszczenie Polski: Ogórek

ogorObserwując obecnego prezydenta można dojść do wniosku, że do sprawowania tego urzędu wystarczy tylko trochę szczęścia. Chociaż akurat w jego przypadku bardzo pomogło mu nieszczęście. Z tej kadencji zostaną zapamiętane gafy, błędy ortograficzne, bezkoronny orzeł z czekolady i święto narodowej flagi w różowych barwach. Wygląda na to, że nie dotrzymał nawet danej wyborcom obietnicy zaprzestania polowań na czas sprawowania urzędu. Ponad połowa Polaków skłonna jest jednak wybrać go na drugą kadencję. Czy tak mało wymagają od swojego prezydenta? Czy po prostu nie ma odpowiedniego kontrkandydata, kiedy to zwycięża opcja mniejszego zła. Lecz większym złem jest, że od ponad dekady Polska znalazła się w potrzasku dwóch wywodzących się z Solidarności partii, którym pojęcie solidarności nawet w najważniejszych dla kraju sprawach stało się zupełnie obce. Polska stała się krajem, w którym jak za PRL-u skompromitowanych polityków się nie usuwa lecz przesuwa, chociaż tamci nie byli aż tak bezczelni. Mamy więc marszałka sejmu, który twierdzi, że przejechał swoim prywatnym samochodem dwa razy dookoła świata lub ministra spraw zagranicznych, który nie rozróżnia frontu ukraińskiego od Ukraińców. Gdyby tak, nie daj Boże przytrafiło się jakieś nieszczęście, to przecież ten „kierowca stachanowiec” zostałby prezydentem. Chociaż za najpoważniejszego konkurenta Komorowskiego uchodzi Andrzej Duda to jego zwycięstwo nie tylko nie zmieniłoby niczego, ale też nie jest wiarygodny bo zbyt sterowany przez prezesa Jarosława, który swą własną wiarygodność już dawno utracił. W tej sytuacji czasami ośmieszany pomysł „starego komucha” Millera jest całkiem rozsądny. Kandydatka SLD Magdalena Ogórek wykształceniem czy znajomością języków dorównuje, a nawet może przewyższa swoich konkurentów. Ponadto po 25 latach III RP kiedy to po solidarnościowych ideałach zostały tylko sienkiewiczowskie ch… d… i kamieni kupa, trudno traktować wszystkich byłych towarzyszy jako wrogów narodu. Niestety, ale najgorszym prezydentem elektem był dotychczas przewodniczący Solidarności, a chyba jednak najlepszym były sekretarz PZPR. Kwaśniewskiego wprawdzie nękały różne „choroby”, ale rozgrzeszyć go może to, że zarazki polewał mu biskup Głódź. Teraz rozkochani w Matce Boskiej Królowej Polski rodacy nie wiadomo dlaczego nie mogą jakoś oswoić się z tym, że prezydentem ich kraju mogłaby zostać młoda, mądra i urodziwa kobieta. A przecież rządem kieruje prowincjonalna lekarka z układu, która swoją pozycję zawdzięcza tylko tym, że opatrywała nogi grającym w gałę kopaczom. Czy te 25 lat wolnych wyborów nie nauczyły nas, że wszystkie deklaracje przedwyborcze nie są warte funta kłaków, obojętnie kto je wygłasza? Jedyną chyba nadzieją aby rozpocząć odchwaszczanie Polski jest wybór właśnie Magdaleny Ogórek. Same chwasty wyraźnie się tego obawiają bo aktaki na nią są o wiele większe niż na innych czasami karykaturalnych kandydatów. Czy Polacy wykorzystają szansę zależy tylko od nich. Na następną będą musieli poczekać długie pięć lat, w ciągu których ciągle będą oglądać w telewizorach obleśnych „Miśków” Kamińskiego i innych, a marszałek Sikorski będzie sobie jeździł i jeździł swoim autem dookoła świata.

Przychodzi Ida do Oskara

idaO tej nagrodzie z fabryki snów śnią wszyscy w filmowej branży bo otrzymywali ją tylko najlepsi. Aż do czasu kiedy do sztuki zaczęła się wtrącać polityka, tak zwana poprawność i próby załatwienia przy tej okazji różnych spraw. Jedną z nich jest dość mocno ostatnio propagowany polski antysemityzm. O co tu chodzi, skoro nawet amerykańskiemu prezydentowi wpisano w przemówienie zdanie o polskich obozach? Na pewno jak zwykle o pieniądze bo niewiadomo, lub wiadomo dlaczego dopiero teraz w amerykańskich sądach toczą się procesy o odszkodowania za zniszczone przez nazistów kamienice. Nazistów, nie Niemców bo ci już zapłacili i otrzymali rozgrzeszenie. Choć tych nazistów trudno teraz odnaleźć, to są Polacy, którzy pozwolili im mordować, rabować i budować na terenie swojego kraju obozy koncentracyjne. W sądzie łatwiej wygrać jak pozwanym jest złoczyńca. Jednym ze sposobów aby to osiągnąć jest film, a jak jeszcze zrobią go w Polsce, propagandowy sukces murowany. „Pokłosie” i „W ciemności” były zbyt grubymi nićmi szyte i słabe artystycznie, więc akademia nie mogła aż tak narażać swej reputacji. „Ida” jest inna, chociaż film ten podoba się przede wszystkim tym, którzy go nie oglądali i są oburzeni, że Polacy nie potrafią cieszyć się z pierwszego w historii Oskara. Ten dość kiepski i nudny film niektórzy nazywają poetyckim. Czy dlatego, że poezja też potrafi często być kiepska i nudna? Jednak czy w czasach kiedy obieranie kartofli w galerii ktoś uznaje za sztukę, może cokolwiek dziwić? Z pewnością gdyby w nim nie było wątków polskiego antysemizmu nikt na to poetyckie dzieło nie zwróciłby uwagi. Pawlikowski w Anglii przyjaźnił się ze stalinowską zbrodniarką Heleną Wolińską, która w filmie tym jest ciotką Idy. Nie mógł nie wiedzieć, że kiedy Polska zwróciła się o jej ekstradycję, angielskie media pytały: czy w kraju Auschwitz może ona liczyć na sprawiedliwy proces?. Dlatego tłumaczenie, że nie jest to film historyczny i tylko dlatego nie umieścił żadnych informacji o czasach kiedy miały miejsce przedstawione w nim wydarzenia nie jest wiarygodne. Drobiazgiem jest ta wzmianka o pijanych Polakach w oskarowym przemówieniu. Może ten też obywatel brytyjski mieszkając tam nie wychodził na ulicę i nie widział tabunów pijanych Anglików? Tuż przed wybuchem wojny na statku „St.Luis” tysiąc żydowskich uciekinierów przypłynęło do Ameryki. Od Florydy do Nowej Szkocji, żaden port ich nie wpuścił. Tych, którzy zginęli zmuszeni do powrotu do Europy było więcej niż ofiar takich przypadków jaki pokazano w „Idzie”. Dobry temat na film. Jakby chodziło o polski port, byłaby szansa na następną statuetkę . Więc cieszyć się czy nie z tego idowego Oskara? Można się i cieszyć, bo polskie przecież nazwisko statystyki nam poprawi, jednak do oglądania kanadyjskich znajomych nie namawiać, bo potem mogą się bać pojechać z nami do lasu na kamping.

Nie tylko o Mary Wagner

maryMary Wagner, która usiłuje przekonać kobiety wchodzące do klinik aborcyjnych do zaniechania tego czynu, jest chyba bardziej znana teraz w Polsce niż w rodzinnej Kanadzie. Przyczynił się do tego Grzegorz Braun, kandydat na prezydenta RP lub króla Polski, który nakręcił o niej film „Nie o Mary Wagner”. Osobiście prezentował go podczas niedawnej wizyty w Ontario. Problem w tym, że do obowiązków prezydenta kraju należy czuwanie nad przestrzeganiem obowiązującego prawa. A ono zarówno w Kanadzie jak i Polsce dopuszcza aborcję w określonych w nim przypadkach. Mary Wagner prawo to łamie wkraczając na tereny prywatnych klinik, które działają zgodnie z prawem. Można dyskutować o wyroku jaki otrzymała lub jeszcze otrzyma za naruszenie reguł tego pierwszego, ale faktem jest to, że  popełniła wykroczenie. Czy kandydat na prezydenta Polski powinien pochwalać łamanie prawa w kraju, który odwiedza? Tak naprawdę nie ma przecież zwolenników aborcji. Sama w sobie jest złem z czym wszyscy się zgadzają. Chodzi tu o to czy kobieta chce czy musi pod grożbą kary urodzić. Ci, którzy chcą ich tego prawa wyboru pozbawić jakby kwestionowali traktowanie kobiet jako wolnych ludzi. Protesty w tej sprawie byłyby może bardziej wiarygodne gdyby uczestniczyły w nich te kobiety, których ta sprawa jeszcze dotyczy. Często powołuje się tu na sprawy sumienia, czyżby więc uważano, że te kobiety sumienia nie posiadają? Czy lekarz, który okłamywał pacjentkę by zmusić ją do porodu, dobrze wiedząc, że to dziecko i tak nie przeżyje, miał sumienie? Jak może taki człowiek, który tak naprawdę popełnił przestępstwo, podpisywać „klauzulę sumienia”? Każdy wie, że u większości z nich sumienie łatwo zagłuszyć szelestem banknotów. Może więc chodzi o to aby odmawiać zabiegu na państwowym etacie powołując się na sumienie, by potem sumiennie zrobić go prywatnie. Restrykcyjne prawo pomogłoby, aby żadna kobieta się do tego nie przyznała, bo jak Mary Wagner mogłaby zostać sądzona za jego łamanie. Czy ktoś wtedy protestowałby w jej obronie?

Miasto 44 – samobójstwo narodowe

44Powstanie Warszawskie jest szczególnym wydarzeniem w naszej historii. W jego 70 rocznicę, dla premiery filmu „Miasto 44” stadion narodowy zamieniono nawet na kino. Jednak po jego obejrzeniu nasuwa się pytanie, czy możliwym jest w normalnym kraju aby nikt nie sprawdził co się kręci za państwowe pieniądze? Przecież już początek z biesiadną piosenką Włocha Marino Mariniego z 1970 roku „Nie płacz kiedy odjadę” nasuwa podejrzenie, że zrobił go ktoś normalny inaczej. Niestety potem jest jeszcze gorzej, bo oglądamy komiks, w którym młodzież i dzieci biegają po ulicach jak po jakimś placu zabaw bez żadnego sensu. Może z wyjątkiem, kiedy dziecku każą wejść na drzewo aby zobaczyć co słychać u Niemców. Powstańcy wychodzący z kanałów w scenerii jeszcze bardziej groteskowej niż w niedawnym „W ciemności” Agnieszki Holland. Trochę krwawych scen jednak bardziej w stylu science-fiction. Jak w jakiejś grze komputerowej przy piosence Niemena powstańcy wykonują slalom pomiędzy kulami. Dziwny jest ten kraj, w którym powierza się tak ważny temat komuś bez żadnego doświadczenia. Bo takim reżyserem jest Jan Komasa, który nakręcił tylko jeden i to kiepski film „Sala samobójców”. „Miasto 44” to jakby kontynuacja tego stylu, ale to jest już samobójstwo narodowe. Przeróżne autorytety moralne alarmują, że dzisiejszej młodzieży brakuje patriotyzmu, bo nie mają ochoty narażać życia za ojczyznę. Spójrzmy jednak na to inaczej. Szczęśliwie dla nas już trzecie pokolenie wojnę zna tylko z filmów. Czy jednak po obejrzeniu czegoś takiego jak „Miasto 44” lub wcześnieszych „Tajemnic Westerplatte” Cholewy i „Kamieni na szaniec” Glińskiego młody człowiek chciałby się identyfikowac z ich bohaterami? W normalnych krajach historię wykorzystuje się ku pokrzepieniu serc, nawet jak trzeba ją trochę przypudrować. Niestety w tej wolnej przecież Polsce cenzorów zastąpili dla kogoś tam pożyteczni idioci, hojnie finasowani ze społecznych pieniędzy. Pokolenie wychowane na czterech pancernych z pewnością chętniej stanęłoby do obrony ojczyzny, a pomimo tamtejszej propagandy dobrze wiedziało skąd może nadejść wróg. Dziś dla młodych Polaków chyba największym wrogiem są polscy politycy, którzy celowo lub z głupoty niszcząc gospodarkę dali im wybór pomiędzy korporacyjnymi obozami pracy lub emigracją, z której większość nie ma już ochoty wracać. Niebagatelną rolę odgrywa też łatwy dostęp do informacji Nie trzeba ślęczeć w bibliotekach, wystarczy wygooglować, aby dowiedzieć się, że jakiś król Stasio i magnaci przehulali Polskę z ruską carycą. Potem przez ponad 120 lat tysiące Polaków ginęło w powstaniach nie mających żadnych szans na zwycięstwo. W pieśni uznawanej za patriotyczną są takie słowa „obok orła znak pogoni, poszli nasi w bój bez broni”. Nawet małe dzieci potrafią teraz słysząc takie bzdury zadać rodzicom rozsądne pytanie, po co oni tam poszli jak nie mieli broni. A historia lubi się powtarzać. Dzisiejszy Stasio ma na imię Donek, carycę zastąpiła kanclerzyca, a magnatów partyjne barony. Polscy żołnierze walczący ku chwale zamorskiego sojusznika, są szykanowani przez polskich prokuratorów, którzy prochu nie wąchali, a jeżeli już to były to całkiem inne prochy. Aż dziwne, że nie powstał jeszcze film o bitwie pod Monte Cassino. Może więcej w niej było bohaterstwa niż sensu, ale tamci żołnierze naprawdę chcieli aby świat się dowiedział, że żołnierz polski to nie tylko ten od Berlinga. Czy jak kiedyś taki film powstanie, znajdzie się tam jednak scena kiedy przed defiladą po zwycięskiej bitwie, amerykański generał Clark oznajmia Andersowi, że udziału strażaków i Polaków w niej nie przewiduje? Raczej nie, ale wojaków częstujących wódką przygarniętego niedźwiadka Wojtka możemy się spodziewać.

Duch PRL-u z konsulatu RP przepędzony!

prlDobra wiadomośc dla Polonii: duch PRL-u, o którym informowaliśmy został przepędzony z konsulatu RP w Toronto. Czy pomógł w tym egzorcysta czy wystarczyło przeczytanie polskiej konstytucji nie wiadomo, ale najważniejszym jest ,że obywatel polski aby odnowić przeterminowany paszport nie musi już przechodzić upokarzającej i kosztownej procedury udowadniania, że jest obywatelem. Pomimo, że zgodnie z konstytucją Polski w żaden sposób nie może swojego obywatelstwa utracić. Czytelniczka, która nam o tym łamaniu konstytucji doniosła miała już w tej sprawie przygotowany list do ministra. Zwlekała z jego wysłaniem rozumiejąc, że po kolacji u Sowy ma on ważniejsze sprawy na głowie niż problemy obywateli. W międzyczasie udała się do piwnicy pod konsulatem dla załatwienia innej sprawy i nie mogła wprost uwierzyć jak, nawet miła!!! panienka z okienka oznajmiła, że nowy konsul anulował to absurdalne zarządzenie. Czyżby wreszcie znajomość i rozumienie konstytucji stały się warunkiem zatrudnienia urzędników państwowych? Aż trudno w to uwierzyć, ale faktem jest, że ducha tego przepędzono. (O duchu PRL-u  pisaliśmy 7 lipca,  6 sierpnia i 10 października 2012)

 Je suis Charlie! Chaplin?

charlDo upadku mocarstw dochodziło przeważnie wtedy gdy cesarze stawali się błaznami. Patrząc na współczesnych panujących można mieć poważną obawę, że czas ten nadchodzi teraz dla Europy.  Błazenada ze zdjęciem zrobionym na pustej ulicy i przedstawianym potem jako czołówka demonstracji po zamachu w Paryżu dość dobrze oddaje jakość współczesnych polityków. Tak naprawdę ten marsz powinien być skierowany przeciwko nim, bo to oni są odpowiedzialni za to co się stało nie tylko w redakcji tej francuskiej prawie nikomu nieznanej i niezbyt zresztą mądrej gazetki. Przecież ci ludzie nie pojawili się znikąd. Oni zostali zwabieni do pracy. Budowano dla nich nawet osiedla, jednocześnie fabryki, w których mieli pracować przenosząc do Azji. Tylko po to by zysk nienasyconych kapitalistów był jeszcze większy. Obiecany raj zamienił się w piekło, a tam wiadomo kto sprawuje rządy. Politycy zdawali sobie sprawę, że większość przybyszów tkwi w czasach średniowiecza, bo przecież pochodzili z ich feudalnych kolonii. W tamtych czasach europejskim fanatykom religijnym też było bliżej do diabła niż anioła i mordowali za dużo mniejsze grzechy niż te w większości przygłupie karykatury. Był czas na to aby ustanowić jasne reguły i uświadomić przybyszom, że to oni muszą się dostosować do kraju, w którym zamierzają się osiedlić. Wybrano jednak drogę dziwacznej poprawności, w imię której dyskryminowano własnych obywateli by nie urazić mających za nic ich dziedzictwo, przybyszów z innego świata. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Przybyszów w sposób naturalny przybywało, pracy do której i tak się nie bardzo garnęli ubywało, a jedynym miejscem gdzie mogli znależć zrozumiemie stał się meczet. Jednocześnie Europa stała się rajem, do którego dostali się za życia arabscy szejkowie. Nie poprzez modlitywy ale przed dojenie tych, którzy się modlą. Im aby znaleźć się w raju niepotrzebne są jednak pieniądze. Wystarczy tylko zgładzić razem z sobą paru niewiernych. Tak wrażliwy na prawa człowieka Zachód udaje, że nie widzi zbrodni popełnianych w Arabii Saudyjskiej i innych krajach rządząnych przez religijnych fanatyków. Chociaż państwa te hojnie wspomagają ekstremistów to Zachód potrafi jedynie ścigać kobiety wysyłające drobne sumy swoim mężom. Natomiast ludzie, którzy nie wnoszą do współczesnego świata absolutnie nic mogą z nim robić wszystko. Działacze piłkarscy niszczą tradycję mundialu sprzedając go szejkom na pustynię Katar. Nie pomagają protesty sportowców i kibiców oraz oczywiste tego motywy. Po to aby paru kopaczy i działaczy mogło zarobić parę milionów więcej na żądanie szejków „modernizuje” się herb Realu Madryt usuwając malutki krzyż z korony. Chyba potrafimy sobie wyobrazić jakby potraktowano Hiszpana stawiającego warunek usunięcia półksiężyca w jakichś emiratach. Takich przykładów są tysiące, a chodzi w tym o coś większego niż pieniądze. Bo tu zachłanność przerodziła się już w czysty debilizm, co wykorzystywane jest sprytnie jako dowód słabości i moralnego upadku Zachodu. Jeżeli tych, którzy chcą go podbić byłaby tylko garstka to miliony miłujących pokój muzułmanów szybko by sobie z nimi poradziło. Niestety umiłowanie pokoju jest tu podobne do sowieckiego. Czy potrzeba będzie znów milionów ofiar aby świat się opamiętał. Nawet bestie Hitlera czy Stalina w porównaniu do tych „świątobliwych” oprawców to prawie dżentelmeni. Gospodarkę w tej naszej cywilizacji rujnują finansowi spekulanci, którym zysk przesłonił już dawno rozsądek. Rządy bezwzględnych korporacji pozbawiających młodych ludzi szans na godne życie będą z pewnością powodować, że coraz więcej z nich zacznie szukać celu życia w islamskiej ideologii. Bo po co męczyć się za życia w piekle jak tak łatwo można sie dostać do raju. A to piekło to też byle rudera na Roncesvalles w Toronto, która kosztuje półtora miliona dolarów. Oszukani absolwenci uczelni bezskutecznie szukający pracy nie mają szansy na normalne w nim życie. Szejkowie za to są tu w raju, wykupując całe piętra budowanych w downtown wieżowców. Niektórym się ciągle wydaje, że tabliczki z napisem „Je suis Charlie” ten obłęd XXI wieku zatrzymają. Sam Chaplin by się uśmiał.

Osiemnastka kabaretonu

18Organizowany przez kabaret „Pod bańką” polonijny kabareton w tym roku wszedł w wiek dojrzały. Chociaż aby w Kanadzie mógł kupić bańkę piwa musi poczekać jeszcze rok. I tak ma lepiej niż amerykański żołnierz, który strzelać może  już jako siedemnastolatek, lecz aby wypić bańkę piwa z towarzyszami broni musi czekać całe cztery lata. To jest dopiero kabareton! Jak przystało na takiego jubilata zaprezentował się on całkiem dojrzale. Słusznie zrezygnowano z wielu raczej usypiających niż rozbawiających publiczność amatorskich kabaretów. Największym przebojem kabaretonu był wyśmienity blues o politykach „WhoYou Are” sprytnie wykorzystujący polsko-angielskie niuanse językowe. Humor wprawdzie czarny jak na bluesa przystało, ale nie może być inny gdy dotyczy kasty polityków. Jak zwykle nie zabrakło gości z Polski. Rewelacyjny mim Ireneusz Krosny bez słów rozbawił publiczność świetnym występem. Drugim był Andrzej Grabowski. Ten to jak Gajos Jankiem, na zawsze pozostanie Kiepskim. Tylko on naprawdę stara się udowodnić, że nim jest. Trochę przykro, że przyjeżdża do nas tylu różnych „kosmonautów” (czyt. Kult kosmonautow z 10 października 2012), którzy traktują nas jak idiotów uważając, że Polonia będzie uszczęśliwiona samym widokiem kiepskiego celebryty. Może dobrym pomysłem byłby wniosek polonijnych organizacji aby zakazem wjazdu do Kanady objąć polskich pseudo artystów. Kiepski Grabowski miałby szanse zająć na takiej liście czołowe miejsce. Do zobaczenia za rok na 19 kabaretonie, który legalnie już będzie mógł postawić publiczności bańkę piwa na każdym stoliku.

 

12 komentarzy

lis 08 2014

Donos na Bełza czyli w KPK jak w San Francisco

 W KPK jak w San Francisco

1kpk W ubiegłym roku podczas torontońskiego festiwalu na film „Człowiek z nadziei” ustawiały się długie kolejki, aby zobaczyć historię człowieka, którego imieniem nazwano ulice w wielu miastach świata. Chociaż zdarzało mu się czasami pleść też różne rzeczy, to za jedną, dotyczącą zasad demokracji wypowiedź, w San Francisco ulicę mu odebrano. Czy ktokolwiek z walczących kiedyś z komuną o wolność słowa, mógł przypuszczać, że za niedługo powstanie dyktatura, która nawet nobliście nie pozwoli mieć własnego zdania? Za udział w tamtej właśnie walce, podczas „jublu”, o którym pisaliśmy w poprzednim wydaniu, zostało wręczone odznaczenie Zbigniewowi Bełzowi. Zaprotestował Kongres Polonii Kanadyjskiej, którego prezeska Teresa Berezowska wysłała na niego „donos” do prezydenta Rzeczypospolitej. Tak naprawdę wynika z niego, że Bełz odznaczenia nie powinien otrzymać ponieważ jest winien jakieś pieniądze obywatelce Rogackiej, która kierowała Kongresem na początku XXI wieku. Poza tym, atakuje on działaczy i nawet duszpasterzy polonijnych. Logika całkiem podobna do tej z San Francisco, bo w obu przypadkach przysłowiowy piernik nic tu nie ma do wiatraka. Tak Wałęsa jak i Bełz wyróżnieni zostali za będącą faktem działalność w opozycji.  „Protestanci” z KPK nie są raczej tak wpływowi jak kalifornijscy geje i Bełz nie musi się obawiać, że odznaczenie to mu odbiorą. Jednak obawiać się może Polonia, czy ludzie uważający się za jej przedstawicieli, nie przynoszą jej czasami wstydu. Nie chodzi tu nawet o trochę sztubacką formę tego listu, ale zupełny brak obiektywizmu. Czyż można nie zauważać, że założony w Toronto przez Bełza dziennik „Gazeta” był wtedy jednym z najlepszych, może nawet nie tylko w Kanadzie, wydawnictwem polonijnym? Zasługi w propagowaniu polskiej kultury, historii czy języka miał z pewnością większe niż niejedna polonijna organizacja. Parę lat temu, kiedy było zagrożone istnienie historycznej polskiej parafii tylko „Gazeta” nie odmawiała publikacji na ten temat. Odmówił natomiast pomocy KPK. Czy tylko dlatego, że duszpasterz, który odegrał wtedy bardzo niechlubną rolę, jest tam kapelanem? Działalność różnych organizacji nie jest wolna od „błędów i wypaczeń”. By tego uniknąć, pisanie o tym jest nie tylko prawem, ale i obowiązkiem każdego poważnie traktującego swój zawód dziennikarza. Za to właśnie Rogacka wytoczyła „Gazecie” proces sądowy, który Bełz przegrał. W takich jednak sprawach najczęściej „prawo i sprawiedliwość” stoi za tym kto wydał więcej na adwokatów. Gdyby Rogacka zatrudniła takich jak ci co „bronili” śp. Leszka Bukowskiego, to Bełz może zostałby prezesem KPK. Proces ten doprowadził Gazetę do bankructwa, jednak o ile uszczuplił majątek KPK nie bardzo wiadomo, ale mówi się o setkach tysięcy dolarów. Polonijne związki i stowarzyszenia działające od wielu pokoleń dysponują majątkiem, którego początek dały fundusze i nieruchomości przekazane przez kanadyjski rząd w uznaniu zasług polskich emigrantów. Dziś ma on dużą wartość, ale jest też sporą pokusą. Częste wewnętrzne spory odpychają nowych członków, ale przyciągają adwokatów. Nieformalne informacje o kosztach różnych wewnątrznych procesów mogą skłaniać do podejrzeń czy czasem nie jest to sposób na wyprowadzanie z organizacji pieniędzy: wytoczyć komuś proces i zatrudnić adwokatów, którzy podzielą się swoim astronomicznym czasami honorarium. Jednak nawet jakby okazało się to prawdą, to polonijne media i tak tego nie opublikują, bo po tamtym procesie stały się raczej tablicami ogłoszeń. Czasami dowiadujemy się, że jakiś park czy budynek już nie jest polski. Informacji, że coś w zamian stało się polskie nie ma. Dlaczego tak się dzieje, nikt nie próbuje nawet dochodzić, właśnie dzięki tamtemu  procesowi, który skutecznie przyczynił się do likwidacji wolności słowa w polonijnych mediach. Warto byłoby powiadomić o tym prezydenta Rzeczypospolitej aby uniknął, jak to u niego się czasami zdarza, jakiejś gafy przy odznaczaniu polonijnych działaczy. Może więc nie czekajmy, aż ze zgromadzonego od pokoleń dziedzictwa polonijnego zostanie sienkiewiczowska kamieni kupa. Ojczyzna jest akurat zagrożona. Sąsiad z południa już przysłał na piastowskie ziemie nawet 300 żołnierzy. Pomóżmy i my. Sprzedajmy to co zostało i wyślijmy jako ”Dar Polonii Kanadyjskiej” chociaż kilka czołgów, najlepiej przez biuro Piasta i basta!

 „Zew wolności” i polskości na Roncesvalles

1ronces Wrzesień jest w Toronto miesiącem festiwali, z których największe to: TIFF czyli międzynarodowy festiwal filmowy oraz Roncesvalles Polish Festival. Polskimi akcentami na festiwalu filmowym byli w tym roku Irmina Somers i Krzysztof Zanussi, a filmowym akcentem na festiwalu polskim był film „Beats of Freedom” (Zew wolności), którego projekcję zorganizował „Ekran.ca”. Ten dokumentalny film mający pokazać wkład polskich muzyków w walkę z komunizmem, tak naprawdę nie bardzo wiadomo do kogo był adresowany. Jedni mówili tam po polsku, inni po angielsku, napisy informacyjne po polsku. Wszystko bez żadnych tłumaczeń, a czy ktoś z nieznających języka polskiego wie, że Włochy to Italia? W latach osiemdziesiątych młodzież z zachodu na wypaczenia jakie spotykali u siebie zareagowała muzyką punk. Polski punk był jakby krajową wersją anty-kapitalistycznego protestu. Może właśnie dlatego nie był przez komunistów specjalnie zwalczany. Spora ilość powstałych wtedy zespołów wynikała też z tego, że nie była to twórczość, która wymagała od muzyków zbyt dużych umiejętności. Jak wynika z felietonów pisanych dla tygodnika „Puls” przez znawcę tematu Seweryna Reszkę, który przed projekcją wygłosił krótką prelekcję, całe to muzykowanie było niekończącą się balangą, w której trudno dopatrzeć się jakiejś politycznej świadomości. Z wypowiedzi muzyków wynikało, że komunę chcieli obalić, bo ta odmawiała im coca-coli i paszportów. Trochę zabawnie brzmi to teraz, kiedy napój ten jest postrzegany za raczej szkodliwy dla zdrowia. W sprawie paszportów, ciągle ta nasza „murzyńskość” nie pozwala nam powiedzieć wprost, że paszport w kieszeni to był dopiero początek drogi przez mękę, która zaczynała się w konsulatach zachodnich państw, a amerykańskim w szczególności. Miliony Polaków,  słuchających radia zza żelaznej kurtyny dowiadywały się, że prawem człowieka jest wybór miejsca, w którym chce żyć. Potem na tych nielicznych, którym udało się znaleźć gdzieś w Chicago, urządzano łapanki. Z samej tej muzyki do dziś niewiele zostało, a wielu z tamtejszych muzyków nie wydoroślało do dziś. Kultowy Kazik, do tej pory nie rozliczył się z torontońskimi fanami. Nie znaczy to jednak, że muzyka nie pomagała wtedy ten system znosić. Nie chodzi tu o ulubieńców reżimowych mediów, ale to w PRL-u właśnie nagrywano najlepsze poza brytyjskimi i amerykańskimi płyty rockowe. Lecz o Breakout czy SBB realizatorzy  filmu nawet o nie wspomnieli, chociaż  tworzona przez nich muzyka utwierdzała nas w pewności, że Polska leży jednak po zachodniej stronie Europy. Nazajutrz, w sobotni poranek, 13 września rozpoczął się już po raz ósmy polski festiwal na Roncesvalles. Chociaż na co dzień tej polskości już tam niewiele zostało, to jednak od święta raz w roku ten zew polskości przyciąga tu tłumy, na które czekają polski folklor, piwo i pierogi. Niestety organizatorzy nie zaprosili nikogo z Polski, a szkoda bo artyści, których Polonia zna na codzień z zabaw i wesel, nawet jeśli grać potrafią całkiem nieźle, to od święta atrakcją jednak nie są.

 Kaszuby – wieś spokojna, wieś wesoła

1kaszubTo można zobaczyć tylko w Kanadzie, krainę gdzie się mówi też po polsku i kaszubsku, a stolicą jest tu Wilno. Ta jakby przeniesiona z Polski spokojna wieś, latem staje się wesoła dzięki harcerzom, którzy to miejsce bardzo sobie upodobali. Co roku w lipcu liczne szczepy od Bałtyku do Giewontu zakładają tu swoje obozy. Dorośli zadbali o to aby młodzież dość wcześnie nauczyła się polityki i utworzyli na wzór partyjny dwie wzajemnie  nie  tolerujące się organizacje: ZHP czyli Związek Harcerstwa Polskiego i ZHR czyli Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej. Jedyną istotną różnicą międzi nimi jest to, że w ZHP obowiązuje segregacja płciowa. W dzisiejszych czasach może to być kłopotliwe, jak jakiś druh nagle poczuje się druhną. Może lepiej byłoby wreszcie się zjednoczyć  w  jakiś kompromisowy  Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej Polskiej, bo w  jedności można przecież zbudować więcej. Choćby jakieś pomniki bitwy warszawskiej, grunwaldzkiej czy wiedeńskiej, bo na reprezentacyjnej polanie wybudowano tylko ruiny powstańczej Warszawy. Może dlatego, że była to bitwa, w której najbardziej liczono właśnie na harcerzy. W weekendy przyjeżdżają tu rodzice, którzy mają jednak bardzo niewiele czasu na spotkanie się ze swymi pociechami. Czasami stwarza to wrażenie jakby te dzieci zostały tam nie wysłane, ale zesłane. Wieczorem słychać zewsząd odgłosy werbli. To znak, że zastępy udają się na ognisko. Szkoda, że nie powstała jakaś orkiestra dęta, bo werble w ciemnym lesie brzmią jednak trochę złowieszczo. Kiedy już zapłonie ognisko, w lesie rozlegają się harcerskie piosenki. Nastrój potrafi czasami popsuć jakiś dorosły druh, jak ten, który w tym roku zanudził wszystkich bardzo długą opowieścią o pobycie we Włoszech. Najweselej jest tu jednak w sierpniu, kiedy w miejscowej „Stodole” odbywa się wielka zabawa. Na porannej mszy w unikalnej na skalę światową, „Kaplicy pod sosnami”, na pewno nie bez powodu pomodlono się o spokojny jej przebieg. Modlitwa została wysłuchana, bo chociaż góralskie śpiewy były głośne, to ciupagi nie poszły w ruch. Szkoda tylko, że przygrywający do tańca już od  dziesięciu lat zespół Impuls, posiadał w repertuarze prawie wyłącznie przaśne przyśpiewki disco-polowe z techno łomotem w przerwach. Twierdzenie, że młodzież to lubi nie jest prawdą, bo często ona przez to niczego innego nie zna. Lecz ognisko i zabawa to nie wszystko, bo w ciągu paru obozowych tygodni wychowawcy organizują tu mnóstwo plenerowych zajęć. Do tego harcerze doskonalą  język polski i poznają polską historię. Tym, którym zależy aby ich dzieci polskości nie utraciły i przez lato nie przytyły, taki obóz jest świetnym pomysłem na wakacje. Najlepszym dowodem jest to, że dzieci chcą same powracać na Kaszuby co roku, a przyjaźnie tam rozpoczęte trwają bardzo długo.

 Misjonarze polskości

1latoPolscy emigranci asymilują się dość szybko, czasami nawet za szybko. Zainteresowanie ojczyzną ogranicza się często do odwiedzin rodziny.  Najbardziej przeżywają to wtedy dziadkowie, którzy z wnukami nie mogą znaleźć wspólnego do rozmowy języka. Jednak znajdują się wśród nas też tacy, którzy poświęcają swój czas i często własne pieniądze aby polskość w Kanadzie nie zginęła. Zakładają nowe organizacje, które nie muszą skupiać się głównie na pilnowaniu odziedziczonego majątku, bo po prostu go nie mają. Taką właśnie jest Polsko-Kandyjskie Centrum Edukacji, które między innymi pomaga polskim uczelniom zaistnieć w Kanadzie. Nie jest to wcale proste, bo rektorom trzeba czasami tłumaczyć, że  tu na drzewach rosną jednak liście. W tym roku zorganizowali po raz pierwszy swoją własną misję: „Lato z angielskim”, polegającą na nauczaniu przez kanadyjską młodzież, polskich rówieśników podczas wakacji w Polsce. Niespodziewanie spotkało się to też ze sporym zainteresowaniem osób dorosłych. Proponujemy zorganizowanie podobnego programu dla polskiej młodzieży. Mogliby w Kanadzie nauczać języka polskiego dzieci z rodzin, których rodzice zaasymilowali się zbyt szybko. Wśród Portugalczyków sprawy te wyglądają podobnie, ale jako kraj kolonialny mają oni też inne problemy. Wyspiarze i ci z kontynentu nie przepadają za sobą. Dlatego w jednej z portugalskich parafii w Toronto, jak proboszcz był z Azorów to nie przychodzili tam ci z kontynentu i odwrotnie. Aż do czasu gdy na plebanii zamieszkał misjonarz werbista. Polak, który przyjechał z Brazylii  zjednoczył wszystkich. Teraz w podobnym czasie gdy na Roncesvalles odbywa sie polski festiwal u niego w parafii św. Mateusza jest organizowany z większym chyba rozmachem, odpust. Czterodniowy festyn z procesją, w której uczestniczą liczne orkiestry i organizacje, prezentuje się bardziej okazale niż niegdyś nasza parada w Brampton. Wieczorem na profesjonalnej scenie występują popularni artyści z Portugalii. Chociaż wśród parafian raczej nie ma Polaków, nie zapomina on jednak o polskich duchownych, zapraszając ich do uczestnictwa. Dlatego na pytanie jakich znają Polaków, parafianie wymieniają swojego proboszcza zaraz po, a często nawet przed polskim papieżem. Czasami tylko ktoś dorzuci Lewandowskiego lub Wałęsę. Jakby ktoś chciał napisać jakiś „donos” na tych misjonarzy polskości do prezydenta Rzeczypospolitej to podpowiadamy, że ta od edukacji to Iwona Malinowska, a ten od św. Mateusza to ks. Andrzej Grecki.

 Na Marsa, czy może w kanadyjską głuszę?

1marsW gronie kandydatów do mającego się odbyć lotu bez powrotu na Marsa znajduje się też dwoje polskich emerytów. On uważa, że zniesie kilku miesięczny lot bez problemu bo kiedyś już spał w ciasnej kajucie na Zawiszy Czarnym, a ona ma nawet zaświadczenie od lekarza, o zdolności do lotu na Marsa. Ten, który to wystawił widocznie w pracy  nie kieruje się jeszcze klauzulą sumienia. Jednak z naukowego punktu widzenia trzeba przyznać, że w tym przypadku czym starsza załoga tym lepiej, bo to ich szczątki mają spowodować to, że za kilka miliardów lat czerwona planeta stanie się błękitną. Czym wcześniej proces ten się zacznie tym lepiej.  Chociaż jak już znamy etapy ewolucji, misję tą powinniśmy zacząć od wysłania tam małp. Bo jeżeli na Marsie ewolucja zacznie się od człowieka to może z tego wyjść jakaś planeta małp. Jednak okazuje się, że cała ta „misja” stanowi tylko pretekst do reality show. Ten pokazujący konanie grupki naiwnych ochotników przebije najbardziej durne i makabryczne tego typu produkcje. Programy te są też przykładem takiej odwróconej ewolucji, bo czym głupszy tym ma większą oglądalność. Czy „reality show” może być zrobiony przez normalnych i dla normalnych ludzi? Okazuje się że tak i to w dodatku Polak to potrafi. Marek Król  wymyślił program, w którym wraz z rodziną zaszywają się w kanadyjskiej głuszy i pokazują jak tam przeżyć bez wynalazków współczesnej cywilizacji. Jak każdy ambitniejszy program nie przynosi on jeszcze dochodów i z pewnością mało kto wie, że mają się rozpocząć zdjęcia do drugiego już sezonu tego pierwszego polonijnego  reality show w kanadyjskiej telewizji. Nosi on tytuł „Living Wild” i można go oglądać zarówno w sieci Rogers jaki i Bell TV. Szczegóły na stronie www.livingwildtv.com. Chętni do wsparcia programu  mogą to uczynić na www.kickstarter.com  (search: Living Wild season 2). Może warto, bo niestety zanosi się na to, że politycy i banksterzy doprowadzą do zagłady naszej cywilizacji dużo wcześniej niż na Marsie powstanie z człowieka małpa. Wiedza jak sobie poradzić wśród dzikiej przyrody może się okazać wtedy bezcenna.

 Ukraina – co na to NATO

1ukrain Niewielkie grupy szkockich, katalońskich czy quebeckich separatystów chociaż nie mają powodów do secesji, to ich często oderwane od rzeczywistości dążenia, spotykają się nawet ze zrozumieniem. Tych z Ukrainy powszechnie się jednak potępia. Oczywiście prawdą jest, że za głęboko macza w tym palce Rosja, chociaż gdzie indziej nazywa się to wspieraniem mniejszości narodowych. Wydarzenia te nie miałyby miejsca, gdyby Ukraińcy pierwsi nie powstali przeciwko rabującym ich kraj kolejnym rządom. Dla zwykłego obywateal, czy przemysłowy wschód pozostanie w Ukrainie, nie ma większego znaczenia, bo i tak cały zysk trafia do oligarchów i skorumpowanych polityków. Jeżeli więc rodowici Ukraińcy mają tego dość, co mają powiedzieć ludzie, którzy nigdy się nimi nie czuli, a w granicach Ukrainy znaleźli się przypadkowo, w wyniku rozpadu ZSRR. Podobna sytuacja w krajach bałtyckich wydaje się mało prawdopodobna, jednak jakby do tego doszło, to co na to NATO?  Niemcy nie pomogą, bo jak wyznała tamtejsza minister obrony ich sprzęt wojskowy jest w bardzo złym stanie. Dla Rosji to jakby zapalenie zielonego światła dla „zielonych ludzików”.  Na szczęście dla mieszkających tam Rosjan najlepszym lekarstwem na separatyzm są wizyty w ojczyźnie. Pomimo, że mniejszości narodowych w tych krajach nie traktuje się zbyt dobrze, czego przykładem są też Polacy na Litwie. Na Francję i Anglię raczej liczyć nie można, więc temperowanie poczynań Putina przypadło Polsce. Tylko, że niestety z trójki oprawców polskiego narodu, jedynie na Ukrainie są oni ciągle bohaterami. Chyba trudno byłoby sobie wyobrazić obecną przyjaźń polsko-niemiecką gdyby za Odrą ciągle wznoszono pomniki hitlerowskim zbrodniarzom. Chociaż Polska nie po raz pierwszy odważnie wyszła przed szereg w ukraińskiej sprawie, nie została nawet wpuszczona potem na salę obrad. Może zrozumiemy, że czasami bardziej opłaca się zadbać o własne jabłka? Sprawy między wschodem a zachodem załatwiane były ponad nami i mogliśmy się tego spodziewać, jednak Putin mógł się poczuć oszukany . Nie tak dawno nominowano go do pokojowego Nobla, londyński „The Time”s uznał go człowiekiem roku, a europejscy bankierzy ochoczo pomagali i nadal pomagają prać pieniądze mianowanym na Kremlu oligarchom. On sam też się przecież starał. Lecz kiedy przyjechał w 2009 roku razem z niemiecką kanclerz na obchody  70-lecia wybuchu wojny by przyznać, że wybuchła ona jednak 1 września 1939 roku, to Jarosław Kaczyński kpił pytając: a kto go tu zaprosił?  Rok póżniej kiedy jako pierwszy były funkcjonariusz sowieckiej bezpieki udał się do Katynia wszystko popsuł pomysł konkurencyjnej wizyty. W taki oto sposób zamiast świętego spokoju, nad Europą zawisło widmo wojny. Oburzenie  wywołało ujawnienie przez Sikorskiego rozmowy Putina z Tuskiem o rozbiorze Ukrainy. Dlaczego? Przecież zrobiliśmy to już kiedyś w Czechosłowacji i to nawet razem z Hitlerem. Nie oburzamy się gdy nasi kibice we Lwowie czy Wilnie rozwijają na stadionach hasła o powrocie tych miast do Rzeczpospolitej. Jakby tak przyjechali Niemcy na mecz do Wrocławia czy Szczecina z podobnymi, to byśmy się oczywiście oburzyli. Teraz oliwy do ognia może dolać film o wołyńskim ludobójstwie. Nie dlatego, że nie trzeba o tym mówić, ale dlatego, że pozwolono za państwowe pieniądze zrobić to Smarzowskiemu (temu od „Drogówki), chyba największemu partaczowi spośród polskich reżyserów. Jeżeli otrzymamy obraz podobny do jego dotychczasowych produkcji, nie pomoże to ani nam, ani Ukraińcom. Tylko w  „Człowieku z nadziei” nadzieja. Wałęsa, który rwie się do walki z Rosją, sam przecież, obalił już dużo potężniejszy komunizm. Tylko Ukraińcy i Litwini mogą się obawiać, że jak już znów zdobędziemy Moskwę, to na pewno nie odpuścimy Lwowa i Wilna. Niestety błazenada polskiej polityki zagranicznej trwa. Rozbiór z udziałem Polski Ukraińcy potrafią może obrócić w żart, ale na porównanie ich kraju do polskiej kolonii jak to uczynił następca Sikorskiego, mogą się na dobre obrazić.

 Atak na Parlament

1ottawaChociaż znany jest już sprawca zamachu na parlament w Ottawie, to  tak naprawdę prawdziwą odpowiedzialność za to, ponosi niestety sam parlament, a właściwie parlamenty krajów tworzących naszą tak zwaną zachodnią demokrację. To tam właśnie powstają ustawy dyskryminujące ludzi, którzy ją zbudowali, faworyzując coraz bardziej przybyszów z tego całkiem innego przecież świata. Nie sposób odmówić schronienia ludziom uciekającym przed fanatyzmem religijnym czy klanowym. Jednak zamiast pomóc im w  zapomnieniu o tamtym koszmarze parlamenty te robią wszystko, aby w nowym domu czuli się tak jak w tym, z którego uciekli. To dzięki parlamentom można zwolnić z pracy za łańcuszek z krzyżykiem na szyi, równocześnie organizując innym miejsca do modlitwy podczas pracy. To parlamentarzyści spowodowali, że za pogróżkę w kłótni rodzinnej wysyła się oddział uzbrojonych policjantów, podcza gdy w niektórych meczetach bezkarnie i jawnie nawołuje się do zbrodni. Kanadyjski minister emigracji zamiast tłumaczyć, że turban nie jest częścią umundurownia kanadyjskiego policjanta, demostracyjnie sam w nim paraduje. To już nie jest żadna wielokulturowość, ale raczej próba zamienienia naszej kultury inną. Dla różnego rodzaju fanatyków jest to dowodem słabości i głupoty tego znienawidzonego przez nich zachodu. Najgorsze w tym, że nie sposób nie przyznać im racji. Przecież nikt mądry nie stawiałby w polityce zatrudnienia kryteriów rasowych ponad kompetencjami. Tak naprawdę tym ludziom robi się krzywdę, bo kto przyzwyczai się, że wyznaniem czy kolorem skóry osiągnie więcej niż inni pracą, straci wszelką motywację do nauki. Wyborczy wieczór w lokalu przy Weston w Toronto - chaos spowodowany tym, że komisja wyborcza miała problemy ze zrozumieniem alfabetu. Ile osób zrezygnowało z głosowania? Nie wiadomo, bo przecież w Kanadzie wyborów nie pilnują przedstawiciele międzynarodowych organizacji. Jednak nawet jakby tam byli to nie mogliby napisać, że spowodowała to prawie w komplecie czarnoskóra załoga traktująca tą ważną przecież funkcję zupełnie na luzie. Dlatego, bo to w parlamentach wytworzono rasizm jednostronny. Białoskóremu obywatelowi, którego kwalifikacje są niewystarczające można powiedzieć to wprost. Czarnoskórmu obywatelowi w takiej sytuacji dano prawo by uznał to za rasizm. Czy w obliczu działań tych parlamentów pozostaje nam tylko nadzieja, że zstąpi duch święty i nie dopuści do zmiany oblicza tej ziemii? Wybrańcy narodu zdjęli flagi z drzewców aby bronić kanadyjskiego parlamentu. Jest to nie tylko pierwszy przypadek w historii aby elita państwa szykowała się do walki bez flagi, ale niestety też symbol kierunku w jakim elita ta swoje państwo prowadzi. Osobnym pytaniem jest to jak to się stało, że wchodzącemu do tego budynku obywatelowi wykryty zostanie ten wspomniany  łańcuszek z krzyżykiem na szyi, a wszedł tam uzbrojony w karabin bandyta. Może tak jak w tym wyborczym lokalu, uchwalona w tym właśnie parlamencie poprawność była tu ważniejsza niż  praktykowany kiedyś profesjonalizm?

 

 

 

 

 

 

11 komentarzy

lip 09 2014

25 lat RP czyli „Hey Jude” czy „Back to the PRL?”

25-lecie – czyli „Hey Jude” czy „Back to the PRL”

25 Chyba nikomu nie przyszłoby wtedy do głowy, że znienawidzony przez naród dyktator, nawet nie polski bo jak wszyscy jego poprzednicy sprawujący władzę z woli Moskwy za 25 lat w wolnej Polsce, będzie traktowany jako mąż stanu. Co spowodowało, że obecne władze wywodzące się przecież z tamtejszej opozycji, stanęły w jednym szeregu z komunistami. Czyżby był to jakiś dług wdzięczności? Tylko, że jeżeli opozycja ma taki dług wobec przeciwnika, to musiało gdzieś dojść do zdrady i to nie tylko kolegów z ruchu oporu, ale polskiego narodu, którego poparciu zawdzięczają dzisiejsze pozycje. Dlatego też słowa gorzowskiej licealistki skierowane do premiera wcale nie są pozbawione sensu, jak uważają nie bardzo jednak przekonywująco jego obrońcy. Proste apolityczne postulaty z sierpnia 1980 roku nie stanowiły żadnego zagrożenia dla tamtejszego reżimu, lecz dla zrujnowanej gospodarki nie były możliwe do zrealizowania. Chociaż sam fakt, że wyszły od ludu, dla władzy ludowej były niebezpieczne. Jednak zagrożenie, jako pretekst do użycia siły, komuniści stworzyli sobie sami wprowadzając do Solidarności swoich agentów. Ci jako najbardziej radykalni działacze, budzący podziw za odwagę, w poniedziałek 14 grudnia 1981 roku często przyszli do pracy w mundurach ZOMO. Stan wojenny Jaruzelskiego owszem był mniejszym złem, ale tylko dla niego, bo większym byłoby otrzymanie z Kremla wypowiedzenia. Biorąc pod uwagę poolimpijski stan sowieckiej gospodarki, napaść na Afganistan i fakt, że amerykańskim prezydentem był człowiek, który działaniem, a nie nazwiskiem udowadniał, że oba ma, sowiecka interwencja raczej Polsce nie groziła. Całkiem już nierealna była wtedy kiedy zasiadano do okrągłego stołu. Nie było żadnego powodu aby mocno wystraszonych komunistów traktować jako partnerów i wchodzić z nimi w układy, które gospodarkę socjalistyczną zamieniły na ich prywatną. Co czuł ojciec Marysi z Gorzowa widząc jak ci, którzy w PRL decydowali czy dostanie wyrok, teraz będą decydować czy dostanie kredyt w banku? Co czuli Polacy, którzy zobaczyli jak ich bohaterowie z opozycji po biesiadzie z komunistycznymi kacykami raptem zaczeli ich nazywać ludźmi honoru. Co czują teraz, widząc jak sąd tej wolnej Polski skazuje protestujących przeciwko stalinowskiemu oprawcy? Gorzów był dość prężnym ośrodkiem przemysłowym, ale teraz Marysia jak skończy szkołę raczej nie znajdzie tu pracy. Z reakcji Tuska na jej słowa może wynikać, że on doskonale wie o co jej chodzi. Teraz Belka, Cytrycki i Sienkiewicz czyli byli: partyjniak, esbek i opozycjonista kombinują jak utrzymać władzę, nawet kosztem naruszenia konstytucji Polski. Czy ta rozpoczęta wtedy biesiada przy niekoniecznie już teraz okrągłym stole, czasami nadal nie trwa? Niestety 25 lat od tych częściowo wolnych wyborów, Polacy w ogóle nie mają wyboru, bo trudno nim nazwać ten pomiędzy partią, której już mają dość a taką, której się boją. Tylko, że sami są tak naprawdę winni bo za zdobycz wolności uznali możliwość wagarowania w dniu wyborów. Masowe zastąpienie głosowania grillowaniem spowodowało, że wygrywali potrafiący skupić niewielki ale wierny elektorat, który pieczenie wyborczych kiełasek rozpoczynał po oddaniu głosu. Na okoliczność tegorocznych obchodów premier Tusk zanucił sobie „Hey Jude”. Chociaż spotkało się to z krytyką zazdrosnych polskich muzyków, wybór był dość trafny, bo to jednak takie jak ta piosenki, były dla nas symbolem upragnionego Zachodu. Jednak widząc dokąd Polska zmierza bardziej pasowałaby tu inna, też z repartuaru the Beatles, ale pod trochę zmienionym tytułem: „Back to the PRL”?

15-lecie – czyli NA CO nam NATO

15NATO to praktycznie armia USA, na której pozostali członkowie paktu opierają swoje bezpieczeńswto. W Europie jest ona porządana lub nie w zależności od sytuacji w Rosji. Akurat teraz wiele krajów chciałoby aby tu się znowu zadomowiła, choćby nawet jak w Polsce trzystu żołnierzy. Więcej mogliby przysłać Niemcy, ale to źle by się jednak kojarzyło. Teraz Ameryka sama ma problem, bo BUSHmeni i bankierzy doprowadzili ten kraj do stanu, w którym funkcjonuje on jeszcze tylko dzięki drukarzom. Mają chyba rację twierdzący, że dla tych którzy zrujnowali amerykańskie finanse najlepszym rozwiązaniem byłaby teraz wojna. Ale taka, na której można byłoby dobrze zarobić, czyli w Europie. Kiedyś broń sowiecką kupować musieliśmy, czy jednak teraz w przypadku, nie daj Boże, konfliktu zbrojnego, przeciwnik zgodzi się na zawieszenie broni do czasu dostarczenia nam zza oceanu jakieś uszczelki do samolotu? Lekcji z lotnictwa cywilnego już widocznie nie pamiętamy. Polska przypomina tu trochę przysłowiowego zajączka, który uzbrojony w procę wygraża niedźwiedziowi, bo odwagi dodaje mu z oddali niedzwiedź-sojusznik, który też sprzedaje mu do tej procy kamienie. Znów nie odrobiliśmy lekcji, w której boleśnie nauczono nas, że interesy niedźwiedzi są zupełnie inne niż zajączków. Potwiedzają to podsłuchani politycy, bo jak widać niektórzy zdają sobie sprawę z tego, że nasze poczucie bezpieczeństa jest tylko złudzeniem. Szkoda tylko, że sojusznik dowiaduje się o tym z Wprost, a nie wprost. To właśnie ta, cytując Sikorskiego polityczna „murzyńskość” powoduje, że polski żołnierz walczący na amerykańskiej wojnie, aby pojechać do Ameryki musi pisać podanie i pomimo, że sporo za to płaci, to zgody często nie dostanie. A w swoim kraju po powrocie z takiej wojny zostanie osądzony za to, że przeżył przez kretynów, którzy prochu (nie prochów!) nigdy nawet nie wąchali. A NATO nic na to. Chociaż z drugiej strony czy kraj, który uciekł spod sowieckego buta pod skrzydła NATO a człowieka, który drogę tą mu przetarł,  uważa ciągle raczej za zdrajcę – można traktować jako poważnego sojusznika?

 10-lecie –  czyli kabaret pod gwiaździstą flagą

10Pomimo wszystkich błędów i wypaczeń, członkowstwo w Unii Europejskiej to bez wątpienia najlepszy okres we współczesnej historii Polski. Stanowi też może i lepszą gwarancję bezpieczeństwa niż zamorskie militarne sojusze. Nie wspominając już o rzeczywistych dotacjach, a nie fikcyjnych offsetach. Owszem, tworzy się tu absurdalne ustawy, będące inspiracją dla kabaretów, ale za to nie ma tu już takich absurdów jak na przykład amerykańsko-kanadyjska granica. Jak wszędzie jakość zarządzania zależy od jakości zarządzających.Jeżeli ze wszystkich krajów członkowskich do europarlamentu trafiają tak jak z Polski odrzuty z polityki krajowej to i tak jest cudem, że ta Unia jeszcze istnieje. Teraz europosłem został nawet ktoś, kto chce tą Unię rozwalić. Grozi to jednak trochę przekształceniem europarlamentu w kabaret, który zresztą potem ma być zgodnie z posła tego wolą zamieniony w burdel. Jednak wybrano go może dlatego, że w Polsce to kabaret złożony z polityków śmieje się ze swojej widowni, która jest coraz bardziej przerażona jego repertuarem. Niepoważne – jak to w kabarecie, jest ciągłe odkładanie przyjęcia wspólnej waluty. Jak najbardziej poważnym jest to, że nie euro lecz spekulanci z londyńskiego city czy Wall Street powodują kryzysy. Oczywiście przy pomocy nieodpowiedzialnych i skorumpowanych polityków. Niestety, ludzie reprezentujący z woli któregoś tam wodza Polskę w Brukseli, wyczekują tylko na znak od niego, kiedy im pozwoli niczym z banicji powrócić do kraju. Jeżeli kiedykolwiek potrafimy to zmienić, to raczej Polska nie zginie, póki Unia Europejska żyć będzie.

 10-15-25  w Toronto czyli „Jubel po królewsku”

jubel„Wielki jubel w królewskim hotelu”- tak tygodnik Goniec zatytułował informację o uroczystości zorganizowanej przez Konsulat RP w Toronto, z okazji 25-lecia zakończenia używania przez Polskę nazwy PRL, co zaowocowało dziesięć lat później przyjęciem do NATO, a po następnie do Unii Europejskiej. Chociaż „jubel” nie jest w języku polskim słowem zbyt pochlebnym, tu można to zrozumieć, bo naczelny Gońca ma trochę na pieńku z ambasadorem RP w Kanadzie (czyt. Przychodzi Kumor do Bosackiego z 8 listopada 2013), kiedy poszło, o bardzo teraz na czasie nagrywanie. W tekście tym czytamy, że ambasador w odniesieniu do przemian ustrojowych stwierdził w swoim przemówieniu: „ … aby osiągnąc te cele winniśmy być…również mądrzy i silni. Dziś po 25 latach, w istocie osiągnęliśmy te cele”. Żona ambasadora wiedzą „wiem co jem” dzieli się z Polakami. Czy z ambasadorem, ktoś podzielił się wiedzą co mówili polscy politycy? Wiedzieli przecież co mówią, zapewniając że: „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”? Na usprawiedliwiene trzeba przyznać, że chociaż nawet jak o tym słyszał, to w takim miejscu trzeba jednak zachować dworską etykietę. Na królewskich dworach nigdy nie mówiono wprost, co mogło być główną przyczyną upadku wielu monarchii. Czy jednak celebrowanie święta demokracji w najdroższym i najbardziej monarchistycznym miejscu w Toronto, w ogóle jest aby na miejscu? Organizatorzy różnych polonijnych inicjatyw, którzy najczęściej odchodzą z kwitkiem od kasy konsulatu, nie wiedzą czy się cieszyć bo MSZ sypnął wreszcie groszem, czy też się smucić, bo wszytko już poszło na „jubel”. Oblaci okazali się jednak lepsi niż dyplomaci. Z okazji kanonizacji zorganizowali porządny koncert w Roy Thompson Hall, w którym mogli uczestniczyć wszyscy czujący związek z Polakiem Papieżem, a nie tylko duchowni i członkowie kółek parafialnych. Tu, chociaż związek z Polską czuje nawet więcej osób, do wspólnego świętowania wybrano wybranych. Zawsze powoduje to niedyplomatyczne niekiedy pytania, dlaczego akurat ci. Jak wynika z relacji naszego reportera „miejsca w królewskiej gospodzie” zabrakło nawet dla realizatorów serialu „OK Poland” uhonorowanego w Polsce nagrodą im. Macieja Płażyńskiego, a przyznawaną  pod patronatem Ministerstwa Spraw Zagranicznych czyli organizatora imprezy. Jednak galę obecnością zaszczyciły też polonijne uzdrowicielki, których metody przypominają trochę te znane z konsulatu. Tam posługując się „sprzętem z NASA” za słoną opłatą wciska się ludziom kosmiczne bzdury. W konsulacie RP natomiast posługując się nielegalną, bo sprzeczną z konstytucją Polski ustawą, też za słoną opłatą zmusza się Polaków do udowodnienia, że są Polakami. Ta metoda naprawde leczy! Z chęci i potrzeby posiadania polskiego paszportu. (czyt. Duch PRL-u w konsulacie RP z 7 lipca 2012, 6 sierpnia 2012 i 10 października 2012).

 Wprost do mikrofonu

sowaCzy afera ta zmieni oblicze Polski, tej Polski? Raczej wątpliwe przede wszystkim z tej przyczyny, że nie bardzo jest czym zastąpić ten układ towarzyski tworzący polski rząd. Drugim, takim samym? Politycy dawno już zapomnieli, że ich pracodawcą i to bardzo hojnym jest społeczeństwo. W to, co mówią publicznie nikt już nie wierzy, więc jedyną metodą sprawdzenia jak się wywiązują z umowy o pracę dla ojczyzny, jest ich podsłuchanie, a czasami też podglądanie. Różne bredzenia o legalności w czasach, kiedy Amerykanie podsłuchują wszystkich bez wyjątku, to tylko nieudolna próba samoobrony. Podobnie jak straszenie Putinem, bo równie dobrze można by znaleźć korzyści jakie z osłabienia tego rządu uzyska prezydent Polski. W takich legalnych sprawiedliwość jest zawsze po stronie partii rządzącącej czyli zlecającej podsłuch. Poza tym są niebezpieczne, jak widać to w sprawie żenujących kombinacji Kwaśniewskich i próby zemsty na jak najbardziej legalnie podsłuchującym. Jeżeli premier nie ma sobie nic do zarzucenia, to powinien być zadowolony, że kelnerzy pomogli mu pozbyć się szkodników i zamiast najazdu na redakcję może lepiej byłoby zjawić się tam, jak w  Gorzowie z kwiatami. Całkiem nie na miejscu jest także wyciąganie grzechów przeszłości naczelnego redaktora Wprost. Może właśnie dlatego, jako były gangster miał odwagę na konfrontację z „gangiem” polityków. Przy okazji Polacy zobaczyli, że też będące na ich utrzymaniu służby bezpieczeństwa ciągle nadają się tylko do doprowadzania przez uzbrojonych po zęby osiłków, lekarza na posterunek (13?). Tusk chociaż próbuje zbyć to wszystko kibicowskim „Polacy- nic się nie stało” dobrze wie, że się jednak stało. Polacy dowiedzieli się, że wbrew konstytucji za pieniądze można wymienić ministra, który za bardzo pilnował aby w państwowych pieniądzach panował porządek. Dowiedzieli się, że organa skarbowe ścigające ich za najmniejsze uchybienia załatwiają kolegom ochronę w razie potrzeby i gdyby współbiesiadnik u Sowy był dalej na takim stanowisku, żona Nowaka nadal oszukiwałaby państwo, w którym jej mąż był ministrem. Niestety kolega „zegarmistrza” był już w spółce urządzony, jak sam przyznał „bogato, k… bogato” . Dowiedzieli się też o marnotrawieniu funduszy na różne projekty i skandalicznych opóźnieniach strategicznych inwestycji. Te i inne rzeczy podane do wiadomości przez opozycję byłyby mało wiarygodne, jednak te pozyskane przez kelnerów są. Dość szokujący język z pewnością Polacy im wybaczą, bo łatwo im wmówić, aby spojrzeli na siebie dyskutujących przy piwie. Prawda, tylko że od takich dygnitarzy mających tak wyrafinowany, nie tylko kulinarny gust, spodziewamy się  też bardziej wyrafinowanego języka. Pozostaje może drobna, ale istotna sprawa, kto płacił rachunek? Za takie dwa tysiące, jakie społeczeństwo kosztował rachunek Belki, większość pracujących musi przeżyć cały miesiąc. Żeby jeszcze ucztowano przy polskim bigosie i gołąbkach, ale przypadkiem czy celowo delektowano się kojarzącymi się jednak z mafią ośmiorniczkami. Szwedka przestała być ministrem, gdy wydało się, że służbową kartą płaciła za drobne prywatne zakupy. Niedawno burmistrz ontaryjskiego London stracił stanowisko za zapłacenie ze służbowych pieniędzy prywatnego rachunku $1700. Polscy prominenci to jednak co innego, bo znają i stosują prawo Kalego, które wymyślił nie kto inny, jak pradziadek ministra Sienkiewicza. Pierwszym, który postanowił pokazać, że Polska jednak nie leży „w pustyni i puszczy” był Sikorski, który zwrócił pieniądze, chociaż tylko za wino (ale jednak) wypite podczas sesji nagraniowej. Jak inni pójdą za jego przykładem, to może uzbierać się nawet, na zegarek dla któregoś ministra.

 

 

11 komentarzy

kwi 05 2014

Sorry, taki mamy klimat czyli dzień śnieżny święcić

Poland OK, czy Polska be

okDziwny jest kraj, który współfinansuje produkcje, aż tak negatywnie fałszujące jego wizerunek. A taką jest bez wątpienia film „Drogówka”, będący takim chłamem, że nie sposób obejrzeć go do końca. Jakby zobaczył to jakiś cudoziemiec, to nie dałby się namówić na przylot do Polski, nawet dreamlinerem. Na szczęście, nie dreamlinerem (bo dotarli na czas), przyleciała w grudniu do Toronto grupa polskich aktorów. O mało nie spóźnili się na próbę, nie mogąc w hotelu oderwać się od oglądania emitowanego w kanadyjskiej telewizji serialu OK Poland. Był to akurat odcinek o ziemii lubuskiej. Nie mogli uwierzyć, że ładne miasto, po którym oprowadzała realizatorka, to prowincjonalna – Zielona Góra, kojarząca się im z tanim winem owocowym. Dopiero z tego filmu dowiedzieli się, że są tam jednak winnice jakich nie powstydziłaby się sama Nappa Valley. Ekipa filmowców zamierzała też odwiedzić sąsiedzki Gorzów Wielkopolski, ale niestety gospodarze tego miasta, mówiąc językiem z „Drogówki” ich olali.  Szkoda, bo wiemy jaką reklamę dla miasta może przynieść oryginalny burmistrz. A gdzie tam Fordowi do tamtejszego Jędrzejczaka, który może jako jedyny na świecie kierował miastem z aresztu i nadal kieruje, pomimo ciążącego na nim 6 letniego wyroku, a w wyborach ma ciągle największe szanse. Jednak wiele miast nie zmarnowało okazji i telewidzowie za oceanem mogli zapoznać się z atrakcjami Poznania, Gdańska czy Malborka, w dodatku po mistrzowsku sfilmowanymi. Serial ten wymyśliła i zrealizowała polska emigrantka. Z emigrantami to różnie bywa, bo lubią się czepiać spraw, których jakoś nie zauważają w miejscu zamieszkania. Jednak ona „pokazuje nowoczesny i atrakcyny wizerunek Polaków, jednocześnie zmieniający stereotypowe postrzeganie Polonii na kontynencie północnoamerykańskim”. To zdanie jest równocześnie uzasadnieniem werdyktu jury przyznającego nagrodę im. Macieja Płażyńskiego za 2013 rok. W kategorii dziennikarz zagraniczny otrzymała ją właśnie Irmina Somers z Toronto. O filmie tym pisaliśmy już wcześniej więc tym bardziej gratulujemy zasłużonego sukcesu. W czasie kiedy polscy filmowcy prześcigają się w obrzydzaniu swojego kraju, może przydać się polonijne przypomnienie, iż cudze chwalą, swego nie znając.

 Sorry, taki mamy klimat czyli dzień śnieżny święcić.

zimaKlimat, jak i problemy z tym związane, mamy podobne tak w Polsce jak i w Kanadzie. Jednak podejście do ich rozwiązywania czasami jest różne. W Polsce zastępca premiera nawet za zimę przeprosiła. Jej „Sorry, taki mamy klimat” stało się przebojem, chociaż byli tacy, co nie wiadomo dlaczego, na tę świętą przecież prawdę, się oburzyli. Z dość oryginalnym podejściem do zimy spotkał się właściciel jednego z biznesów, w otwartym niedawno przykościelnym, polonijnym centrum handlowym w Brampton. Kiedy rano zastał parking pokryty grubą warstwą śniegu spokojnie czekał na spychacze, bo przecież płaci za utrzymanie terenu. Kiedy te się nie pojawiały, w trosce o swoich klientów zaczął dociekać kiedy parking zostanie wreszcie odśnieżony. Zamiast spychacza pojawił się u niego sam proboszcz, który nie miał wcale zamiaru, tak jak polska „ministra” przepraszać. Zresztą polski ksiądz częściej woli zbesztać niż przeprosić. Oberwało się więc niecierpliwemu, który usłyszał, że jak śnieg pada to powinien siedzieć w domu, czyli można by powiedzieć, dzień śnieżny święcić. Podobnych problemów może być tu więcej, ale parafia jest sama sobie winna bo nie trzymano się pisma, które wyraźnie mówi, że handel pod świątynią to grzeszny wymysł. Chociaż polonijnych kupców takie podejście do zimy oburzyło, to trzeba przyznać, że jest w nim jakiś sens. Ktoś taki w rządzie Tuska byłby prawdziwym skarbem. Jakby tak Polacy zostali na zimę w domach, oszczędzono by na samym tylko odśnieżaniu wiele miliardów złotych. Poza tym, kto w zimie nie wychodzi z domu? Oczywiście, że niedźwiedź ! I wtedy nie tylko zaczęto by się wreszcie Polski bać, ale i z Rosją łatwiej byłoby się chyba dogadać.

 Dziwny jest ten kraj, Ukraina

krym„Dziwny jest ten kraj, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła. I dziwne jest to, że od tylu lat człowiekiem gardzi człowiek”. Ukraina to kraj, który powstał w granicach byłej sowieckiej republiki. Kraj, w którym prezydent czy premier może nie mówić nawet po ukraińsku a większość ludności nie tylko posługuje się językiem rosyjskim, ale spora jej część posiada też rosyjskie paszporty. Nie wiadomo, czy Chruszczow był trzeźwy czy nie podarowując Krym ukraińskiej republice, ale podarunek ten stał się teraz kłopotem dla Ukrainy. Chociaż problemy z mniejszością rosyjską mają też byłe republiki bałtyckie, to tamtejszy paszport jest jednak dużo atrakcyjniejszy od rosyjskiego i władza tak człowiekiem tam nie gardzi. Na Ukrainie ta mniejszość jest dużo większa, a władza poza pogardą nic więcej ludowi nie daje. Tymoszenko, którą ten lud oswobodził właściwie teraz powinna ponieść odpowiedzialność. Bo to ona tak naprawdę odpowiada za ofiary Majdanu, który powstał dlatego, że sama pogardziła ludem, który jej zaufał w czasie pomarańczowej rewolucji.Teoria, że za całym tym majdanem stoją zachodni kapitaliści jest trochę wątpliwa, bo kolejne ukraińskie władze dawno już majątek państwowy rozkradły. Jednak dzięki Ukrainie wzrósł prestiż Polski. Nasi sojusznicy nie tylko liczą na nas, ale za dyplomatycznymi farmazonami idą też czyny, bo oto zaparkowali nad Wisłą 12 samolotów i niczym Sparta przysłali 300 wojowników. Podobno samoloty są nieuzbrojone, co może być dla Rosji znakiem, że nie mają żadnych złych zamiarów. Dla Polaków mają wytłumaczenie, że lżejsze mogły szybciej tu przylecieć. Nie popisała się niestety Kanada, która odesłała do Rosji dziewięciu przebywających tu sołdatów, przyczyniając się tym do wzmocnienia sił rosyjskich. Nie wypada wypominać teraz jakiejś tarczy, bo nie tylko o niej zapomnieli. Nie pamiętają już, że sami napadają na niepodległe kraje oraz tego, że taka wojna o Falklandy była niczym innym niż obroną referendum tamtejszej ludności. Naiwni polscy politycy jak zwykle narobią sobie sąsiedzkich wrogów, a sojusznicy jak samoloty odlecą, powrócą do interesów z Rosją już bez naszego udziału. Bo my, Polacy jesteśmy potrzebni na wojnie, a nie przy robieniu interesów. Zresztą z tymi sojusznikami jest też kłopot, bo oto prezes Jarosław powiedział, że nie życzy sobie wojsk niemieckich w Polsce, aż do siódmego pokolenia. W sumie ma rację, tylko jaki jest sens takiego sojuszu, kiedy to właśnie Niemcy mają największe możliwości ruszyć nam w razie czego na ratunek. Niestety sporym problemem jest też to, że na Zachodzie ten gender już działa, bo takich bezpłciowych przywódców jak obecnie, chyba jeszcze nigdy nie było. Niedawno głaskali Putina, robiąc go człowiekiem roku z szansą na pokojowego Nobla, a teraz za plecami Polski mu wygrażają. Francuzi powiedzieli, że też się do gróźb przyłączą jak tylko ukończą budowane dla Rosji okręty wojenne. Na dodatek stosunki polsko-ukraińskie nie są łatwe. Przebaczyliśmy już chyba całkiem wojnę Niemcom, a Rosji prawie, tylko że tam się nie hołubi SS czy NKWD, a dla zwycięzców z kijowskiego Majdanu banderowcy z UPA są ciągle bohaterami. Cóż, pozostaje tylko mocno wierzyć, że „ludzi dobrej woli jest więcej i, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim. Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie”. 

 Polska w muzeum

jaskiniaJuż po raz drugi, zwiedzający torontońskie muzeum, gdzieś pomiędzy mandarynami a dinozaurami spotkają się z polskim folklorem. (O tym pomyśle Kongresu Polonii Kanadyjskiej pisaliśmy też 6 stycznia 2013). Czyżby KPK przygotowywało nas do stałej ekspozycji o Polonii w Kanadzie? Na to się niestety zanosi. Skłócone i procesujące się między sobą gminy, koła czy związki,  skutecznie odstraszające nowych członków, rabunkowa gospodarka przeróżnych prezesów, powodują wyprzedawanie zarządzanego przez nich majątku nic w zamian nie tworząc. Do  muzeum trafiło już Place Polonaise w Grimsby, a w kolejce stoi nasza przecież kiedyś „Ronceswólka”. Teraz niczym za komuny, kanadyjscy inspektorzy „ludowi” robią naloty na sklepy polonijne w poszukiwaniu produktów zielarskich z Polski. Czy któraś z tych organizacji zareagowała na to? Tylko patrzeć jak dobiorą się do polskich artykułów spożywczych, bo te też godzą w interesy tutejszych korporacji, a o oto przecież w tym wszystkim chodzi. Jednak taka bezczynność to szansa na więcej polskości w tym muzeum, bo obok Amolu, który już tylko tam można pokazać, może też znaleźć się Ptasie Mleczko. Tym razem obok zespołów ludowych zaproszono także polonijnych artystów plastyków. Ten pomysł akurat jest świetny, bo mało kto potrafi już rozróżnić sztukę współczesną od tej tworzonej w epoce jaskiniowej. Będzie można więc powiedzieć, że te oberki to z okazji wystawy polskiej sztuki prehistorycznej.

 Czy musimy się wstydzić za Kongres Polonii ?

kpk2aJest takie polskie powiedzenie: jak cię widzą – tak cię piszą. Zobaczyliśmy siedzibę Kongresu Polonii Kanadyjskiej, więc piszemy: wstyd, wielki wstyd! Nie można tu powidzieć: jaka Polonia taki Kongres, bo Polonia w Kanadzie w porównaniu z innymi wypada całkiem nieźle. Może właśnie dlatego nie bardzo jest chętna do działalności w organizacji, która nie ma nawet, jak to teraz mówią w Polsce outdoorowej tablicy przed siedzibą zarządu głównego. Widocznie nie ma ich kto nauczyć, że reprezentowanie zobowiązuje, bo w szybie obok widać podobnie obskurną wywieszkę Związku Nauczycielstwa Polskiego. Czy tacy niedouczeni związkowcy są aby na pewno nauczycielami? Jeżeli nawet, takie wydawałoby się poważne polonijne organizacje nie dbają o swój własny wizerunek, to co ma powiedzieć czerwony orzeł na plazie Wisła, który traci chyba nadzieję, że ktoś mu przywróci narodowe barwy.

 Kamienie na szaniec, a pieniądze w błoto

kanmienieSondaże prowadzone w obliczu zagrożenia ze strony Rosji pokazują, że większość Polaków nie miałaby zamiaru narażać się w obronie ojczyzny. Jeszcze za czasów Solidarności gotowi byliśmy bronić się do upadłego przed sowiecką interwencją w oczekiwaniu na amerykańską odsiecz. Co się stało więc z narodem? Czy winę za to ponoszą przygłupi politycy, których ekscesy są już nie do zniesienia? Częściowo tak, ale chyba główną tego przyczynę mieliśmy okazję poznać oglądając film „Kamienie na szaniec”, który dzięki agencji Pegaz trafił do kina na przedmieściu Toronto. Dzięki takim ja ta książce, wychowali się w duchu patriotyzmu ci, którzy walczyli o wolną Polskę. Teraz dzięki temu filmowi- na niej opartemu, ich dzieci nie chcą już walczyć gdyby ta wolność była zagrożona. Beznadzieję i bezsens takiej walki czują widzowie opuszczający kino. Dlaczego? Przecież Polacy należą do grona zwycięzców tamtej wojny. Jakby taki film nakręcili Niemcy, protestowalibyśmy przeciwko jego rozpowszechnianiu. Niestety nie jest on pierwszym, bo Bitwa Warszawska, Pokłosie czy Tajemnica Westerplatte to cały ciąg wyprodukowanych za społeczne pieniądze filmów, które obdzierają nas z narodowej dumy. Prawda, że Chochlew (od Westerplatte) czy Gliński (od Kamieni na szaniec) to właściwie amatorzy beż żadnego dorobku artystycznego. Tylko dlaczego Polski Instytut Sztuki Filmowej ich wspomaga? Czy nikt tam nie czyta scenariuszy?  A jeżeli czyta i daje na to państwowe dotacje, to czy to jest taki zwykły idiotyzm czy też ten, który Lenin nazwał kiedyś pożytecznym? Jakiś klakier napisał, że starsze pokolenie miało czterech pancernych, młodsze ma teraz bohaterów z „Kamieni na szaniec”. Kompletna bzdura, bo serial o czterech pancernych, nie biorąc pod uwagę koniecznych wtedy przekłamań historycznych, był naprawdę dobrze zrobiony. Ten jest po prostu słabym, przygnębiającym filmem z półamatorską obsadą. Dlatego państwowe pieniądze, za które powstał ku niechwale ojczyzny, wyrzucono poprostu w błoto.

 O ratunek dla Laury

LauraNa pewno wiele osób otrzymało emailowy apel o podpisanie petycji do kanadyskiego rządu w sprawie udzielenia pomocy 7 letniej Laurze – dziecku z polskiej rodziny, przebywającemu na leczeniu w amerykańskiej klinice. Rodziców nie stać na pokrycie kosztów wynoszących 30 tysięcy dolarów miesięcznie, bo tyle zarabia się na rok. Dziwny jest ten świat, w którym prawie wszędzie życie ludzkie jest niby wartością najważniejszą, a rządy nieporównywalnie więcej wydają aby ludzi zabijać niż aby ich ratować. Szokujące jest to, że być może życie tego dziecka zależy, jak wynik jakiegoś przygłupiego reality show, od kliknięć internautów. W kraju, gdzie tysiące spekulantów giełdowych czy korporacyjnych prominentów, zarabia dziennie więcej niż wspomniana suma , a rząd wydaje miliardy na różne bzdurne programy, leczenie traktowane jest jak loteria.Oczywiście takich przypadków jest mnóstwo, ale też mnóstwo jest różnych szejków, kacyków i innych złodziei zwanych prezydentami czy rabusiów zwanych bankierami, którzy okradają całe społeczeństwa bez żadnych skrupułów. Za jeden pocisk wystrzelony w Iraku, który zabije może wiele tamtejszych dzieci, tu można by bardzo wielu im pomóc. Do tego dochodzą tysiące różnego rodzaju tak zwanych celebrytów, czasami żenująco głupich, których wynagrodzenia stały się zupełnie absurdalne. Oczywiście tych wypaczeń współczesnego świata tak od razu zlikwidować się nie da, a pomoc potrzebna jest teraz. Pozostaje tylko to kliknęcie. Na dzień dzisiejszy potrzeba ich jeszcze 2784 aby Laura dostała się do finału tego show.

http://www.change.org/en-CA/petitions/ms-rona-ambrose-grant-laura-s-doctor-special-access-approval-for-anp-cancer-drug?recruiter=83281350&utm_campaign=signature_receipt&utm_medium=email&utm_source=share_petition

 

5 komentarzy

lut 24 2014

Wstyd za Orkiestrę czyli modlitwa do św. Maxymiliana

Modlitwa do św. Kazimierza i św. Stanisława – (2)

2cuOkazało się, że patronom polonijnej finansjery w Toronto, świętym Kazimierzowi i Stanisławowi nie spodobały się pomysły ustanowienia tam dynastii. Dlatego modlitw mających takie zakusy nie wysłuchali. Na zebraniu, o którym pisaliśmy w poprzednim wydaniu, pojawiło się dużo więcej osób niż zakładano i do zmian statutowych nie dopuszczono. Może więc dobry to czas na choćby jakiś rachunek sumienia. Za każdą z decyzji podjętch na szkodę tej instytucji stoją przecież konkretne osoby, niekoniecznie z obecnego zarządu, ale ukrywanie ich jest traktowane przecież jako współudział. Członkowie na pewno chcieliby wiedzieć kto spowodował, do dziś powszechnie krytykowane, zamknięcie najdogodniejszego dla nich oddziału pod „Fregatą”. Kto zdecydował o otwarciu okazałego oddziału na Confederation Pkwy. w Mississaudze i kiedy klienci już się do niego zaczęli przyzwyczajać, o jego likwidacji? Kto podjął decyzję o otworzeniu, świadomie na krótki okres, oddziału w Brampton, który po około roku miał być przeniesiony do budowanego w pobliżu przykościelnego centrum handlowego? Bank to nie stragan warzywny i urządzenie takiego lokum musiało kosztować setki tysięcy dolarów. Wreszcie, dlaczego zrezygnowano z otwarcia oddziału w tym centrum? Czy jest to możliwe, że stoi za tym zwykły spór pomiędzy „wójtem a plebanem”? Jeżeli nie wierzono w sens powodzenia placówki w tym miejscu, to po co budowę tę wspomagano finansowo? Jeżeli natomiast chodziło jedynie o donację na kościół, to kto upoważnił dyrekcję do przekazania podobno ponad dwóch milionów dolarów członkowskich pieniędzy na dofinansowanie jednej, prowincjonalnej w sumie parafii? Czy którykolwiek z dyrektorów zainwestowałby swoje pieniądze, by potem na to wszystko machnąć ręką? Którzy to więc z dyrektorów, niby tak kosztownie szkolonych, przyczynili się do tej rażącej niegospodarności? Instytucje zrzeszone w uniach kredytowych są organizacjami typu non-profit. Polega to z grubsza na tym, że zyski jakie uzyskują z działalności powinny dzielić między członków. Czy jednak ktoś z członków pamięta, kiedy otrzymał taką wypłatę? Czy tysiące członków naszej Credit Union, trwających przy niej wiernie, najczęściej tylko z pobudek patriotycznych, zasłużyło sobie aby ludzie  przez nich zatrudnieni woleli wyrzucać pieniądze w błoto, zamiast wypłacać im uczciwie zarobione dywidendy?

Soczi 2014. Miami 20…..?

2socziGdzieś na karaibskiej wyspie wychodzi z samolotu Rosjanin z nartami. Kiedy ktoś go zapytał czy czasem nie pomylił połączeń, ten opowiedział, że śnieg leci następnym samolotem. Dowcip widocznie tak się spodobał obecnemu carowi Rosji, że postanowił wcielić go w życie. W kraju, gdzie większość terytorium pokrywa w zimie śnieg a olbrzymia większość ludności bieduje, car wydaje – sam nie wiedząc ile miliardów, na igrzyska zimowe w letnim kurorcie. Bo car to nie cesarz i u niego, albo chleb albo igrzyska. Bezdenne kieszenie działaczy sportowych spowodowały, że szlachetne idee olimpijskie przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Igrzyska organizują kraje, gdzie nie obowiązują żadne prawa, oprócz tego jednego, że nie wolno podskakiwać carowi czy szejkowi. Kto następny? Może kolej na Stany Zjednoczone, przecież igrzyska bardzo pomagają odwrócić uwagę społeczeństwa od spraw, których w Ameryce zbiera się coraz więcej. Koszty raczej też tu się nie liczą, bo poziom zadłużenia Ameryki osiągnął i tak absurdalne rozmiary. Zamiast robić wszystko by go obniżyć, głosy skorumpowanych polityków wystarczają, by go jeszcze powiększać. Nie dziwmy się więc jak za kilka lat ogłoszą, że kolejna zimowa olimpiada odbędzie się w Miami.

 Wyklęty powstań ludu

2kapitalizJakby pod  choinkę, Mississauga otrzymała nowy sklep sieci Costco. W obecnej sytuacji na rynku pracy, zainteresowanie zatrudnieniem tam było olbrzymie. Kilkanaścioro szczęśliwców, przed którymi roztaczano perspektywy znakomitej kariery, zostało przyjętych za prawie minimalną stawkę jako pracownicy sezonowi, na okres około dwóch miesięcy. Dwie kobiety, które znalazły się wśród nich wspominają, że – praca ta kojarzyła się im z jakimś obozem pracy, w dodatku nadzorowanym przez gejów – dodała jedna z nich. Jeżeli dziewczyny wysyłano do przemieszczania wielkich pudeł z telewizorami, lub stania na mrozie, na stacji benzynowej, podczas gdy chłopaki układali sobie serki, trudno jednak nie nabrać takich podejrzeń. Po zakończeniu sezonu, kilka osób zatrudniono na „part time” w wymiarze 20 godzin tygodniowo za $11, przy zastrzeżeniu pełnej dyspozycyjności do zmiennego czasu pracy. Jedna z zatrudnionych tak się tym szczęściem upoiła, że jak wyszła na lunch więcej się tam już nie pojawiła. Czy ktoś jest w stanie utrzymać się za około 170 dolarów tygodniowo? Przecież tu nie chodzi o stragan, może ledwo wiążący koniec z końcem, tylko o potężną korporację. Niestety obecnie, kiedy olbrzymia liczba, również młodych ludzi, mających jeszcze do spłacenia kredyty za edukację jest bez pracy, bezczelność korporacji coraz bardziej rośnie. Coraz większe ich zyski wcale nie przekładają się na lepsze warunki pracy, lecz wręcz odwrotnie, na coraz większe oszczędności kosztem pracowników. Zdesperowani ludzie przyjmują każde warunki, nawet kiedy trudno je nazwać ludzkimi. W tym chorym systemie, gdzie paru cwaniaków na górze zarabia rocznie tyle ile inni nie zarobią przez całe życie, tak naprawdę rodzi się społeczeństwo kastowe. Czy zachłanność ta, dużo większa niż ukraińskich oligarchów, doprowadzi kiedyś do „majdanowych” rozwiązań? Całkiem możliwe, każdy z tych wyzyskiwanych ludzi, z ochotą przystąpiłby do rewolucji pod hasłem „wyklęty powstań ludu…” bo słowa z Międzynarodówki, stają się znów coraz bardziej aktualne. Czy jednak ten lud, który pozbawiono miejsc pracy i zmuszono do kupowania chińskiego śmiecia, za też śmieciowe wypłaty, nie jest ludem wyklętym? Kiedyś już coś podobnego przerabialiśmy, wołajmy więc: kapitalizm tak- wypaczenia nie! Pomoże? Kiedyś może trochę pomogło.

 Prawo Americano

2ciaAutentyczna sytuacja w amerykańskim supermarkecie. Klient podchodzi do kasy z opakowaniem piwa. Młoda kasjerka prosi go o przesunięcie kartonu nad skanerem. Na pewno to dla niej za ciężkie, pomyślał klient spełniając prośbę. Jednak widząc jak następnemu w kolejce drobną dłonią chwyciła dużo cięższy galon mleka, zaczął dociekać o co tu chodzi. A chodziło o to, że kasjerka nie miała jeszcze 21 lat, od kiedy to w Ameryce można kupić legalnie alkohol. Mądrość prawie absolutna,no bo jak można go sprzedać, jeżeli nie można go kupić? Istnieje jednak prosty sposób, aby  prawa tego nie złamać. Wystarczy by symbolicznego wbicia ceny dokonał ktoś, kto jest w odpowiednim wieku i  prawo nie zostało złamane. Wszystko przez to, że Ameryka ma  swoich własnych terrorystów – mówią tu na nich „lojerzy”. Ci dzięki głupim przepisom, które sami ustanawiają, potrafią okraść bez skrupułów wszystkich – od rządu po zwykłego obywatela. Oczywiście zadbali oni też o zagranicznych terrorystów. Jak się złapie takiego gdzieś w Afganistanie, nie można go bardziej przycisnąć ani tam, ani na amerykańskiej ziemii. Chociaż skuteczność takich metod i tak jest bardzo wątpliwa, bo o ile amerykański terrorysta wierzy tylko w pieniądze, to taki prawdziwy islamski – w rajskie dziewice, więc chciałby się tam jak najszybciej dostać. Jednak i tu znaleziono, tak jak we wspomnianym sklepie, prosty sposób. Wystarczy wywieźć go za granicę i tam już można mu połamać kości, bez łamania amerykańskiego prawa.15 milionów dolarów łapówki, jaką dano Polakom za udostępnienie takiego miejsca, to i tak taniej niż by wyrwał Amerykanom jakiś rodzimy „lojer”, za łamanie praw człowieka w USA. To, że w talibańskich obozowiskach mówią teraz o „polskich więzieniach”, jest już tylko problemem Polski.

 Resortowe dzieci

2resortObarczanie dzieci przeszłością rodziców przypomina najgorsze czasy komunizmu. W książce „Resortowe dzieci” rodzice ci najczęściej zgrzeszyli przynależnością do PZPR. Nie ma tu znaczenia, że taki sam grzech popełnił także jeden z autorów książki, Targalski. Można odnieść wrażenie, że autorzy są kosmitami, którzy wylądowali na Ziemi bardzo niedawno, nie wiedzą więc, że w czasach kiedy te resortowe dzieci dorastały, trudno było znaleźć w Polsce kogoś kto traktował poważnie komunistyczne idee. Do partii wstępowano aby pomóc sobie w zrobieniu kariery, czyli dokładnie tak jak teraz. Czy można wymagać od kogoś, by mając możliwości nie pomógł swojemu dziecku? Dość zabawnym jest umieszczenie w tym, pisanym przez działaczy PiSu leksykonie, Marcina Mellera, którego ojciec był szefem MSZ w rządzie tegoż PiS. Wypadałoby raczej zadać pytanie jak to możliwe, aby po obaleniu komunizmu byli działacze partyjni mieli ciągle tak duże wpływy. Mało tego, stanowią coraz poważniejszą siłę polityczną, a na tle rządzących w swoich partiach w breżniewowskim stylu Tuska i Kaczyńskiego, stary komuch Miller to prawie przykład demokracji. Niestety odpowiedź na to pytanie jest zbyt wstydliwa dla tych, którzy teraz dokonują spóźnionej o ćwierć wieku dekomunizacji. Jeżeli już, to przeprowadźmy ją porządnie. Zniszczmy książki szczerych stalinowców: Tuwima czy Miłosza. Zakażmy występów Maryli Rodowicz, która karierę zrobiła dzięki bliskim spotkaniom wcale nie z kosmitami, ale komunistycznymi prominentami. To są materiały na wielotomowe wydawnictwo, po opublikowaniu którego zapanuje już na zawsze prawo i sprawiedliwość. Wśród Polonii też są różni ludzie, tacy co dostali bilet w jedną stronę jak i członkowie PZPR. Jeżeli po tych latach dzieci, a może i wnuki jakiegoś partyjniaka mówią dobrze po polsku, a jakiegoś opozycjonisty ani be ani me, to który tak naprawdę jest lepszym Polakiem?

 Rolowanie Anny Cyzon

2cyzonAlbo Józefowicz pisze też dla Anny Cyzon, albo ktoś tu popełnił plagiat. Porównując wideo clipy Nataszy Urbańskiej „Rolowanie” i „Into the Sun” (official music video) chyba w tej samej nawet łazience, wije się wyglądająca na dobrze naćpaną laska. Podobnie też kiepska jest muzyka i tekst. Jedyną różnicą jest to, że Urbańska robi to w wodzie a Cyzon w jakiejś cieczy wyglądającej na krew, chociaż może to też być ta, którą dokonano zamachu na Kubusia Wojewódzkiego. Oczywiście Józefowicz wolał umyć a nie ubrudzić swojej żony, chociaż mógł zazdrościć, że Anka ma dużo lepszy głos. Apelujemy aby nie wyszukiwać wspomnianych clipów w internecie, bo dzisiejsza muzyka rozrywkowa mierzy się na kliknięcia. Dopóki nie będzie wiadomo ile tych kliknięć zostało szybko wyklikowanych z powodu zdegustowania, to dla dobra muzyki nie nabijajmy tego licznika, który jest niestety traktowany jako dowód sukcesu. A tak na serio, wygląda na to, że nasza najpopularniejsza polonijna wokalistka ciągle daje się komuś rolować. Posiadając spory talent, ciągle kopiuje tysiące innych wijących się, wyjących lub miałczących w tym samym stylu wokalistek. Po co opłacać różnych pseudo twórców, piszących dla wszyskich taki sam chłam. Taki Rod Stewart gdy zorientował się, że nic oryginalnego nie jest w stanie nagrać popracował nad amerykańskimi standardami, odnosząc spory sukces. Anna Cyzon pokazała na koncercie poświęconym Nalepie, że świetnie sobie radzi ze śpiewaniem nawet dalekich od jej stylu utworów. Radzimy, aby korzystając z tego, że jest Polką, sięgnęła do bogatej kolekcji polskich standardów. Nie ma możliwości, aby bardziej wyrobieni słuchacze tej współczesnej popowej papki nie zauważyli, że to jest to, czego chcieliby posłuchać.

 Wielki wstyd za Wielką Orkiestrę

2wosp To wielki wstyd, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie zagrała w tym roku w Mississaudze, największym skupisku Polonii w Kanadzie. Wygląda na to, że organizatorzy mieli dość niechęci, z jaką spotykali się od lat w Polskim Centrum Kultury (czytaj: Parafii św. Maksymiliana Kolbe). Wydawałoby się rzeczą zupełnie naturalną, że takie centrum wybudowane przez Polonię, powinno choć raz w roku udostępnić, nawet nieodpłatnie, swoje pomieszczenia na taki cel. Niektórzy niechęć do pomocy starają się motywować oskarżeniami pod adresem Owsiaka, który może rzeczywiście stał się celebrytą, ale przecież kieruje akcją mającą światowy zasięg. Ponadto nie bardzo chce się wierzyć, aby przejrzystość jego organizacji, do której mają dostęp wszelkie organy prawa i sprawiedliwości, była mniejsza niż konkurencyjnego Caritasu, który kontroluje Watykan – sam nie bardzo niewiarygodny w prowadzeniu swoich finansów. Niepodważalną zasługą Owsiaka jest zmobilizowanie tysięcy młodych ludzi, którzy poczuli potrzebę pomocy drugiemu człowiekowi. Dlaczego znajdują się ludzie, którzy robią wszystko, by ten zapał polonijnej młodzieży zgasić, posuwając się nawet do nasyłania policji na kwestujące dzieci na terenie tej polskiej parafii. Czy jedna, może  trochę mniejsza niedzielna taca może usprawiedliwić tak podłe i zupełnie niechrześcijańskie działania? Patronem tej parafii jest Maksymilian Kolbe, człowiek który oddał życie za drugiego człowieka. Czy pomyślano tam kiedyś, że ktoś gdzieś  w Polsce może stracić życie tylko dlatego, że ktoś gdzieś  w Mississaudze uniemożliwił pomoc, która mogłaby to życie uratować?  Może w nawróceniu tych ludzi mogłaby pomóc modlitwa do św.Maxymilana. Czy pomoże, zobaczymy za rok.

 

18 komentarzy

sty 04 2014

Opowieść wigilijna czyli cały ten majdan

MODLITWA  DO św. KAZIMIERZA i  św. STANISŁAWA

01CUPodczas ubiegłorocznej jesieni, w Polskim Centrum Kultury rozsypano w holu słomę. Ponieważ nikt tego nie sprzątał, można było się domyśleć, że jest to instalacja tak zwanej sztuki nowoczesnej. Świetnie tu nawet pasowałaby artystka, która instalując się w warszawskiej Zachęcie obierła tam kiedyś kartofle. Nasza Credit Union św.Kazimierza i św. Stanisława, która właśnie otworzyła swój nowy oddział zaraz obok, nie mogła być gorsza i zainstalowała sobie nad wejściem napis też spełniający kryteria takiej sztuki. Chociaż trudno go przeczytać tak w dzień jak i w nocy, ale za to ktoś słusznego wzrostu może się w nim nawet przejrzeć. To, że po paru dniach pospadały litery mogło być zamierzonym efektem tej instalacji. Ciekawe jednak gdzie się podział szyld ze zlikwidowanej w zamian placówki przy Central Pkwy. Może nad wejście do tego niewielkiego pomieszczenia w budynku Centrum byłby trochę za duży, jednak na zewnętrznej ścianie od strony ulicy Cawthra prezentowałby się okazale. Tu natomiast idealnie pasowałby ten, z też niedawno zlikwidowanego oddziału  w Brampton, który miał się pojawić w pobliskim, przykościelnym centrum handlowo-rozrywkowym. On się nie pojawił, ale za to pojawiły się plotki, że powodem tego były góralskie waśnie szefów z obu placówek. Czy rozrzutność naszej Credit Union może wynikać z tego, że przybywa jej członków i jest coraz bogatsza? Po zapoznaniu się z komunikatem, wydanym na okoliczność walnego zebrania pryska taka nadzieja, bo dowiadujemy się, że brakuje tam funduszy nawet na szkolenie rady dyrektorów. Z tego też powodu ich kadencje mają być zamienione raczej na… dynastie, mogące trwać nawet do 15 lat. Mało tego, następnym postulatem jest zmniejszenie kworum niezbędnym do podejmowania decyzji do 20 osób, czyli wystarczy jak na zebranie przyjdą tylko rodziny rady dyrektorów. Demokracja czy dynastia, oto jest pytanie?  I to wcale nie łatwe, bo nasza Credit Union od dłuższego czasu kierowana jest metodą znaną w polityce jako TKM (teraz k…. my). Przy dynastii plusem dodatnim będą oszczędności nie tylko na szkoleniach dyrekcji, ale też na wizytówkach i pieczątkach. Plusem ujemnym może być to, że gdy jakiś niepoprawny członek zarząda wyjaśnienia, kto ponosi personalną odpowiedzialność za bezsensowną politykę wędrujących oddziałów, odpowiedź może otrzymać nawet po 15 latach. Wydaje się, że aby ułatwić wprowadzenie dynastii, walne zebranie organizuje się tym razem w środową noc 8 stycznia, a nie jak zwykle to bywało w weekendowe popołudnie. Jak jeszcze wymodlona zostanie u świętych Kazimierza i Stanisława śnieżyca, to wszystkie postulaty zostaną raczej uchwalone. Oczywiście winę ponoszą tu przede wszystkim członkowie, którzy przestali wierzyć, że to jest przede wszystkim ich bank. Nie mogli liczyć na pomoc polonijnych mediów, które były kiedyś „wolne i solidarne”, lecz teraz nie są  nawet „silne wiarą”, że mogą mieć na cokolwiek wpływ. W efekcie spada liczba członków polonijnego banku i rośnie stos niesprzedanych gazet w polonijnych sklepach. Jeżeli św. Kazimierz i św. Stanisław nie wysłuchają modlitwy i w środowy wieczór ześlą pogodę taką, że aż grzechem byłoby z domu nie wyjść, to tylko sami członkowie Credit Union mogą sprawić, że będą mogli ciągle mówić o niej: Nasza Credit Union.

WAŁĘSA ZNÓW W TORONTO

01walesaChociaż film o Wałęsie był już wyświetlany w Toronto podczas TIFF, to zobaczyć go mogło wtedy bardzo niewielu widzów. Ponieważ budzi on spore zaintersowanie, zajmującej się promocją polskich filmów firmie Ekran udało się zorganizować dodatkową projekcję. Jednak okazuje się, że to zaintersowanie polega również na zamiarach bojkotu i protestach. Tylko przeciwko komu? Wałęsie, Wajdzie czy może Ekranowi? Jak zwykle najlepiej potrafimy ocenić coś, czego nie poznaliśmy. Ten akurat film, jak już pisaliśmy wcześniej jest chyba pierwszym polskim filmem historycznym zrozumiałym dla niepolskiego widza, który nie zrozumie tylko tego o co „protestantom” chodzi, jeżeli się pojawią. My wiemy, że po kończącym film przemówieniu był ciąg dalszy, który nie został tu pokazany. Bo tak naprawdę, po co? Lubimy się szczycić tym, że to Solidarność obaliła komunizm, chociaż tak naprawdę zdajemy sobie chyba sprawę z tego, że gdyby nie przytrafił się wtedy Gorbaczow, to do dziś żylibyśmy za żelazną kurtyną, tak jak Kubańczycy czy połowa Koreańczyków. Ale z tym, że zburzenie muru berlińskiego było ważniejsze – nie zgadzamy się. Słusznie, bo Solidarność była pierwsza i autentyczna. Na to jednak, że krótko trwała ani Papież ani Reagan nic nie mogli poradzić, nie wspomninając już o tym, że przywódcy zachodniej Europy bardziej kibicowali Jaruzelskiemu. Wtedy to właśnie Wałęsa rzeczywiście był nadzieją, nie tylko w Polsce. Do tej pory nikt z Polaków nie stał się postacią bardziej popularną w świecie niż on. Nie można tu brać przecież pod uwagę Jana Pawła II, który swoją pozycję zawdzięcza funkcji sprawowanej w innym państwie. Niestety do kantów przy okrągłym stole doszło  dlatego, że ludziom, w których Polacy mieli nadzieję zaszkodziła wódka jaką postawili komuniści. A oni po ponad 50-ciu latch treningów w Moskwie mieli dużo mocniejsze głowy. Pewnie, trzeba było nie pić, ale takim mądrym przeważnie się jest gdy już dokucza kac. Tylko, że to zbyt zawiłe i wstydliwe aby się przyznawać światu. Po co niszczyć legendę o polskim robotniku, który skacząc przez płot obalił komunizm i został pierwszym polskim prezydentem przyjmowanym w Ameryce z należytymi honorami. Przecież jakby ci w Hollywood byli za bardzo drobiazgowi, to nie byłoby tylu szlachetnych amerykańskich bohaterów. A to właśnie oni rozbudzili naszą wiarę w to, że jak upadnie imperium zła to na zawsze zapanuje dobro, takie jak znaliśmy z hollywódzkich produkcji. Jeżeli już, to protestujmy nie tu w Toronto, lecz w Los Angeles. Tam właśnie film o Wałęsie nie otrzymał nawet nominacji do Oskara. Jakoś mało wiarygodnym wydaje się to, że filmy, które nominowano bardziej na to zasługują. Tym bardziej, że kiepski ale tematycznie poprawny film Agnieszki Holland taką nominację niedawno otrzymał. Czy tym razem chodziło tu o poprawność polegającą na niechęci do przedstawiania Polski pozytywnie, czy raczej o poprawność, którą przekroczył Wałęsa wypowiadając się szczerze i prawdziwie o homo terrorystach. Nie ośmieszajmy się więc, spróbujmy najpierw zapoznać się z czymś przeciwko czemu zamierzaliśmy protestować. Na pewno każdy rodak wyjdzie z kina dumny, że jest Polakiem, a widzowie innych nacji dumni, że za sąsiadów mają Polaków. I o to chodzi, bo kino to przecież nie muzeum. Film będzie można zobaczyć w sobotę 18 stycznia w kinie przy 506 Bloor Street West.

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

01mysliwyHarcerzom dokarmiającym zwierzęta udało się podsłuchać w wigilijną noc jelonka, wspominającego w rozmowie z małym niedźwiadkiem swoją sarenkę, którą niedawno stracił. – „Poszliśmy sobie jak zwykle na spacer, kiedy coś zaszeleściło w zaroślach. Chciałem uciekać, ale ona mnie uspokoiła. Nie bój się, powiedziała, to jest katolicki ksiądz proboszcz z największej polskiej parafii w Mississaudze. Tam gdzie nie tak dawno pasł się mój pradziadek. On nam przecież krzywdy nie zrobi. Wtedy rozległ się huk wystrzału i moja sarenka cała zakrwawiona upadła”- powiedział pochlipując jelonek. –„Może był głodny” – próbował, jak to drapieżnik usprawiedliwiać myśliwego miś. W tym akurat momencie głośno zarżał koń farmera, który przyjechał po harcerzy i spłoszone zwierzęta zniknęły w ciemnym lesie.

ROMEK Z ROMY

01romaOrganizatorzy występów artystycznych przyzwyczaili nas do tego, że jak czytamy na plakacie „najlepsza polska komedia”, to najczęściej nie powinniśmy kupować biletu. Jednak tym razem okazało się, że rzeczywiście spektakl „Roma i Julian” był chyba najlepszą polską komedią jaką mogliśmy obejrzeć od wielu lat. Dobrze napisana i jeszcze lepiej zagrana sztuka szczerze rozbawiła licznie przybyłą do teatru publiczność. Jej treść dotyczy zmiany płci czyli rzecz całkiem na czasie. Chociaż są tacy,którzy uważają, że to całkiem normalne, to dla takiego całkiem normalnego człowieka jest to normalnie śmieszne, czyli temat jak w sam raz na komedię. Jednak ofiary takich płciowych tranformacji kojarzą się raczej z wiadomą posłanką czy innymi dziwacznymi przebierańcami. Tu decyzję taką podejmuje dwoje sympatycznych, młodych ludzi a wszyscy są, jak to w komedii weseli i szczęśliwi. Chociaż nie podejrzewamy autora o chęć przysłużenia się tym, którzy mają problemy sami z sobą, to jednak po wyjściu z teatru wielu mogło pomyśleć, że nie taki diabeł straszny jak go obrońcy normalnej rodziny malują. Bo przecież widzieliśmy sami, że sprawa jest banalnie prosta, tu obciąć tam zaszyć i już z Romy jest Roman a z Juliana Julcia. I tak można chyba w kółko, a śmiechu przy tym cała kupa. Nic tylko spróbować, choćby ot tak – dla jaj.

CAŁY TEN MAJDAN

01majdanW aferze Ambergold największe zdziwienie na Ukrainie wywołał fakt, że syn polskiego premiera pracował na lotnisku. Na Ukrainie, dwaj bardzo młodzi synowie obecnego prezydenta swoim majątkiem przewyższają to, co odłożył do tej pory Bill Gates. Dla nich Polska to jakiś dziwny kraj, w którym czepiają się byle willi lub nawet zegarka prominenta. Dla nas oni, to także dziwny kraj, który chyba najbardziej ucierpiał od sowieckich zbrodniarzy a ciągle tam jeszcze stoją ich pomniki, a nawet sam premier przemawia do narodu po rosyjsku. Pomarańczowa rewolucja dała Ukraińcom nadzieję, że to wszystko można zmienić, lecz szybko okazało się, że jej przywódcy, którym z pomocą przyszła wtedy także Polska, są tacy sami jak ich przeciwnicy. Juszczenko, dla którego popsuliśmy sobie stosunki z Rosją, w ostatnich dniach swej prezydentury odwdzięczył się nam, ustanowiając mordercę Polaków – Banderę bohaterem narodowym Ukrainy. Teraz, chociaż w mroźne dni na Majdanie znowu zrobiło się gorąco, życząc protestującym powodzenia trzeba też pamiętać, że tylko około 30% Ukraińców jest za zbliżeniem do Europy. Zresztą czy można się temu dziwić, kiedy ta Europa uznaje Putina za najlepszego polityka na świecie? Aż przykro patrzeć na prezesa Jarosława, stojącego z groźną miną w jednym szeregu z przywódcami ukraińskich nacjonalistów, którzy tak na codzień składają kwiaty pod pomnikiem Bandery. Czy człowiek, który ma aspiracje aby go uważano za najlepszego polityka w Polsce, może naiwnie wierzyć, że ten „najlepszy na świecie” pozwoli sobie na wtrącanie się w jego interesy ? Jakby tak ze swoim interesem przeciwko Putinowi stanął pupilek prezesa Hoffman, to może ten by się przestraszył.

ICED HYDRO

01hydroPrzedsiębiorstwo działające jakby gdzieś w republice bananowej, mamy tu w Toronto.  Zarobki kacyków oraz ceny dla klientów na najwyżym poziomie a z poziomem usług dokładnie odwrotnie. Chodzi tu o zakład energetyczny – Toronto Hydro. W kraju, który ma mniej mieszkańców niż Polska, za to nieporównywalnie większe możliwości energetyczne, łącznie z elektrowniami atomowymi, nie tylko musimy płacić za prąd krocie, ale jeszcze straszą nas przeciążeniami w okresach większego poboru, które powinny ich raczej cieszyć. Większość instalacji energetycznych w Toronto wygląda jakby wzorowano się na krajach trzeciego świata. Poprzekrzywiane drewniane słupy z pajęczyną przewodów, że aż strach pomyśleć co by było, gdyby zadęła nam jakaś powietrzna trąba. Tym razem wystarczyły przedświąteczne niewielkie opady marznącego deszczu aby setki tysięcy ludzi pozostało tygodniami bez prądu tylko dlatego, że oblodzone gałęzie drzew pozrywały przewody. Widocznie schowanie przewodów pod ziemię przerasta możliwości energetyków, ale o tym każdy głupek wie, że jeżeli nad przewodami zwisają gałęzie drzew, prędzej czy później spadną one na druty. Jak w logice milicjanta z PRL-u, jeżeli w Hydro tego nie wiedzą to nie są więc głupkami i milionowe wypłaty się im przecież należą.

GŁOS GŁOSU POLSKIEGO

01glosChorwacja: małżeństwo obronione! – radośnie oznajmia w grudniowym numerze Głos Polski. 65% Chorwatów opowiedziało się za wprowadzeniem do konstytucji defincjimałżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety.Tylko czy jest się z czego cieszyć, kiedy trzeba bronić czegoś tak oczywistego co dla 35% Chorwatów jednak już tak oczywistym nie jest? Napotkaliśmy jednak na łamach tego tygodnika coś, co nas naprawdę ucieszyło. Tłustym drukiem wydrukowano tam hasła „Głos Polski chce… Prawdy”  Tylko Prawda jest intersująca”. Dziękujemy za słowa uznania!

10 komentarzy

lis 08 2013

Przychodzi Kumor do Bosackiego czyli record on/off

OK Poland – czyli w 8 odcinków dookoła Polski

irminaPrzedstawiając zupełnie przeciętne miasto jakim jest Poznań, w taki sposób aby widz miał wrażenie, że ogląda reportaż co najmniej z Chicago, trzeba mieć naprawdę talent. Tak najkrócej można by ocenić pierwszy odcinek serialu OK Poland, którego premiera w kanadyjskiej telewizji miała miejsce w sobotę 26 października. Przywykliśmy już do tego, że bardzo często Polskę przedstawia się z perspektywy folkloru, przydrożnych kapliczek i wspomnień o przegranych powstaniach. Nawet jeżeli jest to część prawdy,  nie jest ona turystycznie atrakcyjna. To tak jakby Amerykanie zachęcali turystów obrazami obskórnych osad gdzieś w Kentucky. Liczba osób przyjeżdżających do Polski nie jest mała, lecz są to w olbrzymiej większości odwiedzający rodzinne strony. Chcąc zachęcić Kanadyjczyków do zwiedzania kraju nad Wisłą, trzeba ich przekonać, że jest tam bezpiecznie i wesoło. Taki jest właśnie cel tego serialu, który zrealizowany w języku angielskim, przedstawia Polskę jako kraj nowoczesny, w którym jest co zobaczyć, a także można tam smacznie i elegancko zjeść. Wszystko to na luzie, z humorem i uśmiechem, którego na codzień często naszym rodakom brakuje. OK Poland został już zauważony przez prominentów kanadyjskiej telewizji, o czym może świadczyć obecność szefowej OMNI TV Madeline Zieniak na spotkaniu zorganizowanym przez producentkę Irminę Somers w konsulacie RP w Toronto. W  CityTV premiery odcinków odbywają się w soboty o 1PM, a powtórki w OMNI TV w piątki o 9PM. Warto zarekomendować program kanadyjskim znajomym, chociaż i my możemy zobaczyć w nim Polskę, jakiej do tej pory nie dostrzegaliśmy.

Przychodzi Kumor do Bosackiego...

kumorNagrywanie rozmów stało się teraz chyba modniejsze od nagrywania muzyki. Największym do tej pory przebojem polskich nagrań był ten, w którym przychodzi Rywin do Michnika. Parę tygodni temu były pracownik Michnika, Marcin Bosacki został „zainstalowany” jako ambasador RP w Kanadzie. Konsulat w Toronto dla bardziej niż wąskiej grupy wybranych polonijnych mediów, zorganizował z tej okazji coś w rodzaju konferencji prasowej. Ambasador Bosacki, który jest dyplomatycznym debiutantem, ale posiada za to doświadczenie dziennikarskie, zaczął od pouczenia kolegów po fachu, że nagrywać będzie można, ale kiedy on udzieli na to pozwolenia. Nie mógł się z tym zgodzić naczelny redaktor torontońskiego Gońca- Andrzej Kumor, który stwierdził, że na spotkanie przyszedł jako reprezentant swoich czytelników. Będąc wobec nich uczciwy musiałby poinformować o tym, że nie wszystko mógł nagrywać, co mogłoby być odebrane tak jakby polski ambasador miał coś do ukrycia przed Polonią. W takiej sytuacji wolał po prostu wyjść. Ambasador stwierdził, że  record off  i record on należą do podstawowych zasad dziennikarstwa. Widocznie od niedawna, bo Michnik wtedy nie poinformował Rywina, kiedy on jest na on, a kiedy na off.  Wobec dość powszechnego przekonania o inwigilacji Polonii, nie było to jednak zbyt dyplomatyczne. Podobno przed wojną, ambasador musiał ukończyć szkołę dyplomacji i nabrać trochę doświadczenia na placówkach. Teraz najczęściej wystarcza chęć szczera kandydata i jego polityczego poplecznika. Żoną nowego ambasadora jest popularna dziennikarka Katarzyna Bosacka, autorka progarmu ”Wiem co jem”. Demaskuje w nim niezdrową żywność, której i w Kanadzie nie brakuje. To ona powiedziała Polakom prawdę o rybopodobnej pandze hodowanej w wietnamskich ściekach, która jest bardzo popularna w polonijnych sklepach pod nazwą filet basa. Może  autorytet ambasadorowej pomoże  uświadomić choć trochę wyznających  zasadę: nie wiem co jem ale wiem, że tanio jem.

20% Bańki

bankaW fizyce, zjawisko jakie publiczność miała okazję podziwiać 25 października na jubileuszowym występie kabaretu Pod Bańką, nazywa się zmęczeniem materiałowym. Ponieważ jednak większość polonijnych profesorów, akurat teraz zatrudnia poseł Antoni, na naukowe ekspertyzy raczej nie ma co liczyć, więc trzeba się tu zdać na zwykły „chłopski rozum”. 20 lecie pracy, jeżeli chodzi o artystów, to rocznica stosunkowo młoda, chociaż dorobek artystyczny jest przeważnie spory. Na takim jubileuszu nie może zabraknąć oczywiście jego fragmentów, chociaż stary dowcip to nie to samo co stara piosenka i ich wybór wcale nie jest łatwy. Za to, że w tym przypadku wybrano chyba najgorsze z bogatego repertuaru Bańki, winę tak naprawdę ponosi publiczność, która sama układała listę przebojów 20-lecia. Zupełnie jak w polityce okazało się, że demokratyczne wybory wcale nie gwarantują jakości. Jednak od publiczności, której  najbardziej podobały się komsomolskie przyśpiewki, za dużo wymagać nie nada. Chociaż mogło to być też prowokacją, bo obserwując reakcje widzów na komunistyczną twórczość, można było zdemaskować licznych podobno w Polonii agentów PZPR, SB, PO, KGB i BHP. Na pochwałę zasługiwała tu postawa operatora nagłośnienia, który słysząc sowieckie melodie, robił wszystko aby je zakłócać, jak kiedyś ta agentura Wolną Europę. Lecz tak na serio, czyżby nienaturalnie duża dwudziestka z plakatu była ostrzeżeniem, że będzie to występ na 20% normy? Mamy nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy i już w najbliższym programie 6 grudnia, kiedy to odbędzie się benefis Andrzeja Pugacewicza, w ramach rehabilitacji Bańka spoko zrobi 120% normy i to bez komsomolskiego dopingu.

Wałesa – człowiek z szampanem

walesaTo nadaje się na zakończenie następnego filmu o Wałęsie. Podczas kontroli na lotnisku w Londynie mówi on: „my naród, nie chcem ale muszem… pić”- i to dużo, bo miał tego szampana aż 6 litrów. Dlaczego człowiek, który kiedyś budził nadzieję na normalną Polskę sam zachowuje się tak nienormalnie? Zakaz wnoszenia na pokład samolotu płynów o pojemności powyżej 100ml też nie jest całkiem normalny, lecz narazie obowiązuje. Teoretyzując, Wałęsa nie mógł mieć pewności, że w podarowanych mu butelkach, nie ma jakiejś „żrącej substancji”. Na pewno uważa, że jemu wolno więcej, bo sam obalił komunizm. Tylko, że obalał go przecież dlatego, że niektórym było tam wolno więcej. Dlaczego więc teraz  postępuje jak komunistyczny kacyk?  Podobny problem ma były senator Piesiewicz. Przyłapany na braniu narkotyków i skompromitowany przez współpracę z szantażystami, ma pretensje do niewdzięcznych dziennikarzy. Jak to wypada aby jego, który walczył o wolną prasę, ta teraz jego zniszczyła. Jak powiedział w wywiadzie, ma szacunek dla tych dziennikarzy, którzy z plecakiem łażą gdzieś po świecie- czyli dokładnie tak jak to było w PRL-u. Dość bezczelnie przy tym pytając aby przypomnieć mu, kiedy  on sam moralizował. Tak jakby piastowanie stanowiska senatora nie było równoznaczne z nienaganną moralnością. Widocznie dojście do koryta powoduje odejście od moralnych zasad i to niezależnie od ustroju, ani kraju- jak mogliśmy się ostatnio przekonać na przykładzie oszustów z kanadyjskiego senatu.

Seniorzy promieniujący aktywnością

activNiejednemu polskiemu emerytowi zrobilo się raźniej, kiedy Maryla Rodowicz wyznała, że też ma głodową emeryturę. Jak tu żyć, kiedy miesięczne wydatki na same kosmetyki, muszą ją kosztować więcej, niż roczne wydatki na żywność przecietnego  emeryta. Oczywiście Marylka robi sobie jaja, bo raczej z tych marnych paruset dolarów, które za młodu dostawała za koncert gdzieś w Chicago, składek do ZUS-u nie odprowadzała. Dzisiejszy polski emeryt na te parę stówek pracował za młodu przez kilka lat. Maryla u swoich rówieśników w Toronto dawno już nie była, bo może nikt nie jest w stanie zapłacić sumy jakiej żąda za koncert. Za to mogli się oni wybrać na występ prezesa ZUS-u. Ten też sobie robi jaja, bo za koszty tej wycieczki można byłoby zatrudnić tu kompetentnego urzędnika na parę miesięcy, który byłby w stanie wyjaśnić sens choćby dość kretyńskiego przepisu tej organizacji, który wymaga od pracującego emeryta, również tego w Kanadzie, by przerwał zatrudnienie, aby zaczęto mu wypłacać nabyte świadczenia. Jednak całkiem poważnie podeszło do tematu torontońskie RadioActive. Razem z dziarskimi weteranami z placówki 114 w Toronto, zainspirowani ogólnopolską akcją na rzecz poprawy życia seniorów „Zdrowi Wiekowi”, stworzyli audycję „Czas Nas Uczy Pogody”, aby swoją aktywnością „napromieniować” starszą Polonię. Przy współpracy z organizacjami i biznesami, bedzie ona dostarczać nie tylko rozrywki skierowanej do osób starszych, ale też rzetelnej informacji. Nie tylko z zakresu zdrowia, ale też gdzie i jak załatwiać sprawy związane z bardzo skomplikowanym systemem polskich emerytur. Skomplikowanym oczywiście dla dobra emerytów, bo wiadomo, że wysiłek umysłowy świetnie wpływa na zdrowie. Wszelkie informacje na ten temat można uzyskać w trakcie audycji (soboty godz.18-20 oraz niedziele godz.18-19 AM530 Toronto) lub dzwoniąc do prowadzącej audycję Anny Weron 647-352-5611.

Haki na Forda

fordJeżeli facet, którego złapano na paleniu cracku jest najlepszym od wielu lat burmistrzem Toronto, to jakie używki  brali jego poprzednicy, którzy działali w większości na szkodę miasta? Oceniając ich osiągnięcia można podejrzewać, że najczęściej brali koperty. Ogromna grupa wrogów Forda, od samego początku próbowała znależć na niego  haka. To, że im teraz się udało, jest niestety winą samego burmistrza.  Chociaż kto wie czy rozbicia sitwy z magistartu, po prostu nie da się zrobić bez dopalaczy? Tu znów powraca temat bezsensownej kryminalizacji narkotyków, dzieki której gangsterzy rosną w siłę, a prawnikom żyje się dostatniej. Prawdopodobnie i tak będzie również w tej sprawie, kiedy Ford zamiast pracować , będzie musiał tracić czas w sądach, a koszty wszystkiego poniosą jak zwykle mieszkańcy.

 

Cyzon blues

bluesTrochę się przestraszyły bufetowe w Polskim Centrum Kultury, kiedy pojawiła się tam Magda Gessler. Akurat tam, porządna rewolucja by się przydała. Odetchnęły jednak z ulgą kiedy zobaczyły, że słynna kuchenna rewolucjonistka przyjechała tu nie do kawiarni, ale na koncert poświęcony twórczości Tadeusza Nalepy. Niestety po raz kolejny okazało się, że wśród tak licznej Polonii, koneserów dobrej muzyki nie ma zbyt wielu. Wyglądało na to, że nawet ci, którzy przyszli, chowali swoje płyty przed dziećmi, bo wśród publiczności trudno było dostrzec młodzież. Szkoda, bo nie często w tym miejscu zdarzają się dobre koncerty. Prawdziwą jego gwiazdą, okazała się tu młoda polonijna wokalistka Anna „Cyzon” Czyszczoń, która w blues-rockowych kompozycjach Nalepy wypadła nadspodziewanie dobrze. Radzimy przetłumaczyć teksty i ruszyć na podbój kanadyjskiego rynku. Przy miałcząco-wyjącym i bezmelodyjnym repertuarze współczesnej muzyki rozrywkowej, utwory te, których tu nie znają zabrzmią jak objawienie. Skrzyknięty na tę okazję zespół muzyczny, składający się z polonijnych muzyków (tu wspomagany przez byłego gitarzystę zespołu Breakout Dariusza Kozakiewicza) też nie powinien skończyć na jednorazowym występie.  Głównym organizatorem i pomysłodawcą koncertu był Henryk M. Pod tym trochę „podejrzanym” pseudonimem, ukrywa sie mieszkający w Toronto miłośnik bluesa Henryk Mrachacz. Szkoda tylko, że Henryk nie przewidział więcej utworów dla Anny Cyzon.  On sam dobrze gra na harmonijce ustnej, ale wokalistą jest raczej takim sobie. Chociaż do całości trochę nie pasowała wodewilowa konferansjerka Krzysztofa J., lecz ci którzy byli na tym koncercie, na pewno nie byli zawiedzeni. Można by rzec: więcej takiej kultury w Polskim Centrum Kultury.

 

 

 

 

 

 

 

 

23 komentarzy

paź 03 2013

O wyższości turbanu nad czapką

 

Wałęsa – człowiek straconych nadziei

10walesaPrzed salą projekcyjną tegorocznego festiwalu filmowego w Toronto, gdzie miała się odbyć premiera filmu Wajdy, kolejka swą długością przypominała tą, po cytrusy  w PRL-u. Polacy, którzy byli w niej chyba mniejszością mogli  przypuszczać,  że oprócz „Wałęsy” odbywa się tam jeszcze inna projekcja. Jednak okazało się, że ten cały wielonarodowy tłum czekał, aby obejrzeć film polski. Na pewno główną tego przyczyną było nazwisko, które jako  nieliczne z polskich, zna  cały świat,  a film ten był okazją aby wreszcie zobaczyć jak to było z tym elektrykim, który wtedy „elektryzował” świat,  a potem nawet został prezydentem. Polacy chyba byli bardziej ciekawi, jak Wajda sobie z Wałęsą poradził. Trzeba przyznać, że całkiem dobrze, bo od czasu „Człowieka z żelaza” jest to chyba  jego najlepsze  dzieło, którego  zaletą jest to, że  to raczej pierwszy polski film historyczny, zrozumiały dla widza z innego kraju. Użycie doskonale wmontowanych materiałów dokumentalnych powoduje, że  klimat tamtych czasów, mogą poczuć nawet ci, którzy wtedy w Polsce nie bywali. Oczywiście Polak traktuje ten film bardziej krytycznie dlatego, że zna nie tylko plusy dodatnie, ale też plusy ujemne tytułowego bohatera. Film kończy się na dniu 15 listopada 1989 roku wystąpieniem Wałęsy w Kongresie USA. Jest to data przełomowa bo „My Naród”, jak  wtedy powiedział, do tego momentu byliśmi z niego dumni. Po tej dacie coraz częściej musieliśmy się jego i za niego wstydzić. W latach 1980-1990 był on rzeczywiście człowiekiem nadziei i w „wersji eksportowej” tak powinno chyba pozostać. Tego, że przez niego wiele  nadziei zostało straconych, nie może zrozumieć nawet większość Polaków, a co dopiero obcokrajowiec. Chcemy aby Polska była postrzegana jako kraj sukcesu, to mamy autentyczny sukces, jakim wtedy była Solidarność z Wałęsą na czele. Zresztą nie ma chyba żadnego bohatera narodowego, o którym całkowita prawda nie rzuciłaby cienia na jego zasługi. Czepianie się historyków do szczegółów typu, czy Wałesa podpisał coś prędzej czy póżniej niż pokazano w filmie nie ma większego sensu. Pokazano, że podpisał, ale jest to jednak film fabularny. Najważniejsze, że możemy wreszcie zaprosić kogoś z kanadyjskich znajomych do obejrzenia polskiego filmu. Komentarze o Bolku róbmy po polsku, albo poczekajmy aż wyjdą. Na pewno dużą zasługą w sukcesie jaki ten film odniósł jest też rola Roberta Więckiewicza, który na torontońskiej premierze pojawił sie osobiście. Zanosiło się nawet, że rodzina Wałęsów pobędzie trochę dłużej w Toronto, bo zapowiadano też premierę sztuki teatralnej, o jego żonie „Danuta W”. Niestety jak podali organizatorzy „ w związku z przedłużającymi się procedurami amerykańskiego urzędu immigracyjnego” spektakl odwołano. Nie wiadomo czy amerykańscy urzędnicy podejrzewali o coś Danutę W. czy Krystynę J. Mogło chodzić o tą drugą, bo z dreamlinerami i tak tyle kłopotów, a jej niedawno „zszkodziło” wino w samolocie. Jednak tak jak w przypadku Lecha W. prawda tu może być dużo bardziej zagmatwana.

Polski blues w PCK

10blues Zdjęcie to po raz pierwszy zobaczyliśmy w 1971 roku, na okładce nagranej przez zespół Breakout płyty zatytułowanej „Blues”. Dla polskiego, trochę ludowego, jak to mówiono wtedy big bitu, był to prawdziwy przełom. Trudno było wprost uwierzyć, że polscy muzycy mogą nagrać płytę na tak wysokim poziomie artystycznym, która zresztą do dziś jest chyba najlepszą jaką nagrano w Polsce. Dzięki niej blues zadomowił się nad Wisłą już na dobre. Plakaty z tym zdjęciem pojawiły się prawie dziesięć lat temu też w Toronto, z okazji organizowanego tu kiedyś Dnia Polskiego. Niestety, ktoś wpadł na dość dziwaczny pomysł, aby Breakout wystąpił przed Ich Troje. Nie będący w najlepszej formie zespół, przez oczekujących na czerwonowłosego wokalistę fanów, bardziej był wygwizdany niż oklaskiwany. Od paru tygodni na polonijnych witrynach zdjęcie to znów zagościło. Tym razem zapowiadając koncert, poświęcony twórczości lidera grupy Breakaut – Tadeusza Nalepy. Oprócz polonijnych wykonawców wystąpi tam też jeden z najlepszych polskich gitarzystów i współtwórca polskiego bluesa Dariusz Kozakiewicz. Warto namówić kanadyjskich znajomych, aby przekonali się „iż Polacy nie gęsi, iż swojego bluesa mają”. Mało brakowało, aby prawie w tym samym czasie zawitał do Toronto zespół Ich Troje. Chociaż na szczęście  do tego nie doszło,  ale dla  tych, którzy na nich czekali, a nie odkryli jeszcze muzyki Nalepy, jest doskonała okazja, aby za zaoszczędzone pieniądze, kupić bilet na ten właśnie koncert. Jeżeli ktoś choć troszeczkę „czuje bluesa” zrozumie dlaczego raczej nigdy, nie zostanie zorganizowany koncert, poświęcony twórczości Michała Wiśniewskiego. Blues w Polskim Centrum Kultury zabrzmi już w niedzielę 3 listopada o godzinie 17:30 (nowy termin!).

 O wyższości turbanu nad czapką

10turbanParę tygodni temu redaktorka torontońskiego tygodnika GazetaGazeta, opisała tam swój zachwyt nad kanadyjaskim policjantem.Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo nie od dziś wiadomo, że za mundurem panny sznurem, lecz tu zachwyt nie dotyczył munduru, ale egzotycznego  nakrycia głowy. Policyjna czapka w kształcie turbanu, to jej zdaniem symbol wielokulturowości Kanady. Może i tak, tylko gdyby nasz góral spod Tatr zostawszy policjantem, chciał swój kapelusz nosić na służbie, zostałby z pewnością zwolniony i to z podejrzeniem, że może mu brakować którejś klepki. Dlaczego więc ci spod Himalajów są bardziej uprzywilejowani? Zresztą prawdziwy problem może być dopiero jak policjantki, całkiem słusznie zresztą, zechcą zakładać burki. Nikt nie ma tu raczej wątpliwości, że tego typu wyjątki są dziełem polityków, przeliczających wszystko na potencjalne głosy. Niestety raczej nie biorą pod uwagę tego, że turbanyczy burki mogą być wstępem do zalegalizowania obyczajów, które w naszej cywilizacji, są  postrzegane jako zupełnie niecywilizowane. Tolerownie i popieranie różnych kultur, nie powinno być równoznaczne, ze zmienianiem na żądanie grupki przybyszów a raczej uciekinierów z  całkiem odmiennego świata, zasad obowiązujących w naszym świecie. W dodatku uciekli oni stamtąd właśnie dlatego, że był on tak odmienny. Jeżeli komuś wmówono, że z jakichś tam powodów nie wolno mu zdejmować czapki lub golić brody, to nie jest to powodem do zmiany przepisów dotyczących umudurowania państwowych funkcjonariuszy. Chociaż powoli odzywają się głosy rozsądku, to większość polityków stara się je uciszać lub nawet się wygłupiać . W odpowiedzi na proponowaną przez Quebec ustawę w tej sprawie, kanadyjski minister Kenney demonstracyjnie występuje  w chuście na głowie. Czyżby wierzył, że  jego prawdopodobny następca zdejmie kiedyś swój turban, aby zjednać sobie zwolenników wśród tych, którzy turbana nie noszą? Zadziwiająca jest  tu naiwność władz, nie tylko zresztą Kanady, a  wystarczyłoby przecież zobowiązać przybywających z obcych nam kulturowo rejonów do przestrzegania norm obowiązujących w kraju, który pozwolił im zostać jego obywatelami. Naszemu posłowi Lizoniowi, który chociaż na każdym festynie pokazuje się w góralskim stroju,  do głowy by nie przyszło aby przychodzić w nim do pracy. Jeżeli jego koledzy w turbanach ciągle mentalnie są w Indiach to jest bardzo wątpliwym czy bedą oni działać w interesie Kanady. Mówienie o tym nie ma  nic wspólnego z rasizmem, jak to próbują wmawiać nam różni tak zwani pożyteczni idioci. Jest obowiązkiem gospodarzy tego kraju, troszczyć się o zachowanie też jego kultury. Problem w tym, że politycy chyba w coraz mniejszym stopniu czują się gospodarzami kraju, który ich zatrudnia. Ich motywy są jednak dość jasne, ale czy Gazeta też spodziewa się zwiększenia liczby czytelników w turbanach?

Nasze matki, nasi ojcowie, nasza historia

10AKTelewizja kanadyjska też kiedyś zakupi niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie” co prawdopodobnie spotka się z protestami Polonii, tak jak to ma obecnie miejsce w Anglii. Zakup filmu przez Polskę to co innego, bo aby protestować wypadałoby poznać przedmiot protestu, chociaż u nas nie zawsze to się praktykuje. Zresztą nikt nie lubi jak go przedstawiają inaczej niżby sam chciał. Najlepszym rozwiązaniem jest przedstawić samemu sprawy, które nas dotyczą. Tylko nam to jakoś nie bardzo wychodzi. Niemcy nigdy potęgą filmową nie byli, chociaż trzeba przyznać, że Winnetou  na wschód od Odry bił kiedyś rekordy popularności. Co innego my, z Wajdą, Polańskim, Skolimowskiem itd. Jednak tak naprawdę o współudział w holokauście zaczęły Polaków oskarżać nie Niemcy, ale środowiska żydowskie z Ameryki. Tam nawet  prezydent mówi o polskich obozach, a obecni polscy dyplomaci, „dyplomatcznie”  udają, że tego nie słyszą. Niemcy po prostu wykorzystali okazję, aby na fali tej propagandy swoje zbrodnie trochę wybielić. Do 1989 roku historia Polski była cenzurowana, ale minęło przecież już prawie ćwierć wieku niepodległości. I co  zrobiliśmy, aby wreszcie przedstawić nasze dzieje tak, jak my byśmy tego chcieli? Rzeczpospolita finasuje różne bzdury, a nawet antypolskie filmy,  jak Westerplatte czy Pokłosie. Wydawałoby się, że takiego tematu jak bitwa warszawska, nie da się sknocić. Jednak Polak potrafi. Jak do tego dodamy jeszcze nieudolnie zrobiony „W ciemności” to protestować powinniśmy owszem, ale raczej przez Polskim Instytutem Sztuki Filmowej i Sejmem. W czasach współczesnego azjatyckiego „najazdu” na Europę, nie potrafiliśmy nawet przypomnieć światu, kto zatrzymał  wtedy Turków pod Wiednim. Kiedy Włosi zrobili z „Bitwy pod Wiedniem” głupkowaty film, uważany za wybitnego reżysera, Skolimowski, zagrał tam przedstawionego wybitnie dziwacznie Sobieskiego. Czy my naprawdę  nie potrafimy już nic zrobić choćby ku pokrzepieniu serc?  Chyba nie jest tak źle, czego dowodem może być serial „Czas honoru”. Na eksport jest za długi, ale jakby tak  zrobić film na podobnym poziomie? Niech reżyseruje Polański, przecież ma jakiś dług wdzięczności. A potem sprzedawać do Niemiec, Anglii, Ameryki. Niech zobaczą naszą historię, ale opowiedzianą przez nasze matki, naszych ojców. Mogą wprawdzie protestować niektóre żydowskie organizacje w Nowym Jorku, ale będzie to też darmowa reklama, a Polański   i tak już od dawna tam nie bywa.

Słoma w butach posła

10hoffmanJedną z najczęściej sprawdzających się ludowych mądrości jest to, że słoma z butów prędzej czy później i tak wyjdzie. Niedawano przytrafiło się to po pijaku posłowi Hofmanowi. Słoma wprawdzie jego własna, ale buty i wódkę kupił już za pieniądze społeczene. Lecz wyborcy wiedzieli, że posłem na sejm został on tylko z łaski prezesa Jarosława, którego lico kiedyś upudrował przed występem w telewizji. Tylko, że marszałkiem tego sejmu jest kobieta, która tak długo czekała kiedyś przy boisku, aż Tusk wreszcie sobie nogę skręci. Założyła mu opatrunek i proszę. Nie wymagajmy za dużo od ludzi, którzy karierę zrobili tylko dzięki zdolnością podlizywania się wodzom swych partii. Przy obecnym systemie wyborczym posłem się zostaje tylko z łaski wodza i dopuki się to nie zmieni doputy słoma z poselskich butów ciągle będzie wychodzić. Bo liczyć na to, że wyborcy przestaną bezmyślnie zakreślać „jedynki” na partyjnych listach, raczej nie można.

Konie na światłach

10kon Aż dziwnie, że do tej pory nie zwrócili na to uwagi obrońcy zwierząt. Podczas oficjalnych uroczystości w plenerze, oddział konnej policji prezentuje się może i efektownie. Lecz jaki sens ma zmuszanie koni do wąchania spalin i przestrzegania sygnalizacji świetlnej, nie mówiąc już o tym, że same konie też ulicę potrafią zanieczyścić, przez co  rowerzysta może  się i poślizgnąć i nawąchać. Prawdopodobnie chodzi tu o to, że nazwa RCMP (The Royal Canadian Mounted Police) z nazwy jest policją konną i aby jej używać jakieś koniogodziny muszą być wychodzone. Jednak czy nie prościej byłoby uciec się do rabinowskich sposobów? Przecież samochód można dość łatwo zamienić w łódź (dozwoloną w dni niedozwolone do jazdy), wkładając pod siedzenie butelkę wody. Równie dobrze można byłoby  zamontować w radiowozach siodło w miejsce fotela, oszczędzając w ten sposób nie tylko tradycyjną nazwę ala też zwierzętom sporo zdrowia.

Puls(e)

10pulsBez rozgłosu, miejsce zlikwidowanego na wiosnę polskojęzycznego InKultura zajął program PULSe. Też po polsku, tylko o połowę krótszy. Pojawiły się różne, chociaż całkiem logiczne plotki, że jest to telewizyjne wydanie popularnego tygodnika o bliźniaczej nazwie. Chociaż właścicielom tygodnika można pogratulować dynamicznego rozwoju, to jednak program na razie przynajmniej, jest tylko uboższą wersją InKultury. Ponadto pozbawiono w ten sposób argumentów tych, którzy próbowali walczyć o polonijny program z prawdziwego zdarzenia, bo mamy przecież program nadawany w języku polskim, i to w dodatku tak w mowie jak i piśmie, bo drugie pół godziny dla wyrównania poprzedniego czasu emisji, wypełniają kulinarne porady z polskojęzycznymi napisami. Sklepy spożywcze może są nawet zadowolone, ale polonijni restauratorzy się wściekają, bo przecież jak Polonia nauczy się gotować, to kto będzie chodził na obiady do Orbitu.  Jeżeli jednak biznesowe powiązania tygodnika Plus z programem Puls(e) ,  są tylko plotkami, które tu powtarzamy, zobowiazujemy sie dyrekcje obu mediów zaprosić na dobrze wpływające na pulsy czerwone wino.

 

 

14 komentarzy

Następne »

  • Reklamy